02.10.2026, 22:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2026, 22:15 przez Sabrina Morgan.)
Sabrina słuchała jej uważnie, patrząc na nią cały ten czas. Miała nadzieje, że nie było to dla kobiety irytujące, ale alchemiczce zawsze lepiej się skupiało na czyichś słowach, gdy na tę osobę patrzyła. Taka przypadłość, niestety.
– Mam mocne eliksiry na sen, ale na nie chyba potrzebuje Pani recepty od magimedyka, bo to faktycznie raczej nie jest związane ze skutkami tego co się działo poprzedniej nocy… – powiedziała, jednak wpadła na inny pomysł. Ten jeden nie była pewna, czy… Mówić na głos. Mogłoby się to wydawać kontrowersyjne. Dlatego postanowiła złagodzić to, co chciała powiedzieć. – Jednak, jeśli dostałaby Pani taką receptę, bardzo chętnie eliksir wykonam. Podobno robię je naprawdę skuteczne. – To, że jej eliksiry nasenne są bardzo skuteczne, wiedziała z autopsji. Przecież już niejeden raz musiała taki wypić, żeby móc zasnąć bez widzenia najbardziej przerażających momentów z ostatnich lat swojego życia.
Wracając jednak do sprawy eliksiru, miała nadzieję, że kobieta faktycznie kiedyś się odezwie i Sabrina będzie miała szansę się wykazać także poza samym szpitalem, gdzie wciąż jako twórczyni eliksirów była raczej… anonimowa. Nie przeszkadzało jej to aż tak bardzo, anonimowość wiązała się z ciszą i spokojem przez większość czasu, jednak czasem jakaś jej część chciała, aby udało jej się spełnić marzenie małej dziewczynki ukrytej gdzieś głęboko – marzenie o tym, aby być największą alchemiczką na świecie. Marzenie niesamowicie głupie i infantylne, wciąż jednak niekiedy przebijające się przez jej działania i myśli.
– Niestety mnie spotkało coś podobnego. I tak samo jak panią, osądzanie po nazwisku, a raczej bardziej po nazwisku, którego już od dawna nie używam – uśmiechnęła się słabo, nawet z nią sympatyzując. Nie wiedziała, czy powinna to robić, przecież ludzie byli różni i nie zawsze byli tak dobrzy, na jakich się kreowali, ale realnie było jej szkoda wszystkich tych, którzy zostali albo napadnięci, albo oblani farbą, czy pokrzywdzeni w jakikolwiek inny sposób. Tak mugolaków, jak i czarodziejów półkrwi i czystej. Wszystkich, równo. Jednak starała się obie strony zrozumieć, choć w głowie wciąż siedział jej ten mężczyzna, który poprzedniej nocy uderzył ją pięścią w twarz, łamiąc jej noc. Chwała Merlinowi za eliksiry, bo bez nich wciąż chodziłaby opuchnięta.
Po powiedzeniu tych słów, z szuflady w biurku wyciągnęła słoiczek z białą, widocznie gęstą, mazistą zawartością. Na nim widniała etykietka napisana odręcznym pismem Sabriny z napisem „mydło”. Podała je kobiecie z uśmiechem.
– Oto ratunek. Mydło, którego konsystencja zmienia się nieco po kontakcie z wodą. Wystarczy, że wysmaruje sobie pani nim zwilżoną wcześniej skórę, a farba powinna zacząć schodzić. Wolę jednak ostrzec, że jedno umycie to może być za mało. Po maksymalnie trzech nie powinno być śladu po farbie, jednak, gdyby był lub pojawiły się jakiekolwiek inne komplikacje, potencjalna reakcja alergiczna czy swędzenie, proszę się do mnie zwrócić, albo bezpośrednio w szpitalu, albo listownie – powiedziała szybko, ale całkiem wyraźnie. – Żadnych komplikacji jednak nie powinno być, a przynajmniej do tej pory nikt się nie skarżył. Jedna z pań, twierdzących, że źle reaguje na wszystkie maści i kremy umyła twarz jeszcze w szpitalnej łazience i do tej pory nie zdążyła się poskarżyć, więc jest to bezpieczny środek – dodała jeszcze, raczej dla potencjalnego uspokojenia kobiety niżeli z własnych pobudek i potrzeby pochwalenia się tym, jakie zajebiste robi mydła. Jednak, może był to jakiś plan na życie, jakby posada alchemika w Mungu jednak ją na dłuższą metę przytłoczyła?
