11.09.2026, 11:41 ✶
– Najpierw nie miałyśmy pojęcia. Wskoczyła do pociągu, bo wydawało się jej, że widzi siostrę, a ja wbiegałam tam za nią. Potem okazało się, że trafiłyśmy do Maidstone – powiedziała. Ciężar na ramieniu jej nie przeszkadzał, splotła nawet palce z jego zimnymi palcami: jakoś głupio było z takimi gestami wczoraj, kiedy przejęli nawzajem swoje ciała. – Urocze miejsce. Umarłbyś tam z nudów.
Całkiem ładna architektura, mała, miła miejscowość, śliczne widoki i okolica, w której jej zdaniem Atreus najdalej po dwudziestu czterech godzinach miałby ochotę wzniecić jakieś kłopoty tylko dlatego, że nie miałby co robić.
– Zła odpowiedź, naprawdę, powinieneś zaproponować, że mogę poćwiczyć na tobie – odparła z rozbawieniem, gdy pociąg zaczął powoli zwalniać, a widoki za oknami zmieniać. Najwyraźniej wjeżdżali już na teren miasta i wkrótce powinni dotrzeć do stacji docelowej. – Poza tym zachowywałam się tak, jak się zachowywałam, tylko dlatego, że miałam ochotę walnąć o najbliższą ścianę, tak żeby się ogłuszyć na widok tego, co wyrabiałeś… jeśli kiedykolwiek wpadnę znowu na tę dziewczynę, chyba umrę ze wstydu – zapowiedziała, chociaż to oczywiście też nie było szczególnie poważną deklaracją. Brenna w ogóle peszyła się bardzo rzadko… choć owszem, wczoraj to przez chwilę się udało i naprawdę miała ochotę walnąć dłonią w czoło. Nie była tylko pewna, czy samą siebie, czy jego. – Oczywiście, że może. – Chyba nawet wspomniała o tym, gdy ich przeklął pierwszy raz, ale biorąc pod uwagę, ile się wtedy działo, sama nie była pewna, a on pewnie uznał, że sobie żartuje albo próbuje go nastraszyć. – Nie marzy ci się powrót do nastoletnich czasów? Jeśli dobrze pamiętam, to cud, że nie doprowadziliście do załamania nerwowego Victorii.
To pewnie było słodko gorzkie, zważywszy na to, w jaką stronę poszło: Stanley cholera wie gdzie, i Anthony… cóż, Anthony się za nią wtedy uganiał, więc wyszło to trochę dziwnie.
Jakaś pasażerka przeszła korytarzem. Może to jej wypadł przedmiot, może wytoczył się spod siedzenia, ale Atreus mógł dostrzec na podłodze coś, co wyglądało jak pudełeczko.
Całkiem ładna architektura, mała, miła miejscowość, śliczne widoki i okolica, w której jej zdaniem Atreus najdalej po dwudziestu czterech godzinach miałby ochotę wzniecić jakieś kłopoty tylko dlatego, że nie miałby co robić.
– Zła odpowiedź, naprawdę, powinieneś zaproponować, że mogę poćwiczyć na tobie – odparła z rozbawieniem, gdy pociąg zaczął powoli zwalniać, a widoki za oknami zmieniać. Najwyraźniej wjeżdżali już na teren miasta i wkrótce powinni dotrzeć do stacji docelowej. – Poza tym zachowywałam się tak, jak się zachowywałam, tylko dlatego, że miałam ochotę walnąć o najbliższą ścianę, tak żeby się ogłuszyć na widok tego, co wyrabiałeś… jeśli kiedykolwiek wpadnę znowu na tę dziewczynę, chyba umrę ze wstydu – zapowiedziała, chociaż to oczywiście też nie było szczególnie poważną deklaracją. Brenna w ogóle peszyła się bardzo rzadko… choć owszem, wczoraj to przez chwilę się udało i naprawdę miała ochotę walnąć dłonią w czoło. Nie była tylko pewna, czy samą siebie, czy jego. – Oczywiście, że może. – Chyba nawet wspomniała o tym, gdy ich przeklął pierwszy raz, ale biorąc pod uwagę, ile się wtedy działo, sama nie była pewna, a on pewnie uznał, że sobie żartuje albo próbuje go nastraszyć. – Nie marzy ci się powrót do nastoletnich czasów? Jeśli dobrze pamiętam, to cud, że nie doprowadziliście do załamania nerwowego Victorii.
To pewnie było słodko gorzkie, zważywszy na to, w jaką stronę poszło: Stanley cholera wie gdzie, i Anthony… cóż, Anthony się za nią wtedy uganiał, więc wyszło to trochę dziwnie.
Jakaś pasażerka przeszła korytarzem. Może to jej wypadł przedmiot, może wytoczył się spod siedzenia, ale Atreus mógł dostrzec na podłodze coś, co wyglądało jak pudełeczko.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.