23.09.2026, 13:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 20:34 przez Ceolsige Burke.)
Smukła sylwetka wykonała płynny zwrot na miotle. Nadciągała niskim lotem spomiędzy dwóch pagórków.
Pory szarego płaszcza delikatnie falowały kołysane pędem załamujących się wirów powietrza jakie powstawały podczas dość spokojnego przelotu. Wraz z płaszczem w podobne falowanie wpadał czarny materiał ciężkiej spódnicy. Ich nieregularne falowanie co chwilę, zmieniało rytm i kształt kiedy materiał owijał się wokół zwieszonych z drzewca nóg, zakrywając lub odkrywając ciemnobrązowe wiązane kozaki na obcasie.
Postać delikatnie zwolniła i wyprostowała się, zmieniając chwyt tak że teraz tylko jedna smukła dłoń trzymała drzewce niemal przy samym ciele. Swobodna ręka poprawiła przewieszoną przez ramię torbę, której elegancki pasek była ciasno ściągnięty na piersi. Odchyliła głowę w czarnym spiczastym kapeluszu rozglądając się błękitnymi oczyma po dziewiczych skalistych rejonach Snowdonii.
Skupiła ponownie spojrzenie na celu. Pochyliła delikatnie ciało, zginając jedynie opartą na drzewcu rękę. Wygładziła nieco uśmiech z którego przebijało się wyraźne zadowolenie wycieczką. Lot mimo, że był niedługi prowadził przez urzekające okolice.
Podleciała z jedna ręką nonszalancko, luźno zwieszoną wzdłuż boku. Wyprostowała delikatnie rozstawione nogi, jakby szykując się do dania kroku i zadarła czubek miotły wyhamowując pęd tuż przed tym jak buty dotknęły niewysokiej trawy. Specjalista dostrzegłby że trochę za mocno co spowodowało niewielki podskok zamiast gładkiego przejścia w krok. Był to jednak szczegół widoczny dla zawodowców. Zsiadła z miotły. Niedbałym ruchem przełączyła dźwignie w miotle sprawiając, że zestaw sprężyn i zębatek ściągnął ja w poręczny pakunek z pasem do zarzucenia przez ramię.
- Dzień dobry moja droga. Liczę, że nie czekasz nieprzyjemnie długo. – Przywitała się melodyjnym przyjaznym głosem w którym dźwięczała nutka młodzieńczego rozbawienia. Twarz odruchowo próbowała przybrać wyraz uprzejmego zainteresowania ale w połączeniu z rumieńcami chłodu i bladością cery efekt wydawał się bardziej przyjazny niż zwyczajowo.
- Cieszę się z tej okazji. Dziadek prosił, żebym przekazała pozdrowienia. Zaprasza również na podwieczorek gdybyśmy chciały się rozgrzać dyniowym trunkiem. – mieszkał w dworku relatywnie niedaleko i szczęśliwie sieć u niego już funkcjonowała co zaoszczędziło Burke czasu. W innym wypadu musiałaby poświęcić cały dzień na podróż tu i z powrotem, a nawet półtora dnia bo nie miałaby serca przylecieć tutaj i nie odwiedzić dziadka. – Dobrze Cię widzieć w bardziej przystającym dla twojej natury środowisku. – Poluźniła pasek torby i rozluźniła nieco kołnierz płaszcza ukazując pod spodem aksamitny purpurowy szal, który otulał smukłą szyję. – Zostajesz w okolicy na kilka dni czy to tylko, krótkotrwały wypad na nabranie energii?
Pory szarego płaszcza delikatnie falowały kołysane pędem załamujących się wirów powietrza jakie powstawały podczas dość spokojnego przelotu. Wraz z płaszczem w podobne falowanie wpadał czarny materiał ciężkiej spódnicy. Ich nieregularne falowanie co chwilę, zmieniało rytm i kształt kiedy materiał owijał się wokół zwieszonych z drzewca nóg, zakrywając lub odkrywając ciemnobrązowe wiązane kozaki na obcasie.
Postać delikatnie zwolniła i wyprostowała się, zmieniając chwyt tak że teraz tylko jedna smukła dłoń trzymała drzewce niemal przy samym ciele. Swobodna ręka poprawiła przewieszoną przez ramię torbę, której elegancki pasek była ciasno ściągnięty na piersi. Odchyliła głowę w czarnym spiczastym kapeluszu rozglądając się błękitnymi oczyma po dziewiczych skalistych rejonach Snowdonii.
Skupiła ponownie spojrzenie na celu. Pochyliła delikatnie ciało, zginając jedynie opartą na drzewcu rękę. Wygładziła nieco uśmiech z którego przebijało się wyraźne zadowolenie wycieczką. Lot mimo, że był niedługi prowadził przez urzekające okolice.
Podleciała z jedna ręką nonszalancko, luźno zwieszoną wzdłuż boku. Wyprostowała delikatnie rozstawione nogi, jakby szykując się do dania kroku i zadarła czubek miotły wyhamowując pęd tuż przed tym jak buty dotknęły niewysokiej trawy. Specjalista dostrzegłby że trochę za mocno co spowodowało niewielki podskok zamiast gładkiego przejścia w krok. Był to jednak szczegół widoczny dla zawodowców. Zsiadła z miotły. Niedbałym ruchem przełączyła dźwignie w miotle sprawiając, że zestaw sprężyn i zębatek ściągnął ja w poręczny pakunek z pasem do zarzucenia przez ramię.
- Dzień dobry moja droga. Liczę, że nie czekasz nieprzyjemnie długo. – Przywitała się melodyjnym przyjaznym głosem w którym dźwięczała nutka młodzieńczego rozbawienia. Twarz odruchowo próbowała przybrać wyraz uprzejmego zainteresowania ale w połączeniu z rumieńcami chłodu i bladością cery efekt wydawał się bardziej przyjazny niż zwyczajowo.
- Cieszę się z tej okazji. Dziadek prosił, żebym przekazała pozdrowienia. Zaprasza również na podwieczorek gdybyśmy chciały się rozgrzać dyniowym trunkiem. – mieszkał w dworku relatywnie niedaleko i szczęśliwie sieć u niego już funkcjonowała co zaoszczędziło Burke czasu. W innym wypadu musiałaby poświęcić cały dzień na podróż tu i z powrotem, a nawet półtora dnia bo nie miałaby serca przylecieć tutaj i nie odwiedzić dziadka. – Dobrze Cię widzieć w bardziej przystającym dla twojej natury środowisku. – Poluźniła pasek torby i rozluźniła nieco kołnierz płaszcza ukazując pod spodem aksamitny purpurowy szal, który otulał smukłą szyję. – Zostajesz w okolicy na kilka dni czy to tylko, krótkotrwały wypad na nabranie energii?