10.09.2026, 21:26 ✶
– Trzymam za słowo – odparł z powagą. – O, tego się nie spodziewam, ale czasem gdy ktoś się pojedynkuje, jakimś zaklęciem można dostać rykoszetem – powiedział, teraz może z jakąś odrobiną dla niego niepewności, wywołaną w gruncie rzeczy tym, że o ile jego powaga z tym ratowaniem przed szalonymi doniczkami była udawana, ona teraz była chyba poważna mocno. I chociaż nie miał skłonności do analizowania pewnych rzeczy (chyba że chodziło o dwadzieścia odcieni niebieskiego na górną warstwę suknia albo to jaki dekolt lepiej podkreśli linię ramion), to nie mógł nie zastanawiać się tego, z czego to wynikało. Ktoś ją o coś takiego oskarżał? Rookwood zachowywał się w ten sposób wobec niej? Wolała go upewnić, że nie ma takich planów?
Zaraz jednak padły kolejne słowa i Chris wyprostował się całkiem dumnie. Oczywiście, że był błyskotliwy, a to była bardzo błyskotliwa myśl. Jak miło, że zauważyła! Gdyby był też bardziej altruistą może uznałby, że to coś, co należy zbadać, ale w tej chwili był po prostu bardzo z siebie zadowolony.
– Przeklęte krzesła… ale pamiętam, jak wyglądał twój dom – przyznał chwilę później, i głupi uśmiech znikł mu z ust na tamto wspomnienie. Nic nie powinno tam przetrwać nienaruszone, a na pewno nie drewniane krzesło. – Szukałem jakichś informacji, kiedy chciałem pozbyć się tej sadzy, ale jakoś na nic się nie natknąłem.
Mógł jednak prowadzić z gwoździami, czemu nie. Nie pomoże, nie zaszkodzi, a on był trochę zdesperowany, nawet jeżeli dziwiło go, że odpowiedź pojawiła się tak nagle po niemal dwóch miesiącach.
Westchnął tylko, gdy wspomniała o Dolinie Godryka. Nawet w pierwszym odruchu chciał zaproponować, że sam się tam stawi, ale powstrzymał się: sądząc po tym jak wspaniale szły mu zaklęcia mające służyć walce z filiżankami, co najwyżej by zawadzał. Nie był nawet pewien, co miał powiedzieć, bo przecież to że każe jej na siebie uważać niczego nie zmieni.
– Wróć stamtąd żywa – powiedział jednak w końcu, bo może to były tylko słowa, ale jednak słowa też miały pewnego rodzaju moc, a informacji o takim patrolu nie wypadało zwyczajnie pominąć milczeniem. – Zostaw mi adresy, spróbuję do któregoś z nich się odezwać.
Kolega z pracy brzmiał pewnie najbardziej neutralnie, był zresztą pierwszym, którego wymieniła, uznał więc że po prostu zacznie od niego. Odzyskanie mieszkania i swoich rzeczy faktycznie było warte poświęcenia paru galeonów, nawet jeżeli rezultat pozostawał niepewny.
– To doskonale – ocenił chwilę później, całkiem posłusznie przyciskając ciepła wargi do nadgarstka ponownie, tuż koło rany. Po momencie jednak wyprostował się, chociaż nie wypuścił jej ręki. – Ale na wszelki wypadek chodźmy też nałożyć na to jakąś maść. Masz coś tutaj, co nada się na ugryzienia filiżanek?
Zaraz jednak padły kolejne słowa i Chris wyprostował się całkiem dumnie. Oczywiście, że był błyskotliwy, a to była bardzo błyskotliwa myśl. Jak miło, że zauważyła! Gdyby był też bardziej altruistą może uznałby, że to coś, co należy zbadać, ale w tej chwili był po prostu bardzo z siebie zadowolony.
– Przeklęte krzesła… ale pamiętam, jak wyglądał twój dom – przyznał chwilę później, i głupi uśmiech znikł mu z ust na tamto wspomnienie. Nic nie powinno tam przetrwać nienaruszone, a na pewno nie drewniane krzesło. – Szukałem jakichś informacji, kiedy chciałem pozbyć się tej sadzy, ale jakoś na nic się nie natknąłem.
Mógł jednak prowadzić z gwoździami, czemu nie. Nie pomoże, nie zaszkodzi, a on był trochę zdesperowany, nawet jeżeli dziwiło go, że odpowiedź pojawiła się tak nagle po niemal dwóch miesiącach.
Westchnął tylko, gdy wspomniała o Dolinie Godryka. Nawet w pierwszym odruchu chciał zaproponować, że sam się tam stawi, ale powstrzymał się: sądząc po tym jak wspaniale szły mu zaklęcia mające służyć walce z filiżankami, co najwyżej by zawadzał. Nie był nawet pewien, co miał powiedzieć, bo przecież to że każe jej na siebie uważać niczego nie zmieni.
– Wróć stamtąd żywa – powiedział jednak w końcu, bo może to były tylko słowa, ale jednak słowa też miały pewnego rodzaju moc, a informacji o takim patrolu nie wypadało zwyczajnie pominąć milczeniem. – Zostaw mi adresy, spróbuję do któregoś z nich się odezwać.
Kolega z pracy brzmiał pewnie najbardziej neutralnie, był zresztą pierwszym, którego wymieniła, uznał więc że po prostu zacznie od niego. Odzyskanie mieszkania i swoich rzeczy faktycznie było warte poświęcenia paru galeonów, nawet jeżeli rezultat pozostawał niepewny.
– To doskonale – ocenił chwilę później, całkiem posłusznie przyciskając ciepła wargi do nadgarstka ponownie, tuż koło rany. Po momencie jednak wyprostował się, chociaż nie wypuścił jej ręki. – Ale na wszelki wypadek chodźmy też nałożyć na to jakąś maść. Masz coś tutaj, co nada się na ugryzienia filiżanek?