30.09.2026, 18:46 ✶
Blondynka stała swobodnie. Poły płaszcza i spódnica czesana wiatrem obijały się falami o delikatnie rozstawione nogi. Podparta pod boki oderwała na chwilę wzrok od Mony podążając spojrzeniem błękitnych oczu po zarysie cienia na tafli jeziora. Nie zmieniła jednak wyrazu twarzy i szybko powróciła uwagą do rozmówczyni słuchając jej z uprzejmym zainteresowanie. Na krótką chwilę przeskoczyła spojrzeniem po palcach kobiety, które dopiero co wytarła z mchu i wilgoci. Było to ledwie przelotne spojrzenie, wkomponowane w płynny ruch głowy, który towarzyszył zmianie skupienia uwagi. Wspomnienie o rosnącej niecierpliwości smoka spotkało się z delikatną zmiana wyrazu twarzy. Uniesiona brew, delikatnie skrzywiony uśmiech. Jej mimika sugerowała, że właśnie słucha uwagi na temat braków kultury w zachowaniu niedorośniętego bratanka, a nie informacji o stabilności zachowań potężnego, magicznego gada. Emanując nutą obietnicy przygany jaka kojarzyłaby się z guwernantką, która ocenia trudną młodzież nieśpiesznie zmierzyła widnokrąg. Prawie jakby poszukiwała krnąbrnego urwisa.
A jednak w postawie można było dostrzec pewne napięcie. Prawa dłoń zsunęła się bo boku płaszcza znikając w jego kieszeni, gdzie palce na chwilę zacisnęły się na drewnie różdżki. I oczy, mimo całej pozy skupione w poszukiwaniu ruchu pośród chmur i wzgórz.
- Doskonale. Wspominał już, jak to było lepiej za jego czasów. - odparła ciepło i melodyjnie powracając płynnie do wyrazu uprzejmego zainteresowania. Tylko mimochodem, naturalnym gestem powracała oczyma do szybkiej obserwacji okolicy. Zawodowy odruch, dobrze zamaskowany pośród zwyczajowych gestów towarzyszących rozmowie. - Doprawdy? - Aż przechyliła głowę patrząc na monę spod ronda kapelusza tak, że jego krawędź rozdzielała źrenice na dwie drapieżnie wykrzywione ślepia. - Chyba nie sądzisz, że mogłabym tu przylecieć tylko po to by wspomnieć, że jednak wrócę jutro bo czegoś zapomniałam? Z przyjemnością spędzam czas w twoim towarzystwie ale do jego wspólnego spędzania nie potrzebne nam takie preteksty. - Machnęła niedbale dłonią wyjętą z kieszeni, jakby w geście stwierdzającym "nieważne". - Mam próbkę, która na tym etapie będzie odpowiednia do eksperymentów. - Odpięła zręcznie klamrę na torbie i z jej wnętrza wydostała dziwny pojemnik wykonany z czarnego kamienia, przewiązanego szarymi pasami materiału. Szybko je odwinęła. Poluźnione wieczko gładko się zsunęło ukazując zawartość. Wewnątrz znajdowała się dziwna krystaliczna struktura przypominająca pajęczą sieć o grubych niciach i szerokich oczkach. Poszczególne nici maiły mleczny, półprzeźroczysty kolor poznaczony szarymi popielatymi plamami i żyłami, jakby zanieczyszczone popiołem. Pomiędzy nimi ciągnęły się cieniutkie, niemal niewidoczne żyłki o przeplatanej czarnopomarańczowej barwie.
Kwarc wulkaniczny w tym konkretnym wykonaniu o nie do końca sprawdzonych właściwościach. Trudny do pozyskania, raczej jako ciekawostka z racji braku znanych powszechnych zastosowań. Niestety w związku z tym rzadko występujący, szczęśliwie z tych powodów przystępny cenowo. Zdania w klubie były podzielone ale braki materiałów i wzrost zapotrzebowania na typowe materiały używane podczas przygotowań do sabatu wzmagał kreatywność i potrzebę eksperymentowania.
