Zaczął przetrzepywać szafki, szukać ewentualnych schowków, a ostatecznie trafił do sekretarzyka pani Ketteridge. Stary rupieć zasypany papierami, które teraz przeglądał z nieco znudzoną miną, ale ich zawartość wcale nie była aż tak bezwartościowa, jak można by sobie pomyśleć. Fundusz emerytalny to wcale nie było byle co, szczególnie kiedy pani Lorna zarzekała się, ze ona w Londynie nie bywała za wiele, podróżowała do Ameryki, do rodziny, a z kwitów wychodziło że od pewnego czasu wszystko było pobierane regularnie.
Albo pani Ketteridge pojawiała się w Anglii niezwykle wręcz regularnie, bo co miesiąc, albo jej drogi bratanek maszerował co miesiąc do banku Gringotta, ubrany jak ciocia, żeby odebrać jej emeryturę — mruknął do Brenny falami, szeleszcząc korespondencją między palcami i dalej przekładając papiery. Oczywiście, regularne wypłaty urywały się w okolicach maja, ale jego zdaniem potwierdzało to tylko teorię, że Lorna niewiele z tych pieniędzy widziała. Pytanie tylko czemu akurat to od września były Falco potrzebne te pieniadze. — Co mnie natomiast zastanawia najbardziej to to, czy podwędził ciotce różdżkę. Przecież w Gringottcie wymagają weryfikacji. No chyba, ze akurat do tego nie. No chyba, że ciotka go upoważniła do pieniędzy? A ty coś masz?