Dora miała dość sporo do powiedzenia na temat tego, co by mogło być, gdyby dinozaury dalej chodziły po ziemi. Bo ze smokami to też było odrobinkę inaczej, no bo one przecież to nie chodziły, a głównie latały, jakby nie patrzeć. No ale trop nie był aż tak odległy, to musiała Tarpowi przyznać. Chciała też bardzo wiedzieć, jaki był jego ulubiony dinozaur, bo jej zdaniem każdy powinien mieć prawo, by podzielić się tą informacją. Ba, ona już sama miała w głowie nazwę, którą powie, żeby wuja nie czuł się samotny w swoich zwierzeniach. Ale niestety, nie zdążyła.
Coś odciągnęło jej uwagę. Zdążyła tylko powiedzieć pełne zachwytu 'oh', jakby ten pterodaktyl to był najlepszy i najbardziej niesamowity wybór, jakiego Woody mógł się dopuścić. Potem jednak zamrugały rzędy oczek, albo raczej błysnęły, bo pająki chyba nie mrugały i Dora bardzo szybko wciągnęła powietrze. Różdżka, różdżka, gdzie ta… różdżka była zwyczajnym odruchem.
— Bombarda?!? — wyrwało się jej, bo chyba bardziej nie spodziewała się właśnie tego. Zaklęcie świsnęło i huknęło. Dziewczyna podniosła ręce ku górze, odruchowo chroniąc oczy i twarz, chyba bojąc się że odłamki wywołane bombardą zaraz polecą na wszystkie strony.
Crawley krzyknęła, kiedy wraz z rozkazem Tarpa, zobaczyła jak kolejne odnóża budzą się do życia i nie ma już jednego pająka, a całe stado. Złapała mocniej koszyk i rzuciła się przed siebie w szaleńczym pędzie.
— Trzeba… trzeba je jakoś zgubić! — zawyła, próbując nie zgubić oddechu. — Bo… bo teraz to i nawet dwie bombardy nie wystarczą!! — przeskoczyła nad jakimś ustępem, oglądając się przez ramię i widząc jak jeden z pająków jest bliżej, niż by tego sobie życzyła. Wyciągnęła rękę w jego stronę, machnęła nadgarstkiem i spróbowała odepchnąć go w tył.
// translokacja ◉◉○○○ na odepchnięcie pająka
Sukces!
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.