16.09.2026, 23:57 ✶
Jak na okoliczności, w których przyszło mi działać, wyszło mi to zaskakująco dobrze - wszędzie panował chaos, ludzie przepychali się po ulicach, ktoś krzyczał, ktoś inny próbował przedostać się przez tłum, gęsty dym wisiał zaś między budynkami tak nisko, że momentami widziałem ledwie kilka metrów przed sobą, do tego dochodził ten charakterystyczny rodzaj paniki, który sprawiał, że każdy nagle zaczynał patrzeć na każdego z nieskrywaną podejrzliwością, jeśli nie wprost z obłędem w oczach, a więc praktycznie każda osoba mojego pokroju, dodatkowo z różdżką w dłoni, mogła zostać uznana za kolejnego napastnika. Nie miałem zatem ani szczególnie dobrych warunków, ani czasu na bawienie się w finezję, towarzyszyło mi naprawdę duże szczęście w nieszczęściu, iż w ogóle udało mi się wycofać kawałek na bok, znaleźć moment, w którym kilka głośniejszych wybuchów zagłuszyło wszystko inne… Wtedy posłałem w górę pierwszą iskrę - podrobioną, rzecz jasna, ale wykonaną na tyle dobrze, że z odpowiedniej odległości trudno byłoby dostrzec różnicę - zaklęcie wyszło mi gładko, dokładnie tak, jak powinno, iskry rozprysły się na tłumem we właściwy sposób, a ja przez chwilę nawet pozwoliłem sobie pomyśleć, że może jednak nie byłem dzisiaj kompletnym idiotą.
Zawsze miałem rękę do takich rzeczy, szczególnie kiedy chodziło o przekonujące kłamstwa, pod tym względem byłem właściwie człowiekiem urodzonym do pracy w Ministerstwie, w którym z pewnością nie takie blefy działy się na porządku dziennym - lata temu miałem szansę co nieco wgryźć się w politykę ze względu na zagrywki ojca, co było tak samo korzystne, jak i ostatecznie przyczyniło się do pogłębienia procesu mojej utraty wiary w systemowe autorytety - gdybym tylko miał odrobinę więcej cierpliwości i znacznie mniej alergii na próby ustawienia mnie w szeregu, być może nawet nadawałbym się na funkcjonariusza. Dlatego zaraz potem dołożyłem do przedstawienia odpowiednią ściemę, rzucając wystarczająco głośno, żeby usłyszeli mnie ci, którzy mieli usłyszeć, że Ministerstwo już reagowało, że oddziały były w drodze i że za chwilę zrobi się tutaj znacznie mniej przyjemnie dla tych, którzy urządzili sobie polowanie na czarownice. Brzmiało wiarygodnie, bo potrafiłem kłamać z przekonaniem, zaś w takich chwilach ludzie rozpaczliwie chcieli wierzyć w cokolwiek, co dawało im choć odrobinę poczucia kontroli. Na tym jednak postanowiłem zakończyć swój udział w przedstawieniu - nie zamierzałem sprawdzać, ile czasu zajmie komuś zorientowanie się, że pomoc wcale nie znajdowała się tuż za rogiem - cofnąłem się więc w tłum, korzystając z dymu, zamieszania i cudzej paniki, licząc na to, że oprawcy uznają sygnał za wystarczająco przekonujący i zwyczajnie się ulotnią, albo że rzeczywiście znajdzie się ktoś, kto zainterweniuje, aby dodatkowo wesprzeć kobiety, zanim będę musiał zrobić to osobiście. Tym razem rozsądek podpowiadał mi, żeby nie być bohaterem, miałem więc zamiar wyjątkowo go posłuchać.
Zawsze miałem rękę do takich rzeczy, szczególnie kiedy chodziło o przekonujące kłamstwa, pod tym względem byłem właściwie człowiekiem urodzonym do pracy w Ministerstwie, w którym z pewnością nie takie blefy działy się na porządku dziennym - lata temu miałem szansę co nieco wgryźć się w politykę ze względu na zagrywki ojca, co było tak samo korzystne, jak i ostatecznie przyczyniło się do pogłębienia procesu mojej utraty wiary w systemowe autorytety - gdybym tylko miał odrobinę więcej cierpliwości i znacznie mniej alergii na próby ustawienia mnie w szeregu, być może nawet nadawałbym się na funkcjonariusza. Dlatego zaraz potem dołożyłem do przedstawienia odpowiednią ściemę, rzucając wystarczająco głośno, żeby usłyszeli mnie ci, którzy mieli usłyszeć, że Ministerstwo już reagowało, że oddziały były w drodze i że za chwilę zrobi się tutaj znacznie mniej przyjemnie dla tych, którzy urządzili sobie polowanie na czarownice. Brzmiało wiarygodnie, bo potrafiłem kłamać z przekonaniem, zaś w takich chwilach ludzie rozpaczliwie chcieli wierzyć w cokolwiek, co dawało im choć odrobinę poczucia kontroli. Na tym jednak postanowiłem zakończyć swój udział w przedstawieniu - nie zamierzałem sprawdzać, ile czasu zajmie komuś zorientowanie się, że pomoc wcale nie znajdowała się tuż za rogiem - cofnąłem się więc w tłum, korzystając z dymu, zamieszania i cudzej paniki, licząc na to, że oprawcy uznają sygnał za wystarczająco przekonujący i zwyczajnie się ulotnią, albo że rzeczywiście znajdzie się ktoś, kto zainterweniuje, aby dodatkowo wesprzeć kobiety, zanim będę musiał zrobić to osobiście. Tym razem rozsądek podpowiadał mi, żeby nie być bohaterem, miałem więc zamiar wyjątkowo go posłuchać.
Postać opuszcza sesję
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)