– Mam mocne eliksiry na sen, ale na nie chyba potrzebuje Pani recepty od magimedyka, bo to faktycznie raczej nie jest związane ze skutkami tego co się działo poprzedniej nocy… – powiedziała, jednak wpadła na inny pomysł. Ten jeden nie była pewna, czy… Mówić na głos. Mogłoby się to wydawać kontrowersyjne. Dlatego postanowiła złagodzić to, co chciała powiedzieć. – Jednak, jeśli dostałaby Pani taką receptę, bardzo chętnie eliksir wykonam. Podobno robię je naprawdę skuteczne. – To, że jej eliksiry nasenne są bardzo skuteczne, wiedziała z autopsji. Przecież już niejeden raz musiała taki wypić, żeby móc zasnąć bez widzenia najbardziej przerażających momentów z ostatnich lat swojego życia.
Wracając jednak do sprawy eliksiru, miała nadzieję, że kobieta faktycznie kiedyś się odezwie i Sabrina będzie miała szansę się wykazać także poza samym szpitalem, gdzie wciąż jako twórczyni eliksirów była raczej… anonimowa. Nie przeszkadzało jej to aż tak bardzo, anonimowość wiązała się z ciszą i spokojem przez większość czasu, jednak czasem jakaś jej część chciała, aby udało jej się spełnić marzenie małej dziewczynki ukrytej gdzieś głęboko – marzenie o tym, aby być największą alchemiczką na świecie. Marzenie niesamowicie głupie i infantylne, wciąż jednak niekiedy przebijające się przez jej działania i myśli.
– Niestety mnie spotkało coś podobnego. I tak samo jak panią, osądzanie po nazwisku, a raczej bardziej po nazwisku, którego już od dawna nie używam – uśmiechnęła się słabo, nawet z nią sympatyzując. Nie wiedziała, czy powinna to robić, przecież ludzie byli różni i nie zawsze byli tak dobrzy, na jakich się kreowali, ale realnie było jej szkoda wszystkich tych, którzy zostali albo napadnięci, albo oblani farbą, czy pokrzywdzeni w jakikolwiek inny sposób. Tak mugolaków, jak i czarodziejów półkrwi i czystej. Wszystkich, równo. Jednak starała się obie strony zrozumieć, choć w głowie wciąż siedział jej ten mężczyzna, który poprzedniej nocy uderzył ją pięścią w twarz, łamiąc jej noc. Chwała Merlinowi za eliksiry, bo bez nich wciąż chodziłaby opuchnięta.
Po powiedzeniu tych słów, z szuflady w biurku wyciągnęła słoiczek z białą, widocznie gęstą, mazistą zawartością. Na nim widniała etykietka napisana odręcznym pismem Sabriny z napisem „mydło”. Podała je kobiecie z uśmiechem.
– Oto ratunek. Mydło, którego konsystencja zmienia się nieco po kontakcie z wodą. Wystarczy, że wysmaruje sobie pani nim zwilżoną wcześniej skórę, a farba powinna zacząć schodzić. Wolę jednak ostrzec, że jedno umycie to może być za mało. Po maksymalnie trzech nie powinno być śladu po farbie, jednak, gdyby był lub pojawiły się jakiekolwiek inne komplikacje, potencjalna reakcja alergiczna czy swędzenie, proszę się do mnie zwrócić, albo bezpośrednio w szpitalu, albo listownie – powiedziała szybko, ale całkiem wyraźnie. – Żadnych komplikacji jednak nie powinno być, a przynajmniej do tej pory nikt się nie skarżył. Jedna z pań, twierdzących, że źle reaguje na wszystkie maści i kremy umyła twarz jeszcze w szpitalnej łazience i do tej pory nie zdążyła się poskarżyć, więc jest to bezpieczny środek – dodała jeszcze, raczej dla potencjalnego uspokojenia kobiety niżeli z własnych pobudek i potrzeby pochwalenia się tym, jakie zajebiste robi mydła. Jednak, może był to jakiś plan na życie, jakby posada alchemika w Mungu jednak ją na dłuższą metę przytłoczyła?