Wbrew pozorom, Atreus wcale nie zapraszał Brenny na wypad do budki z hot dogami. Był jednak ciekawy, czy miała przyjemność zapoznać się z miejscem, bo w sumie wydawało mu się, że całkiem blisko jej było do tych mugolskich smaczków.
— Ryzykować? To co oni tam przepraszam robią? — zapytał, z pewnym powątpiewaniem spoglądając na nią, jakby posiadała jakąś uniwersalną wiedzę na temat tego, co naprawdę robiło się z hot-dogami. — Szczura? Psa? To oni tam przerabiają takie rzeczy? — westchnął, jakby trochę obrzydzony tą rewelacją. — Ale kanapka brzmi okej — nawet jeśli kiedy mógł, to wybierał stołowanie się w lokalach pokroju Zorzy, to nie był wybredny. A dobrą kanapką nikt by nigdy nie pogardził. Przeszli jeszcze kawałek, rozglądając się za witryną znajomą z zaginionej ulotki. W końcu znaleźli, ale było zamknięte.
— Faktycznie, wygląda obiecująco. To co, wrócimy później? A teraz chodźmy po te kanapki — zapisali adres i ewakuowali się w kierunku kawiarni.