07.10.2026, 08:29 ✶
– Myślę, że sekret tego, co nam tam podają, jest jednym z najbardziej strzeżonych w ministerstwie i wyjście go na jaw mogłoby wywołać bunt. Czasem lepiej nie wiedzieć – stwierdziła Brenna. Zresztą, jeśli szło o gliniarzy, to miała wrażenie, że mają specyficzne organizmy, napędzane często paskudną kawą, pączkami i papierosami. Sama przynajmniej temu ostatniemu nałogowi jeszcze się opierała. – Hm… nie jestem pewna, jak to ująć, ale chodzi o to, że jeśli dobrze rozumiem, kiedyś to się zdarzało i uważano właściwie za normalne. A potem przestało. Aż do teraz, po tym, co narobił Voldemort – westchnęła cicho, odchylając się nieco na krześle. Chciała wypytać o parę rzeczy i może zdobyć trochę więcej informacji o kimś wciągniętym do sieci, kogo właściwie nikt z nich – poza Jonathanem, bo zakładała, że z nim musi znać się dobrze – nie znał. A dostała kolejne dane, które prawdopodobnie były ważne, ale z którymi nie była jeszcze pewna, co zrobić. Czy specjaliści z Departamentu Tajemnic nie dotarli do tych informacji? Nic im nie dały? Zignorowali je albo ukryli wyniki, jak to mieli w zwyczaju?
Zanotowała w każdym razie i hasła Izrael, Egipt oraz drzewo do góry nogami, na boku notatek o kopalni. Może warto było poprosić o pogrzebanie w tym głębiej, jeśli przetrwają jakoś Samhain. Bo w tej chwili, obawiała się, zwyczajnie zabraknie na to czasu.
– Dobra, to wiele rzeczy może wyjaśniać – dodała, krótko odnotowując resztę informacji. Bo z tego co mówiła Guinevere, było to trudne, ale nie niemożliwe, a jeśli szło o śmierciożerców, to oni nie mieli oporów przy stosowaniu paskudnej magii, eksperymentach, a Voldemort mógł wybrać się na przykład na jakąś randkę w mroku kopalni i świetle jakieś latarni, by wydobyć z nich artefakt, skoro kazał wykraść kamienie. Wprawdzie nie znała jego zamiłowania do kolekcjonerstwa i zakładała, że raczej nie interesowało go dekorowanie salonu, ale już moce magiczne… – Zobaczymy, co da się z tym zrobić. A jeżeli przypomniałabyś sobie coś o tych odwróconych drzewach albo wpadła na coś, z czym… nie do końca chcesz iść do ministerstwa z jakichś powodów, a wymaga uwagi, możesz uderzyć do mnie.
Zanotowała w każdym razie i hasła Izrael, Egipt oraz drzewo do góry nogami, na boku notatek o kopalni. Może warto było poprosić o pogrzebanie w tym głębiej, jeśli przetrwają jakoś Samhain. Bo w tej chwili, obawiała się, zwyczajnie zabraknie na to czasu.
– Dobra, to wiele rzeczy może wyjaśniać – dodała, krótko odnotowując resztę informacji. Bo z tego co mówiła Guinevere, było to trudne, ale nie niemożliwe, a jeśli szło o śmierciożerców, to oni nie mieli oporów przy stosowaniu paskudnej magii, eksperymentach, a Voldemort mógł wybrać się na przykład na jakąś randkę w mroku kopalni i świetle jakieś latarni, by wydobyć z nich artefakt, skoro kazał wykraść kamienie. Wprawdzie nie znała jego zamiłowania do kolekcjonerstwa i zakładała, że raczej nie interesowało go dekorowanie salonu, ale już moce magiczne… – Zobaczymy, co da się z tym zrobić. A jeżeli przypomniałabyś sobie coś o tych odwróconych drzewach albo wpadła na coś, z czym… nie do końca chcesz iść do ministerstwa z jakichś powodów, a wymaga uwagi, możesz uderzyć do mnie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.