02.10.2026, 02:49 ✶
Jonathan naprawdę nie zamierzał kusić w ten sposób Anthony'ego, aby porzucił resztki szacunku, którymi darzył ich napięty grafik. Chciał tylko pomóc mu uwolnić się z okowów niesymetrycznych kokardek i wstążeczek, chociaż teraz gdy o tym myślał… Rzeczywiście mógł przybrać pozycję, która bardziej sprzyjała jego przyjemnym myślom, niż najskuteczniejszemu rozwiązywaniu tego problemu.
Gdy usłyszał pytanie ukochanego, spojrzał się na niego z pewnym zaskoczeniem, ale już zaraz na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech. Jedno było pewne. Anthony zdecydowanie nie wiedział ile przyjemności przynosił Jonathanowi, bo sam Selwyn doskonale wiedział, że była to ilość nieokreślalna przez jakąkokwiek ludzką miarę.
– Oh, biedny… – wyszeptał wpatrując się w stalowe tęczówki leżącego pod nim czarodzieja. – Pozwól więc, że przynajmniej zdejmę ci jeden problem z głowy.
Pocałował go. Ich wargi miały zetknąć się tylko raz. Ale potem zetknęły się po raz drugi. I trzeci. Trzy krótkie pocałunki, zakończone czwartym, nieco dłuższym i bardziej zachłannym, aż wreszcie głowa Jonathana uniosła się o kilka centrymetrów.
– Teraz do mnie dotarło, że bilecik prezentowy nie był najbardziej fortunnym porównaniem z mojej strony. Wiedz tylko mój drogi, że nawiązywałem w nim do przyborów prezentowych, a nie ciebie samego – powiedział po czym westchnął cicho i zszedł z Anthony'ego.– Ale masz rację. Goni nas czas. Nie powinniśmy jeszcze bardziej wszystkiego opóźniać. – Dodał, rozwiązując wstążkę z torsu drugiego czarodzieja. – Chociaż jestem koneserem tych naszych opóźnień.
Gdy usłyszał pytanie ukochanego, spojrzał się na niego z pewnym zaskoczeniem, ale już zaraz na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech. Jedno było pewne. Anthony zdecydowanie nie wiedział ile przyjemności przynosił Jonathanowi, bo sam Selwyn doskonale wiedział, że była to ilość nieokreślalna przez jakąkokwiek ludzką miarę.
– Oh, biedny… – wyszeptał wpatrując się w stalowe tęczówki leżącego pod nim czarodzieja. – Pozwól więc, że przynajmniej zdejmę ci jeden problem z głowy.
Pocałował go. Ich wargi miały zetknąć się tylko raz. Ale potem zetknęły się po raz drugi. I trzeci. Trzy krótkie pocałunki, zakończone czwartym, nieco dłuższym i bardziej zachłannym, aż wreszcie głowa Jonathana uniosła się o kilka centrymetrów.
– Teraz do mnie dotarło, że bilecik prezentowy nie był najbardziej fortunnym porównaniem z mojej strony. Wiedz tylko mój drogi, że nawiązywałem w nim do przyborów prezentowych, a nie ciebie samego – powiedział po czym westchnął cicho i zszedł z Anthony'ego.– Ale masz rację. Goni nas czas. Nie powinniśmy jeszcze bardziej wszystkiego opóźniać. – Dodał, rozwiązując wstążkę z torsu drugiego czarodzieja. – Chociaż jestem koneserem tych naszych opóźnień.