30.09.2026, 23:19 ✶
Kiedy bracia Mulciber przenieśli się do Irlandii, wraz z resztą dobytku musieli zabrać także swoje instrumenty. Obaj już jako dzieci uczęszczali na lekcje muzyki i poza mającymi zrobić wrażenie na znajomych rodziców występami, często grali też duety dla własnej rozrywki. Po przeprowadzce do Cork jeden z saloników w zamku został zatem przerobiony na pokój muzyczny, w którym znajdował się fortepian Émile'a.
Tym razem jednak smutnym dźwiękom skrzypiec Vernona towarzyszyła melodia grana nie przez brata, lecz przez Anthony'ego Shafiqa. Mimo iż starczy mężczyzna był wyraźnie mniej doświadczony, nie ujmowało to pięknu Clair de lune ani emocjom, które wywoływała muzyka. Gra w kameralnym towarzystwie pozwoliła Mulciberowi nieco się zrelaksować i poluzować maskę perfekcji, na co nie mógłby sobie pozwolić występując przed większą widownią. Z tego powodu również zdziwił się, że tak słynny polityk jak Shafiq dał się mu poznać od swojej mniej idealnej strony. Być może była to oznaka zaufania, jakim darzył młodego czarodzieja, a może specjalnie próbował się w kupić w jego łaski. Jakikolwiek jednak nie byłby powód, Vernon bardzo cieszył się z tej szansy, ponieważ naprawdę przyjemnie grało mu się w akompaniamencie Anthony'ego. Odczuwał również nieco złośliwą satysfakcję z faktu, że był w czymś lepszy od tak znanej persony.
Gdy chował skrzypce do futerału (oczywiście zamówionego specjalnie dla niego z wygrawerowanymi inicjałami) nie umknął mu wyraz twarzy Shafiqa zamyślonego nad fortepianem, nie skomentował tego jednak.
– Oui, Monsieur. Planowałem rozwinąć kontakty na Wyspach Brytyjskich, choć wygląda na to, że trafiłem na bardzo niespokojny czas… Nie zamierzam jednak rezygnować. – Nie kiedy ojciec wysłał mnie tu z misją zarobienia pieniędzy, by spłacić rodzinne długi, pomyślał. Gdyby ojciec nie wydawał pieniędzy na głupoty nie musiałby teraz podróżować codziennie do państwa podzielonego wojną i udawać, że świetnie się przy tym bawi. – Ach, doprawdy miło mi to słyszeć. – Uśmiechnął się, gdyż w tym przypadku reguły savoir-vivre pozwalały mu przyjąć komplement. – To bardzo miła propozycja z pana strony. Po przeprowadzce brakuje mi towarzyszy do wspólnego muzykowania, więc chętnie powtórzę dzisiejsze spotkanie. Swoją drogą, angielscy czarodzieje mają chyba własną organizację zrzeszającą melomanów, prawda? – Od jakiegoś czasu zastanawiał się nad zbudowaniem kontaktów także i w tym środowisku, więc to mogła być dobra okazja. Pytanie Anthony'ego sprawiło, że wyraz jego twarzy spoważniał. – Cóż, obecnie… Obecnie wciąż jestem na etapie szacowania strat po pożarach. Niektóre osoby, z którymi współpracowałem, doznały ogromnych strat w magazynach. – Miał tu także na myśli tą mniej oficjalną część swojej działalności – To samo zresztą tyczy się niektórych klientów. Mam nadzieję, że twoja kolekcja pozostała nienaruszona? – Utrata tak wielu smoczych artefaktów byłaby czymś niewyobrażalnym; tym bardziej, że Mulciber osobiście pośredniczył w dostarczeniu części z nich Shafiqowi.
Przyjął kieliszek i zanim skosztował wino, powąchał je, by poczuć bukiet. Jak zawsze polityk dostarczał trunki najlepszej jakości i och, czy to była ciemna czekolada? Kiedyś musi wydobyć od Anthony'ego tajemnicę tego, skąd brał swoje alkohole.
Tym razem jednak smutnym dźwiękom skrzypiec Vernona towarzyszyła melodia grana nie przez brata, lecz przez Anthony'ego Shafiqa. Mimo iż starczy mężczyzna był wyraźnie mniej doświadczony, nie ujmowało to pięknu Clair de lune ani emocjom, które wywoływała muzyka. Gra w kameralnym towarzystwie pozwoliła Mulciberowi nieco się zrelaksować i poluzować maskę perfekcji, na co nie mógłby sobie pozwolić występując przed większą widownią. Z tego powodu również zdziwił się, że tak słynny polityk jak Shafiq dał się mu poznać od swojej mniej idealnej strony. Być może była to oznaka zaufania, jakim darzył młodego czarodzieja, a może specjalnie próbował się w kupić w jego łaski. Jakikolwiek jednak nie byłby powód, Vernon bardzo cieszył się z tej szansy, ponieważ naprawdę przyjemnie grało mu się w akompaniamencie Anthony'ego. Odczuwał również nieco złośliwą satysfakcję z faktu, że był w czymś lepszy od tak znanej persony.
Gdy chował skrzypce do futerału (oczywiście zamówionego specjalnie dla niego z wygrawerowanymi inicjałami) nie umknął mu wyraz twarzy Shafiqa zamyślonego nad fortepianem, nie skomentował tego jednak.
– Oui, Monsieur. Planowałem rozwinąć kontakty na Wyspach Brytyjskich, choć wygląda na to, że trafiłem na bardzo niespokojny czas… Nie zamierzam jednak rezygnować. – Nie kiedy ojciec wysłał mnie tu z misją zarobienia pieniędzy, by spłacić rodzinne długi, pomyślał. Gdyby ojciec nie wydawał pieniędzy na głupoty nie musiałby teraz podróżować codziennie do państwa podzielonego wojną i udawać, że świetnie się przy tym bawi. – Ach, doprawdy miło mi to słyszeć. – Uśmiechnął się, gdyż w tym przypadku reguły savoir-vivre pozwalały mu przyjąć komplement. – To bardzo miła propozycja z pana strony. Po przeprowadzce brakuje mi towarzyszy do wspólnego muzykowania, więc chętnie powtórzę dzisiejsze spotkanie. Swoją drogą, angielscy czarodzieje mają chyba własną organizację zrzeszającą melomanów, prawda? – Od jakiegoś czasu zastanawiał się nad zbudowaniem kontaktów także i w tym środowisku, więc to mogła być dobra okazja. Pytanie Anthony'ego sprawiło, że wyraz jego twarzy spoważniał. – Cóż, obecnie… Obecnie wciąż jestem na etapie szacowania strat po pożarach. Niektóre osoby, z którymi współpracowałem, doznały ogromnych strat w magazynach. – Miał tu także na myśli tą mniej oficjalną część swojej działalności – To samo zresztą tyczy się niektórych klientów. Mam nadzieję, że twoja kolekcja pozostała nienaruszona? – Utrata tak wielu smoczych artefaktów byłaby czymś niewyobrażalnym; tym bardziej, że Mulciber osobiście pośredniczył w dostarczeniu części z nich Shafiqowi.
Przyjął kieliszek i zanim skosztował wino, powąchał je, by poczuć bukiet. Jak zawsze polityk dostarczał trunki najlepszej jakości i och, czy to była ciemna czekolada? Kiedyś musi wydobyć od Anthony'ego tajemnicę tego, skąd brał swoje alkohole.
His eyes are
like angels
his heart is cold
like angels
his heart is cold