Krystaliczna struktura wydawała się delikatna i lekko, ale bliskość z jaką Ceolsige trzymała pojemnik przy sobie sugerowała, że może sporo ważyć a materiał, z którego jest zbudowany to rzeczywiście kamień.
- Pojemnik powinien wytrzymać temperaturę jak rozumiem. Użyczono mi na tą wyprawę flakonik z płynnym lodem na potrzeby zmrożenia efektów nagrzewania wewnątrz struktury. Liczę, że jego niecierpliwość nie wpłynie na skłonność do współpracy. - Mówiła już typowo rzeczowym tonem, kogoś kto omawia techniczne aspekty przedsięwzięcia. - By zaspokoić moją ciekawość, zapytam tylko jaki mamy plan na skłonienie do współpracy?
A jednak w postawie można było dostrzec pewne napięcie. Prawa dłoń zsunęła się bo boku płaszcza znikając w jego kieszeni, gdzie palce na chwilę zacisnęły się na drewnie różdżki. I oczy, mimo całej pozy skupione w poszukiwaniu ruchu pośród chmur i wzgórz.
- Doskonale. Wspominał już, jak to było lepiej za jego czasów. - odparła ciepło i melodyjnie powracając płynnie do wyrazu uprzejmego zainteresowania. Tylko mimochodem, naturalnym gestem powracała oczyma do szybkiej obserwacji okolicy. Zawodowy odruch, dobrze zamaskowany pośród zwyczajowych gestów towarzyszących rozmowie. - Doprawdy? - Aż przechyliła głowę patrząc na monę spod ronda kapelusza tak, że jego krawędź rozdzielała źrenice na dwie drapieżnie wykrzywione ślepia. - Chyba nie sądzisz, że mogłabym tu przylecieć tylko po to by wspomnieć, że jednak wrócę jutro bo czegoś zapomniałam? Z przyjemnością spędzam czas w twoim towarzystwie ale do jego wspólnego spędzania nie potrzebne nam takie preteksty. - Machnęła niedbale dłonią wyjętą z kieszeni, jakby w geście stwierdzającym "nieważne". - Mam próbkę, która na tym etapie będzie odpowiednia do eksperymentów. - Odpięła zręcznie klamrę na torbie i z jej wnętrza wydostała dziwny pojemnik wykonany z czarnego kamienia, przewiązanego szarymi pasami materiału. Szybko je odwinęła. Poluźnione wieczko gładko się zsunęło ukazując zawartość. Wewnątrz znajdowała się dziwna krystaliczna struktura przypominająca pajęczą sieć o grubych niciach i szerokich oczkach. Poszczególne nici maiły mleczny, półprzeźroczysty kolor poznaczony szarymi popielatymi plamami i żyłami, jakby zanieczyszczone popiołem. Pomiędzy nimi ciągnęły się cieniutkie, niemal niewidoczne żyłki o przeplatanej czarnopomarańczowej barwie.
Kwarc wulkaniczny w tym konkretnym wykonaniu o nie do końca sprawdzonych właściwościach. Trudny do pozyskania, raczej jako ciekawostka z racji braku znanych powszechnych zastosowań. Niestety w związku z tym rzadko występujący, szczęśliwie z tych powodów przystępny cenowo. Zdania w klubie były podzielone ale braki materiałów i wzrost zapotrzebowania na typowe materiały używane podczas przygotowań do sabatu wzmagał kreatywność i potrzebę eksperymentowania.
Krystaliczna struktura wydawała się delikatna i lekko, ale bliskość z jaką Ceolsige trzymała pojemnik przy sobie sugerowała, że może sporo ważyć a materiał, z którego jest zbudowany to rzeczywiście kamień.
- Pojemnik powinien wytrzymać temperaturę jak rozumiem. Użyczono mi na tą wyprawę flakonik z płynnym lodem na potrzeby zmrożenia efektów nagrzewania wewnątrz struktury. Liczę, że jego niecierpliwość nie wpłynie na skłonność do współpracy. - Mówiła już typowo rzeczowym tonem, kogoś kto omawia techniczne aspekty przedsięwzięcia. - By zaspokoić moją ciekawość, zapytam tylko jaki mamy plan na skłonienie do współpracy?