07.10.2026, 07:03 ✶
Gabriel nie był pewien czy większym zaskoczeniem była dla niego jej odpowiedź, czy może fakt, że złapała go za dłoń. Skóra mrowiła pod zimnym, wciąż palącym dotykiem, gula w gardle tylko rosła gdy padały kolejne zdania.
Osobiście mógłby jej wymienić całą listę powodów, dla których nie powinna mu ufać poczynając właśnie od ich pierwszego spotkania we Francji, przez oczywiste jej wnioski, że był odpowiedzialny za ataki na londyńskich cywili (a trochę był…). Nawet samo zajmowanie się ogrodem było raczej rekompensatą za zdewastowaną jadalnię (i wcześniej kuchnię). Wiele punktów tu nie miało logicznych powiązań i o ile sam siebie nie podejrzewałby o zbytnia logikę, był świadom jak istotne jej ścieżki są dla panny Rosewood.
Sam chciał odejść. Sprowokować ją do wyrzucenia go - co zgodnie z jej słowami było szalenie nieskuteczne, o skutku wręcz odwrotnym. I jeszcze spomiędzy jej zębów wyciągnął informację o tym, że chciałaby zatrzymać go na dłużej, cokolwiek stało za tymi słowami.
Zamyślił się, bynajmniej nie zabierając swojej dłoni z jej szczupłych palców. Nie zbliżył się jednak, siedząc nieco sztywno na chłodnym marmurze, nie mogąc zdecydować czy lepiej byłoby dla niego, dla nich, gdyby podjął działanie, czy go zaniechał. Mówiła dużo, wciąż za mało.
Jakby brodzili nieprzerwanie we mgle, słysząc echa pragnień swoich martwych serc. Nigdy wprost. Czy grzechem było mu marzyć?
– Powinniśmy kiedyś razem zapolować. Może nie w Anglii, ale zdaje się, że przydałoby się nam nieco ruchu – powiedział w końcu, odwracając wzrok ku błoniom.
Osobiście mógłby jej wymienić całą listę powodów, dla których nie powinna mu ufać poczynając właśnie od ich pierwszego spotkania we Francji, przez oczywiste jej wnioski, że był odpowiedzialny za ataki na londyńskich cywili (a trochę był…). Nawet samo zajmowanie się ogrodem było raczej rekompensatą za zdewastowaną jadalnię (i wcześniej kuchnię). Wiele punktów tu nie miało logicznych powiązań i o ile sam siebie nie podejrzewałby o zbytnia logikę, był świadom jak istotne jej ścieżki są dla panny Rosewood.
Sam chciał odejść. Sprowokować ją do wyrzucenia go - co zgodnie z jej słowami było szalenie nieskuteczne, o skutku wręcz odwrotnym. I jeszcze spomiędzy jej zębów wyciągnął informację o tym, że chciałaby zatrzymać go na dłużej, cokolwiek stało za tymi słowami.
Zamyślił się, bynajmniej nie zabierając swojej dłoni z jej szczupłych palców. Nie zbliżył się jednak, siedząc nieco sztywno na chłodnym marmurze, nie mogąc zdecydować czy lepiej byłoby dla niego, dla nich, gdyby podjął działanie, czy go zaniechał. Mówiła dużo, wciąż za mało.
Jakby brodzili nieprzerwanie we mgle, słysząc echa pragnień swoich martwych serc. Nigdy wprost. Czy grzechem było mu marzyć?
– Powinniśmy kiedyś razem zapolować. Może nie w Anglii, ale zdaje się, że przydałoby się nam nieco ruchu – powiedział w końcu, odwracając wzrok ku błoniom.