Atreus, biegnąc w stronę ogniska, nie czuł żadnego przymusu. Nie takiego, który opisywała Victoria, bo on zrobił to wszystko w pełni świadomie. Pewnie gdyby Mavelle, to by na to nie wpadł, ale przekazana przez nią informacja za pomocą fal, wystarczająco zmobilizowała go do działania. Pewnie gdyby nie to, że Brenna zostawiła go ze śmierciożercą, który tak go poharatał, to pewnie Longbottom wskoczyłaby razem z nim, a tak? Zachował wszystko dla siebie, śmiertelnie obrażony i jednocześnie pchany jakąś… właściwie sam nie wiedział czym. Pewnie ambicją w jakimś stopniu, ale w tamtej sytuacji to nie było wszystko, a gdzieś za tym czaiło się zwyczajne poczucie, że nie można było zostawić ich w portalu samych i liczyć na to, że wszystko samo się ułoży. Nie mógł wiedzieć, że droga prowadziła prosto do limbo, bo gdy tylko Victoria, Patrick i Mavelle wskoczyli do środka cała możliwość komunikacji się urwała.
A potem spadał. Cholera, tak strasznie długo spadał, jakby to wszystko miało nie mieć końca. Wylądował na dole i tylko czuł się słabo, w ten dziwny sposób jakby uciekała z niego cała energia. Nie powinno go tam być – akurat w tym bogini miała rację. Dała mu też wybór, gdzie mógł zawrócić, ale po pierwsze nie wiedział jak, a po drugie nie był w stanie odwrócić się plecami do rzeczy, które działy się dookoła niego. Pomógł czy nie, znalazł się z resztą funkcjonariuszy niemal na samym końcu drogi i całe szczęście, wszyscy wrócili z tej podróży cali. Odmienieni, ale w jednym kawałku.
— Oh, okej. Wydawało mi się, że wcześniej nikt nie opisywał w ten sposób, dlatego wyszedłem z założenia, że one się rozwijają. Ale nawet jeśli mówiły wcześniej, no to i tak wydawały się o wiele bardziej materialne — westchnął, bo to wcale nie była pocieszająca wizja. Może to znaczyło, że wszystkie te wcześniejsze ofiary też zostały w jakiś sposób przekonane i zwabione przez widma. — Ghoulka? — zainteresował się nieco, przystając obok niej i również opierając się o ścianę. Dłonie wsunął do kieszeni spodni. — Kamienny krąg… może to jakieś runy? Bo nie wiem co innego mogłoby je powstrzymywać… Może dałoby się to sprawdzić w jakiś sposób? Nie mówię, żeby wchodzić do samej Kniei, ale jeśli dałoby się ją jakoś wysondować… — zaczął się zastanawiać i w sumie przychodziło mu do głowy parę pomysłów. Wystarczyło by jedna osoba wiedziała gdzie to jest, a wtedy mogła wrócić i teleportować na miejsce docelowe siebie i jeszcze inne osoby. Wtedy natomiast, można by całe miejsce lepiej zbadać i może wyciągnąć z tego coś ciekawego. — Może znasz kogoś, kto umie się eksterioryzować? To pierwsze, co przychodzi mi do głowy… — mruknął, mimowolnie ściszając głos na te przemyślenia. Coś w nim chyba powoli przestawało wierzyć w to, że załatwianie rzeczy z ramienia Ministerstwa miało przesadnie dużo sensu.