• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?

[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#7
05.10.2026, 17:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2026, 18:01 przez Septima Ollivander.)  
Wszyscy. Septima przyjęła to słowo bez drgnienia, bo w istocie pasowało do wszystkiego, co widziała i słyszała od momentu wybuchu paniki. Pasowało do wybitych szyb po obu stronach ulicy, do sklepów uwikłanych w płonące wieńce, do krzyków i kakofonii, która uwierała w uszy. Gdyby celem był ktoś jeden, usłyszałaby jednogłośność nazwy lub miejsca. Usłyszałaby o jakiejś wyrwie w rzędzie kamienic, albo o wypalonym czarnym oknie wśród ocalałych. Tu czarne i wypalone było wszystko.
— Septima — powiedziała, ze zdziwieniem odnajdując własne imię gdzieś wysoko, pod podniebieniem.
Usłyszała samą siebie z opóźnieniem, jakby zdanie wracało do niej odbite od muru po drugiej stronie ulicy, i dopiero wtedy zrozumiała, że mówi za wolno, przeciągając samogłoski niczym typowy piątkowy pijak z Rejwachu.

Z zimnem było coraz gorzej. Paradoksalnym, bo przecież oddech gorąca spływał na nie z każdej strony świata. Ale to zimno wchodziło od dołu, od tego biodra, które na moment przestało być jej własnością, i pełzło w górę powoli, metodycznie, zabierając po kolei kolano, udo, bok. Trzymała mankiet aurorki i nie wiedziała już, czy trzyma go mocno, czy tak jej się tylko wydawało. Pot wystąpił jej na kark nieprzyjemnie chłodny,  choć kilka kroków dalej ogień zlizywał z szyldu ostatnie litery.
Myślała wtedy o ojcu i o okiennicach, o tym, że są żelazne i że zapewne poradzą sobie z ogniem; myślała o sklepie, o różdżkach, o składziku z drewnem i o sąsiadach. A potem coś w niej po prostu zasiadło z ciężkością największej masy ołowiu.

Nie nazwałaby tego świadomym objawieniem. Po prostu przestała oddawać opór. Wchodząc w zgodę z własnym głosem, poczuła lekkość w barkach, w karku, nawet w zaciśniętej jak szczypce szczęce — wszędzie tam, gdzie przez ostatnie minuty trzymała ją nieubłagana drętwota.
— Dobrze — przytaknęła posłusznie.
Zrobiło jej się od tego słowa jakoś pusto, trochę gorzko, tak jakby zdradziła kogoś, kto o tym nigdy się miał nie dowiedzieć.
— Dobrze. Pójdę do Munga. Tylko niech pani nie puszcza mojego rękawa, bo ja… — Urwała, bo kamienica po przeciwnej stronie nagle stanęła przed jej oczyma w dwóch miejscach naraz, rozdwojona wzdłuż, i trzeba było poczekać, aż z powrotem się zrośnie.
W uszach narastał jej dźwięk; coś co nie było hukiem pożaru, ani krzykiem, tylko wysokim, cienkim tonem. Równym, uprzykrzonym, taki, jaki zostaje w głowie po zbyt długim toczeniu drewna. Zrobiło się ciemniej po bokach, choć nad dachami wciąż wisiała pomarańczowa łuna. Wiatr nie chciał jej rozwiać, magia nie chciała jej przepędzić. Ollivander miała nadzieję, że najgorsze było za nimi.
Oparła czoło o cudze ramię i zamknęła w sobie ścieżki wszystkich osamotnionych myśli, które chciały ją wyprowadzić z dala od Victorii.
— Proszę na siebie uważać.
Odparła jej na pożegnanie, gdy w końcu dotarły do Munga.
— Dziękuję.
Nie była pewna czy Aurorka zdążyła rachityczne podziękowanie usłyszeć. Dla Septimy przeszłość i teraźniejszość zlepiła się w jedną, pokraczną mamałygę bez smaku i koloru. Kilka godzin później Ollivander rozmyślała czy Victorię jeszcze kiedykolwiek zobaczy na oczy i czy straszliwe płomienie Spalonej Nocy nie pochłonęły również i jej.

Koniec sesji


Kocham drewno i duże bicepsy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Septima Ollivander (2114), Victoria Lestrange (1713)




Wiadomości w tym wątku
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 08.08.2026, 21:28
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 12.08.2026, 12:18
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 17.08.2026, 23:01
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 19.08.2026, 16:48
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 26.08.2026, 02:32
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 31.08.2026, 00:15
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 05.10.2026, 17:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa