– Może widzieli – zgodziła się, ale być może dlatego, że sama miała teorię do tego, co wydarzyło się w Limbo. – Ja do teraz jestem przekonana, że w Limbo spotkaliśmy Panią Księżyca – rzadko mówiła o tym na głos, ale właśnie to spotkanie, to co wtedy czuła, to co zobaczyła w rytualnym ogniu – a czego nie widział nikt inny – całe to doświadczenie odmieniło jej podejście do wiary. – Nie wiem czy i ty ją widziałeś… – dodała, bo w sumie to faktycznie nie była pewna ile z tego widział również Atreus. Wiedziała, że jego doświadczenie było trochę inne, chociażby… nie spotkał tam żadnej duszy, która chciała go tam zatrzymać, nie wyrwał żadnej kawałka energii i wspomnień. – Ale Limbo to nie było do końca inne miejsce… to nadal była Polana Ognisk i Knieja Godryka, tylko trochę bardziej dzikie… zakrzywione. A nie zupełnie inne miejsce – tak przynajmniej Victoria odbierała to miejsce już po czasie, gdy miała możliwość wszystko przeanalizować i sobie poukładać w głowie. – To przede wszystkim pierwsza najdziwniejsza rzecz – ale rzeczywiście: niekoniecznie zajmowała miejsce na podium najdziwności.
– Ja ich nie widziałam. To znaczy wielkich czarnych oczu też nie, jak miałam z nimi styczność to byli bardziej… niematerialni? – Victoria zmarszczyła brwi, nie będąc pewna czy to właściwe określenie. Z początku faktycznie to coś zostało nazwane widmami no bo było widmowe, czy więc objadły się tyle energii wokół i z ludzi, że zaczęły przybierać bardziej… namacalną formę? – Słyszałam, że wyszły do miasta, tak. Brenna mi napisała. Ale nie widziałam żadnego raportu ani nic ponad to. Rozmawiałam za to z kimś, kto miał z nimi styczność ee… pierwszego stopnia – mruknęła. Bo jak kurwa nazwać coś po czym kończysz martwy…? – Ale co to widmo robiło w piwnicy? – Lestrange aż się zatrzymała i zapatrzyła na Atreusa. – Jadło ziemniaki? – rzuciła nie aż tak bez sensu, no bo mniej-więcej wiedziała co trzymała większość ludzi w piwnicy w Dolinie Godryka: plony i zapasy.