16.09.2026, 18:28 ✶
Gdyby to był ktokolwiek inny (no może nie licząc Somin) z pewnością Anthony miałby już atak paniki. Szczęśliwie tego dnia, na tych konkretnych testach był z nim Jonathan, więc mógł pokładać nadzieję w wielu aspektach jego obecnego stanu. Po pierwsze, że ratunek przyjdzie bez konieczności sowitej zapłaty. Po drugie, że stan jego skrępowania nie zostanie paskudnie wykorzystany. Po trzecie, że Selwyn jako ucieleśnienie dyskrecji nie będzie o tym nazbyt rozpowiadał. Po czwarte…
…uch, czuć te miękkie dłonie tak blisko twarzy. Irytacja mieszała się z przyjemnością, nozdrza łapczywie zaciągały woń śliwkowego olejku, świeżo parzonej kawy z delikatnym posmakiem cynamonu na finiszu. Brzmiało jak opis najprzedniejszego wina, ale Anthony był pewien, że tak właśnie pachnie miłość.
– Całe szczęście, że… – zaczął już dziękować, gdy tylko z ust zabrano mu materiałowe paskudztwa. Wizję wciąż miał ograniczoną, ruchy – poza rozpaczliwym podrygiwaniem – maksymalnie ograniczone, ale przynajmniej mógł mówić. Tyle, że jego wyrazy wdzięczności zalane zostały salwą dźwięczącego w uszach śmiechu. Kochał go, to było pewne, ale podobnie jak jego obecny stan, tak podobnie niekiedy relacja z Jonathanem była właśnie taką mieszaniną irytacji z przyjemnością.
– Pięknie!? Jonathanie na bogów! – prychnął w jego stronę, udając tylko urażenie, bo zbyt dosadnie wiedział ile znaczy w życiu drugiego czarodzieja, żeby jego duma realnie została tą magiczną psotą nadszarpnięta – Do Yule pozostało jeszcze kilka tygodni, zdecydowanie zbyt prędko by aranżować takie skandaliczne zachowanie magicznej maszynerii z pewnością celowo tak przez Ciebie zaprogramowanej! Mogłeś mnie przecież uprzedzić! Pozbyłbym się z wczasu koszuli. – Od powrotu z delegacji był nim nasycony, niewyspany, z ciałem wciąż odczuwającym ich niekiedy agresywną w wyrazie bliskość. Zachłanną. Zdecydowanie nie powinien kokardek i wstążek oraz swojej horyzontalnej pozycji na podłodze łączyć z kontynuacją tego trendu… nie… powinni co prędzej wrócić do pracy, a najlepiej odpuścić sobie paczki, komuś to zlecić i strącić łeb Bulstrode'a ze stanowiska szefa tego pożalcie się bogowie stowarzyszenia umarłych magiinżynierów. Czy może Slughorne'a? Nie był w stanie trzeźwo myśleć. Właściwie udawane wzburzenie buzowało w nim coraz mniej udawanym zniecierpliwieniem, bo jak to tak Jonathan mógł się od niego odsunąć.
– Zaskakujące, wczoraj zarzekałeś się mój drogi, że nie możesz rąk ode mnie zabrać, a dziś co? Gdzie są Twoje zwinne palce, kiedy ich potrzebuję najbardziej w swojej niedoli!? – domagał się oburzony, nie będąc pewnym czy korzysta z prawa do wypowiedzi ustnej bo ma po temu w końcu możliwość, czy tak na prawdę wolałby, aby ta możliwość w jakiś sposób mu została przez Jonathana ponownie odebrana.
…uch, czuć te miękkie dłonie tak blisko twarzy. Irytacja mieszała się z przyjemnością, nozdrza łapczywie zaciągały woń śliwkowego olejku, świeżo parzonej kawy z delikatnym posmakiem cynamonu na finiszu. Brzmiało jak opis najprzedniejszego wina, ale Anthony był pewien, że tak właśnie pachnie miłość.
– Całe szczęście, że… – zaczął już dziękować, gdy tylko z ust zabrano mu materiałowe paskudztwa. Wizję wciąż miał ograniczoną, ruchy – poza rozpaczliwym podrygiwaniem – maksymalnie ograniczone, ale przynajmniej mógł mówić. Tyle, że jego wyrazy wdzięczności zalane zostały salwą dźwięczącego w uszach śmiechu. Kochał go, to było pewne, ale podobnie jak jego obecny stan, tak podobnie niekiedy relacja z Jonathanem była właśnie taką mieszaniną irytacji z przyjemnością.
– Pięknie!? Jonathanie na bogów! – prychnął w jego stronę, udając tylko urażenie, bo zbyt dosadnie wiedział ile znaczy w życiu drugiego czarodzieja, żeby jego duma realnie została tą magiczną psotą nadszarpnięta – Do Yule pozostało jeszcze kilka tygodni, zdecydowanie zbyt prędko by aranżować takie skandaliczne zachowanie magicznej maszynerii z pewnością celowo tak przez Ciebie zaprogramowanej! Mogłeś mnie przecież uprzedzić! Pozbyłbym się z wczasu koszuli. – Od powrotu z delegacji był nim nasycony, niewyspany, z ciałem wciąż odczuwającym ich niekiedy agresywną w wyrazie bliskość. Zachłanną. Zdecydowanie nie powinien kokardek i wstążek oraz swojej horyzontalnej pozycji na podłodze łączyć z kontynuacją tego trendu… nie… powinni co prędzej wrócić do pracy, a najlepiej odpuścić sobie paczki, komuś to zlecić i strącić łeb Bulstrode'a ze stanowiska szefa tego pożalcie się bogowie stowarzyszenia umarłych magiinżynierów. Czy może Slughorne'a? Nie był w stanie trzeźwo myśleć. Właściwie udawane wzburzenie buzowało w nim coraz mniej udawanym zniecierpliwieniem, bo jak to tak Jonathan mógł się od niego odsunąć.
– Zaskakujące, wczoraj zarzekałeś się mój drogi, że nie możesz rąk ode mnie zabrać, a dziś co? Gdzie są Twoje zwinne palce, kiedy ich potrzebuję najbardziej w swojej niedoli!? – domagał się oburzony, nie będąc pewnym czy korzysta z prawa do wypowiedzi ustnej bo ma po temu w końcu możliwość, czy tak na prawdę wolałby, aby ta możliwość w jakiś sposób mu została przez Jonathana ponownie odebrana.