Czy to była magia tego naparu, jaki pili w tym barze, czy może jego słowa sprawiły, że jego ukochana tak rozpromieniała? Dawno nie widział jej tak uśmiechniętej, wesołej z iskrami w oczach. Dał jej moment na zastanowienie się, czy było coś, co chciałaby hodować. Skoro jest szansa na duży ogród, mogli zaplanować w prawdzie wszystko. Biorąc też pod uwagę, że on będzie częściej w domu, może i swoje marzenie by spełnił? Jako auror, często bywał poza domem. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy dostanie się wezwanie. A teraz, gdy mógł myśleć o wspólnym domu z kobietą, którą kocha i planować gromadkę dzieci. Mógłby też mieć i psa.
Tristan bardziej obeznany był w zwierzętach znanych mugolom. Nie do końca jeszcze orientował się i pamiętał ze szkoły nazewnictwa stworzeń magicznych, lub nazywanych przez czarodziei inaczej. Kaczka, nie była dla niego zaskoczeniem. Ale nazwana bieguską, już tak. Z zainteresowaniem wpatrywał się w Olivię jak opowiadała, sącząc powoli swój grzaniec. Wiedział już, że będzie chciała kaczki. Mieliby z tego własne mięso i pierze. Rozsądne podejście. Będzie trzeba wydzielić część ogrodu na jakąś zagrodę dla nich i domek.
To nie było jednak wszystko.Kolejnym pomysłem były kury. Olivia akurat w nich widziała jajka. Tristan kolejne mięso i pierze. Tylko nie mogą przesadzić. Mógłby się zgodzić, ale oczywiście z rozsądkiem. Bo raczej nie sądził, że będą robić ze swojego domku, typowego gospodarstwa hodowlanego, gdy mieli też swoją pracę. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość?
Kolejne jej słowa były piękne, że aż i jemu się iskierki w oczach pojawiły. Bo to było dla niego najważniejsze. To, jak powiedziała "Nasz”. Nasz wspólny dom, nasz wspólny kawałek świata. Normalnie miał ochotę ją za to pocałować.
I zrobił to. Pochylił się i złożył jej krótki pocałunek w usta. A jeśli nie trafił, to chociaż w policzek.
Kiwał głową, że na wszystko się zgadza, co mu powiedziała, kiedy zapytała. Na kaczki bieguski, na kury a nawet i warzywniak. Ten warzywniak to zakładał jako podstawę, która musi być w ich ogrodzie. Przede wszystkim dla Olivii, aby mogła hodować zioła pod eliksiry czy maści.
"- Z warzywniakiem, to też myślałem o takim, zielniku dla Ciebie. Abyś mogła hodować zioła na eliksiry i maści.""Powiedział" w języku migowym, używając wolnych dłoni, aby jej to powiedzieć. Że myśleli podobnie. A może ta wspomniana przez nią szklarnia, miała pełnić tego rodzaju miejsce?
"- Poza tym… Miałem marzenie, aby mieć psa. Jak byłem aurorem, nie mogłem sobie na to pozwolić, ze względu na częste przebywanie w pracy i być gotowym na wezwanie. Tylko nie wiem, czy byś się zgodziła?"
Podzielił się z nią swoim jednym marzeniem, skoro już mówią sobie o zwierzętach, jakie chcieliby mieć. Ona stado kaczek i kur, a jemu wystarczy pies.
"- Pilnowałby nam też tych kaczek i kur."
Dodał w języku migowym z uśmiechem. Nie wiedział, czy Olivia lubiła psy, czy nie miała uczulenia na nich.