Czy Billius był głupi? No raczej. Chociaż, jego matka na ten przykład, nazywała te jego wybryki zupełnym brakiem odpowiedzialności. On sam, uważał, że po prostu jest pechowcem, urodzony pod nieodpowiednią gwiazdą, gdy Uranus był w retrogradacji czy inne wróżbiarsko-astronomiczne ścierwa. No i co mógł na to poradzić, że kłopoty wręcz do niego legły. To nie była jego wina, że ten co mu zęba wybił, zczaił się, że oszukuje w karty, nie jego wina była, że na Nokturnie, akurat poprzedniego dnia, w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie pojawiła się auror Lestrange, z tymi swoimi zimnymi palcami oraz zestawem, niestety, nie obitych futrem kajdanek. Nie jego winą było, że przepił całą kasę, bo załamał się, gdy Londyn zapłonął. No, nie potrafił się winić za nic, to były po prostu zbieżności losu, kłody, jakie podrzucało mu życie pod nogi. I te kłody to się pod nim pojawiały mniej, więcej odkąd zaczęło się jego dorosłe życie, czyli bardzo dawno temu.
Dopiero, gdy w zasięgu jego wzroku, pojawiła się Asena, zrozumiał, jak bardzo jest teraz nie na miejscu. Ona była taka umyta i piękna, wyglądała prawie jakby była umyta i bogata, właściwie to w tym momencie była bogatsza od niego, ale to nie był zbyt wielki wyczyn, bo Weasley nie miał właściwie nic. Nawet swojej różdżki.
— Ja pachnę normalnie, jak chłop — odpowiedział, podnosząc skrawek białej koszulki do swojego nosa, by siebie i ją upewnić, że on tam nic nie czuje. W oczach go za szczypało, prawie się zrzygał po tym, jak siebie poczuł, ale grał takiego, że wszystko jest cacy, nie, że wydziela właśnie zapach, jak z gorzelni postawionej obok londyńskiego kanału. — To Ty pachniesz lepiej niż wszyscy inni, dlatego Ci się tak wydaje. — odparł z uśmiechem, odsłaniając wszystkie swoje zęby. Inaczej nie potrafił, jak ją widział to mu się morda cała cieszyła. W wyniku czego, ona mogła podziwiać, że nie ma jednego z zębów, dwójki dokładnie.
— Mógłbym może sam stąd wyjść, ale jakby to powiedzieć… — przerwał na chwilę, rozglądając się na boki przez chwilę. Jego dłoń wylądowała na karku, bo musiał to rozmasować, a może dzięki temu, trochę więcej krwi dopływało do jego mózgu, przez co myślał sprawniej, taki nawyk — No jakby, nie wiem, gdzie jest moja różdżka, a oni nie chcieli mnie bez jednej wypuścić. Ale! — dodał od razu, pewniej, by ją upewnić, że nie jest tak całkowicie bezużyteczny i beznadziejny — Wydaje mi się, że wiem, gdzie ona jest.
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river