21.09.2026, 09:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2026, 09:33 przez Brenna Longbottom.)
– Trudno mi ocenić, bo tak naprawdę rzadko mam okazję bywać w Walii. Ale to mi smakuje i jest inne niż grzanki, jakie serwują na Pokątnej czy te, które robi nasza skrzatka.
Jeśli szło o Brennę, nie była zbyt wybredna: po prostu lubiła jedzenie. I bardzo chętnie próbowała nowych rzeczy, zwłaszcza jeśli trafiała do miejsc, których nie odwiedziła wcześniej. Wprawdzie w tym mieście była już całkiem niedawno, ale nie miała wtedy okazji wstąpić do żadnej knajpy. A i wolała nie marnować czasu, więc skoro już na kogoś czekała, była więcej niż chętna do sprawdzenia, co serwują w menu. Jakość kawy ją absolutnie zadowalała, ale i po prawdzie w Ministerstwie na stołówce serwowano takie rzeczy, że pewnie miała już trochę zepsute podniebienie, zwłaszcza że stawała się istotą napędzaną głównie kawą i posiłkami wysokobiałkowymi.
– Och, bogowie, boję się spytać, co Great Hangleton czy Little Hangleton mogą mieć wspólnego z potworem Frankensteina albo pierwszym wampirem. I tak ta okolica wydaje mi się dostatecznie złowieszcza – stwierdziła, a potem upiła łyk kawy. Dziś głowa pulsowała jej nieprzyjemnie, może od niewyspania, może od stresu, może od za niskiego ciśnienia, ale kawa trochę pomagała. – Ale nie. Natknęłam się na historie o okolicznych kopalniach. Ponoć wiążą się z nimi pewne legendy, o ochronie przed ciemnością, która spoczywa na ich dnie… znam jedną dziewczynę, która zna się dobrze na historii, i mogła parę rzeczy mi zinterpretować, bo pewnie bym tego nie wyłapała, ale nie specjalizuje jednak w artefaktach.
Dora była wszechstronnie utalentowana i gdyby nie ci przeklęci Borginowie, robiłaby na pewno dużą karierę. Ale raczej Ginewra natykała się na artefakty częściej niż ona.
– Podobno w niektórych legendach kryje się ziarno prawdy i tak dalej, a teraz w okolicy są spore problemy. Ministerstwo niby opanowało sytuację, ale jeżeli źródło problemów jest gdzieś indziej? – I jeżeli Voldemort przyłożył jakoś do tego rękę? A jeśli on gdzieś działał, oni powinni kombinować, co z tym zrobić. – Mam tutaj trochę notatek.
Wydobyła z torby zwiniętą kartkę: wynotowała na niej parę punktów z tego, co znaleźli w notatkach naukowców. Dotyczące konkretnie samej kopalni, bo akurat kryzys energetyczny to ją przerastał, a i wątpiła, by Guinevere z Egiptu wiedziała, o co chodzi w problemach paliwowych mugoli w Anglii.
Jeśli szło o Brennę, nie była zbyt wybredna: po prostu lubiła jedzenie. I bardzo chętnie próbowała nowych rzeczy, zwłaszcza jeśli trafiała do miejsc, których nie odwiedziła wcześniej. Wprawdzie w tym mieście była już całkiem niedawno, ale nie miała wtedy okazji wstąpić do żadnej knajpy. A i wolała nie marnować czasu, więc skoro już na kogoś czekała, była więcej niż chętna do sprawdzenia, co serwują w menu. Jakość kawy ją absolutnie zadowalała, ale i po prawdzie w Ministerstwie na stołówce serwowano takie rzeczy, że pewnie miała już trochę zepsute podniebienie, zwłaszcza że stawała się istotą napędzaną głównie kawą i posiłkami wysokobiałkowymi.
– Och, bogowie, boję się spytać, co Great Hangleton czy Little Hangleton mogą mieć wspólnego z potworem Frankensteina albo pierwszym wampirem. I tak ta okolica wydaje mi się dostatecznie złowieszcza – stwierdziła, a potem upiła łyk kawy. Dziś głowa pulsowała jej nieprzyjemnie, może od niewyspania, może od stresu, może od za niskiego ciśnienia, ale kawa trochę pomagała. – Ale nie. Natknęłam się na historie o okolicznych kopalniach. Ponoć wiążą się z nimi pewne legendy, o ochronie przed ciemnością, która spoczywa na ich dnie… znam jedną dziewczynę, która zna się dobrze na historii, i mogła parę rzeczy mi zinterpretować, bo pewnie bym tego nie wyłapała, ale nie specjalizuje jednak w artefaktach.
Dora była wszechstronnie utalentowana i gdyby nie ci przeklęci Borginowie, robiłaby na pewno dużą karierę. Ale raczej Ginewra natykała się na artefakty częściej niż ona.
– Podobno w niektórych legendach kryje się ziarno prawdy i tak dalej, a teraz w okolicy są spore problemy. Ministerstwo niby opanowało sytuację, ale jeżeli źródło problemów jest gdzieś indziej? – I jeżeli Voldemort przyłożył jakoś do tego rękę? A jeśli on gdzieś działał, oni powinni kombinować, co z tym zrobić. – Mam tutaj trochę notatek.
Wydobyła z torby zwiniętą kartkę: wynotowała na niej parę punktów z tego, co znaleźli w notatkach naukowców. Dotyczące konkretnie samej kopalni, bo akurat kryzys energetyczny to ją przerastał, a i wątpiła, by Guinevere z Egiptu wiedziała, o co chodzi w problemach paliwowych mugoli w Anglii.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.