— No tak, cały Laurent — Atreus westchnął z jakimś takim bólem. Ciężko było się spodziewać, że kuzyn od pierwszej chwili podejdzie do widm z należyta ostrożnością. A może nie z ostrożnością, bo przecież Prewett zajmował się stworzeniami i wiedział, do czego te mogą być zdolne. Nie tutaj, chodziło o to, że postanowił im udzielić jakiegoś niesamowitego kredytu zaufania. Dawanie płaszcza? Od samego tego faktu, bolała go nieco głowa. Rozmowa to tam… skoro można było rozmawiać z koniem, to pewnie z widmem też.
— A sobie poczytam, czemu by nie — bo cała ta historia z ghoulką brzmiała niesamowicie abstrakcyjnie. Z tego co Lestrange mówiła, to brzmiało to tak jakby dziewczyna umarła, a potem wstała do życia. Nie był niestety pewien, czy tak ghoule działały, znaczy tak same z siebie, ale nie zamierzał teraz wnikać w ich naturę.
— Ciekawe, może była jakoś ukryta? — zastanowił się cicho, bardziej mówiąc do siebie niż do niej. — Suka w mundurze, bardzo ładnie — parsknął, faktycznie rozbawiony tym określeniem. Nie takie rzeczy się słyszało, kiedy nosiło się mundur i jeśli miał wyrażać swoją szczerą opinię, to i tak brzmiało to całkiem lekko, jak na możliwości niektórych. — Eh, zawsze coś. Ale chyba pomyślimy o tym później. Po sabacie — westchnął i skinął głową, wskazując dalszą część korytarza, by zwinęli się i ruszyli dalej.