– Ja nie mam. Ale przyznam, że rozmawiałam na ten temat z Dolohovem, jego interesują takie zagadnienia z teorii magii. Pożyczył mi nawet jedną książkę i zgadzam się z jego teorią i tym, co pisano w tej książce, że to, co przeżyliśmy w Limbo, to było doświadczenie z pogranicza śmierci – Victoria westchnęła, bo doskonale pamiętała, jak całe życie dosłownie odgrywało jej się przed oczami. Jej życie… i nie tylko jej – wtedy, gdy złączyła się z duszą babki i odwracała cykl. – Uważam, że umieraliśmy i że naprawdę mało brakowało – dodała ciszej, bo to nie było nic, o czym mówiło się łatwo.
– Okej… To zapytam o to Brennę przy okazji – kiwnęła głową, notując w pamięci, że kamień był nie za duży. Zmrużyła przy tym oczy, no bo… kamień był też w Limbo, miał go ze sobą Voldemort, i zataczał kręgi, krzesząc ogień – i teraz Victorii wydawało się, że mógł… rozcinać… płaszczyznę…? Czy ten kamień w Limbo miał na sobie runy? Tego nie pamiętała. Pamiętała za to, że wspólnymi siłami próbowali go zniszczyć, by, całkowicie intuicyjnie, zapobiec czemuś, co próbował zrobić Voldemort. Czymkolwiek to było.
– Nie mam powodu nie wierzyć ciotce. Bardziej mnie interesuje, czy obecnie też się tam pojawiły. Pomijając, rzecz jasna, wszystkie zagadnienia tyczące się tego, dlaczego oraz jak, bo według zarządczyni ogrodów – ostatnim razem zostały wycięte – a Victoria nie mogła zapomnieć o tym, jak dziwacznie zachowywały się elfy, i to ją bardzo, ale to bardzo martwiło.
– No, pod warunkiem że ktoś nie wynalazł sposobu, jak to maskować – Victoria skrzywiła się, bo wierzyła, że to nie jest niemożliwe. Ba, sama rozmyślała o eliksirze, który pozwoliłby na tymczasowe ukrycie oznak wampiryzmu – w tym zimny, trupi dotyk. Wampiryzmu, ale jak tak teraz o tym myślała, to czy nie dałoby rady tego rozszerzyć i na Zimnych? A skoro ona na to wpadła, choć nie uważała, że tego bardzo potrzebują, świat już przecież o nich wiedział, to koleżkowie Voldemorta z pewnością chcieli się ukryć. Więc… może udało im się coś opracować? Albo Czarny Pan znał jakieś metody w zaklęciach…?
– Nie, to chyba wszystko… – mruknęła i dopiła swoją kawę.