— Widziałem kogoś, kto wydawał mi się być boginią — przyznał, chociaż jak zwykle brzmiało obco. Powiedziała mu, że przyszedł za późno, ale jednocześnie było w niej coś co zdawało się mówić, że była panią tamtego miejsca. Może ciężko było mu nazwać ją Panią Księżyca, głównie dlatego że niewiele go w niej wtedy było. Porośnięta była mchem, martwa a jednak wciąż mówiąca, otoczona przez trzy basiory – więcej w niej było z samej Matki Natury, ale ta też była bóstwem, zależy jak się na to patrzyło. — Tak. To samo, ale jednocześnie jakby w niewłaściwy sposób. Nie nazwałbym tego wypaczeniem, ale jakby… byciem na opak — jakby oglądać je w krzywym zwierciadle. Wiedziało się na co się patrzyło, ale jednocześnie było z pozakrzywianymi, zamazanymi liniami.
— Wydaje mi się, że ja nie widziałem ich na własne oczy tak wiesz, na początku. Kiedy jak mówisz, byli bardziej niematerialni. Widziałem i słyszałem ich opisy, jasne, ale nie miałem przyjemności — sam zmarszczył brwi, przez dłuższą chwilę zastanawiając się, czy faktycznie w okolicach maja i czerwca się na nie nie natknął, ale wydawało mu się że nie. Jedyne co, to prowadził sprawę znalezionego na polu ciała. — Szczerze to nie mam pojęcia. Złożyłem raport i zostawiłem to w rękach szefowej, tym bardziej że zaraz był początek września i nikt nie miał chyba czasu się tym interesować. Podejrzewam jednak, że może chodzi o jakieś przemieszczanie się bliżej ludzi, przynajmniej w niektórych ich przypadkach, ale no. Nie znam się na tym jakoś wybitnie. Ważne, że uciekło na powrót do lasu, ale za to inne… o, to było niesamowicie ciekawe. Był taki jeden facet co się niesamowicie rzucał w tych ogłoszeniach o kotki i od jednego do drugiego, przyszło do sprawdzenia go. Ziomek wymknął się z domu i pognał do Kniei, więc ja za nim. Szedł przez ten las i wreszcie stanął. Ona… praktycznie siedziała, wsparta o jedno z drzew, ubrana w ciemną szatą. To co spod niej wystawało wyglądało jak obciągnięty skórą szkielet i ten typ zaczął do niej gadać. Powiedział ze przyprowadziłem twoje dzisiejsze koty i wskazał w kierunku z którego przyszedłem. To coś zaczęło się czołgać, więc jak każdy zdrowy na umyśle – w nogi. Podsumowując… wydawały się o wiele bardziej fizyczne, jakby z czasem zmieniały się ewoluowały. Dodatkowo, coś ewidentnie było nie tak z tym drugim. Facet wydawał się zauroczony, albo coś w tym typie. W ogóle się nie bał, świadomie prowadził do tej istoty… mnie się wydaje że to po części przez niego było takie zamieszanie z tymi kotami. Potem nikogo już tam nie zaciągnął, bo rano został znaleziony wysuszony jak wszystkie inne ofiarty widm.