20.09.2026, 15:14 ✶
… od dupy strony — samo się nasuwało dokończenie kpiny Aseny. Nikt tu nie był głupi i Greyback w oczach starego mogła widzieć, jak jej samym tylko wzrokiem Woody śmiertelnie grozi za takie zuchwalstwo.
Ona odpuściła, on też jej już nie zamierzał maltretować, bo ojcowie to był temat taki, że dajcie spokój. Szkoda jęzor strzępić. Longbottom przecie sam też ze swoim staruszkiem miał na pieńku, to co nieco wiedział na ten temat. Zostawmy Fenrisa, zostawmy Godryka. Tu i teraz liczył się kocioł grzańca oraz rejwachowy kandydat do podtrucia alkoholowego przysmaku.
I wystartował. Lewis wyruszył z doków startowych, powtarzam, wyruszył.
— Nie gapimy się, nie patrzymy zbyt chamsko — instruował ferajnę Woody, choć i jemu oczko uciekało od czasu do czasu na McKinnona.
Trudno było nie śledzić statusu misji ze wstrzymanym oddechem, dopóki misja ta nie musiała zostać abortowana.
Lewis mógł dobrym złodziejem być, ale podrzucanie rzeczy mu ewidentnie nie szło tak dobrze, jak ich podbieranie. Aż Woody pieść zacisnął, gdy zobaczył, że barman się orientuje w sprawie. Czarodziej natychmiast odwrócił wzrok, żeby ich z Lewisem nie powiązali.
— Aaa, kurwa, ale spaścił — zaklął Tarpaulin, gdy McKinnon się wziął i wycofał. Aż se musiał dziad gulnąć tego paskudnego grzańca na uspokojenie. — No i kaplica. — Te całe akcje sabotażowe to im coś szły ostatnio nie za dobrze. Najpierw rozjebali alarm w Wiwernie, teraz o mały włos nie dali się złapać na gorącym uczynku zatruwania kotłów w Kotle. — To co? Za miesiąc próbujemy w Fontannie, nie? — zarechotał Woody dla poprawy morale.
Ona odpuściła, on też jej już nie zamierzał maltretować, bo ojcowie to był temat taki, że dajcie spokój. Szkoda jęzor strzępić. Longbottom przecie sam też ze swoim staruszkiem miał na pieńku, to co nieco wiedział na ten temat. Zostawmy Fenrisa, zostawmy Godryka. Tu i teraz liczył się kocioł grzańca oraz rejwachowy kandydat do podtrucia alkoholowego przysmaku.
I wystartował. Lewis wyruszył z doków startowych, powtarzam, wyruszył.
— Nie gapimy się, nie patrzymy zbyt chamsko — instruował ferajnę Woody, choć i jemu oczko uciekało od czasu do czasu na McKinnona.
Trudno było nie śledzić statusu misji ze wstrzymanym oddechem, dopóki misja ta nie musiała zostać abortowana.
Lewis mógł dobrym złodziejem być, ale podrzucanie rzeczy mu ewidentnie nie szło tak dobrze, jak ich podbieranie. Aż Woody pieść zacisnął, gdy zobaczył, że barman się orientuje w sprawie. Czarodziej natychmiast odwrócił wzrok, żeby ich z Lewisem nie powiązali.
— Aaa, kurwa, ale spaścił — zaklął Tarpaulin, gdy McKinnon się wziął i wycofał. Aż se musiał dziad gulnąć tego paskudnego grzańca na uspokojenie. — No i kaplica. — Te całe akcje sabotażowe to im coś szły ostatnio nie za dobrze. Najpierw rozjebali alarm w Wiwernie, teraz o mały włos nie dali się złapać na gorącym uczynku zatruwania kotłów w Kotle. — To co? Za miesiąc próbujemy w Fontannie, nie? — zarechotał Woody dla poprawy morale.
piw0 to moje paliwo