20.09.2026, 00:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 20:03 przez Erik Longbottom.)
—26/10/1972—
Docklands, Niemagiczny Londyn
Erik Longbottom, Heather Wood
— Ugh, dobrze, że Albus zwrócił uwagę na te plotki o dziwnych odgłosach — mruknął, mimowolnie oglądając się przez ramię, aby raz jeszcze spojrzeć na majaczący może trzysta metrów za nimi teren rozległego placu budowy. — Jak już otworzą tutaj ten hotel, to wszystkim ''naszym'' będzie tutaj trudniej operować. Bez względu na to, czy to duch, czy człowiek...
Tower Hotel, bo tak miał nazywać się ten zacny przybytek, nie wyglądał, jakby był gotowy do otwarcia, ale jego fasada nie przypomniała też typowego hotelu. Brakowało w niej jakichkolwiek zdobień i raczej nie chodziło tutaj o uzyskaniu efektu skromnej elegancki. Ktokolwiek zaprojektował tego molocha, zrobił to kompletnie umyślnie i Erik nie był przekonany, czy ta wizja była czymś, co przypadnie do gustu turystom. Nie mówiąc już o mieszkańcach Londynu.
Tutaj ewidentnie ktoś wywalił z projektu wszystko, co mogłoby złagodzić surowość tej… bryły, skomentował bezgłośnie, kręcąc głową i odrywając wzrok od czającego się za ich plecami budynku. Nagi beton, proste okna, niezbyt zachwycający kolor frontowej elewacji… Albo ktoś robił to po kosztach albo kompletnie nie miał poczucia stylu.
— Twierdza Tower po drugiej stronie ulicy, hotel czekający na otwarcie… Zaraz naotwierają tutaj restauracji czy jakichś pubów i skończy się eldorado, jeśli tutejsze duchy liczą na prywatność — dokończył swoją myśl Longbottom, zatrzymując się przy barierce. Duchy wprawdzie potrafiły się ukryć przed mugolami, ale przecież niektóre mogły po prostu nie życzyć sobie obecności żywych w okolicy. Musiał być jakiś powód dla którego wybrały opustoszałe doki. Przez dłuższą chwilę wodził wzrokiem po rozciągającym się przed nimi kompleksie wewnętrznych magazynów. — Nawet jeśli teraz da się jeszcze z niego korzystać.
Większość segmentów tutejszych doków dalej była opuszczonych; może po części właśnie dzięki lokalnej budowie. Wzniesienie takiego wielkiego kloca bez użycia czarów mogło zająć miesiące, o ile nie lata, toteż nic dziwnego, że nikomu się nie spieszyło do otwarcia tutaj czegokolwiek, gdy w powietrzu unosił się pył, było głośno od mugolskich maszyn budowniczych i trzeba było wysłuchiwać głośnych wiązanek przekleństw ciskanych do siebie przez robotników.
— Jakiś pomysł, gdzie powinniśmy zacząć szukać? — rzucił, zerkając z zaciekawieniem na Heather. — Miałaś już do czynienia z duchami podczas pracy z Brenną?
Niestety Longbottom nie miał zbytnio czasu, aby skonsultować się z jakimikolwiek ekspertami od duchów, toteż nie orientował się, czy tutejsze widziadła mogły mieć jakieś specjalne preferencje. Z drugiej strony, skoro były to dusze zmarłych ludzi, to też trudno by było zgadywać ich dokładne upodobania. Każdy człowiek był inny.
Tower Hotel, bo tak miał nazywać się ten zacny przybytek, nie wyglądał, jakby był gotowy do otwarcia, ale jego fasada nie przypomniała też typowego hotelu. Brakowało w niej jakichkolwiek zdobień i raczej nie chodziło tutaj o uzyskaniu efektu skromnej elegancki. Ktokolwiek zaprojektował tego molocha, zrobił to kompletnie umyślnie i Erik nie był przekonany, czy ta wizja była czymś, co przypadnie do gustu turystom. Nie mówiąc już o mieszkańcach Londynu.
Tutaj ewidentnie ktoś wywalił z projektu wszystko, co mogłoby złagodzić surowość tej… bryły, skomentował bezgłośnie, kręcąc głową i odrywając wzrok od czającego się za ich plecami budynku. Nagi beton, proste okna, niezbyt zachwycający kolor frontowej elewacji… Albo ktoś robił to po kosztach albo kompletnie nie miał poczucia stylu.
— Twierdza Tower po drugiej stronie ulicy, hotel czekający na otwarcie… Zaraz naotwierają tutaj restauracji czy jakichś pubów i skończy się eldorado, jeśli tutejsze duchy liczą na prywatność — dokończył swoją myśl Longbottom, zatrzymując się przy barierce. Duchy wprawdzie potrafiły się ukryć przed mugolami, ale przecież niektóre mogły po prostu nie życzyć sobie obecności żywych w okolicy. Musiał być jakiś powód dla którego wybrały opustoszałe doki. Przez dłuższą chwilę wodził wzrokiem po rozciągającym się przed nimi kompleksie wewnętrznych magazynów. — Nawet jeśli teraz da się jeszcze z niego korzystać.
Większość segmentów tutejszych doków dalej była opuszczonych; może po części właśnie dzięki lokalnej budowie. Wzniesienie takiego wielkiego kloca bez użycia czarów mogło zająć miesiące, o ile nie lata, toteż nic dziwnego, że nikomu się nie spieszyło do otwarcia tutaj czegokolwiek, gdy w powietrzu unosił się pył, było głośno od mugolskich maszyn budowniczych i trzeba było wysłuchiwać głośnych wiązanek przekleństw ciskanych do siebie przez robotników.
— Jakiś pomysł, gdzie powinniśmy zacząć szukać? — rzucił, zerkając z zaciekawieniem na Heather. — Miałaś już do czynienia z duchami podczas pracy z Brenną?
Niestety Longbottom nie miał zbytnio czasu, aby skonsultować się z jakimikolwiek ekspertami od duchów, toteż nie orientował się, czy tutejsze widziadła mogły mieć jakieś specjalne preferencje. Z drugiej strony, skoro były to dusze zmarłych ludzi, to też trudno by było zgadywać ich dokładne upodobania. Każdy człowiek był inny.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