Victoria w dużej mierze miała dużo podobnych myśli i wątpliwości, dotyczących co prawda nie Stanleya, a jego kumpla, który tak koncertowo namieszał jej w głowie. Nie zastanawiała się nad tym wcześniej, bardziej skupiona na sobie i swoich problemach, ale Victorię uderzyło teraz, że Atreus przynajmniej w części musiał czuć się podobnie do niej. Jego przyjaciel z listem gończym na głowie, co wzbudzało wątpliwości, zastanawianie się, dlaczego ta druga osoba podjęła właśnie takie wybory, a nie inne. Tylko właśnie: to były tylko domysły. Zastanawianie się, czy można było coś zauważyć w porę, coś zmienić… a w końcu odwracanie głowy i modlenie się, by w trakcie jakiejś akcji i pościgu za czarnoksiężnika mi w szlafrokach… nie trafić właśnie na niego. Victoria znała to bardzo dobrze i jednocześnie miała też sumienie obarczone winą znacznie bardziej, bo znając personalna jednego ze Śmierciożerców, go nie wydała. Jak mogłaby? Tak, złamał jej serce, ale jak mogłaby spojrzeć sobie potem w lustro, poklepać się po ramieniu i powiedzieć sobie, że wykonała dobrą robotę? Wiedziała co robili Śmierciozercy. Ale wiedziała też, dlaczego Sauriel do nich dołączył, zapytała go o to: bo go zmuszono. Nie z wyboru i przekonań, przecież na swój sposób lubił mugoli, a na pewno ich kulturę. Zmusili go. Nigdy więcej nie rozmawiali o tej sprawie ani słowem, jakby to nigdy się nie wydarzyło. A jednak wolałaby nie wiedzieć, z pewnością lepiej by jej się spało i żyło, nie bojąc się, że zrobi komuś krzywdę, albo że go aresztują, albo, że odmówi wykonania jakiegoś rozkazu i zostanie ukarany. Czuła podskórnie, że podobne odczucia Atreus musi mieć wobec Stanleya – i tu Victoria nie miała pewności czy on na pewno jest Śmierciożercą, a już na pewno nie miała bladego pojęcia o tym, dlaczego został wezwany do Harper i skąd ten list gończy, ale gdzieś w sierpniu zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie sympatyzuje z Voldemortem. Więc… oboje czuli się jak zdrajcy.
– Wiem… ale szczerze mówiąc myślałam, że coś się stało po tym przesłuchaniu i dlatego nie wrócił, bo przecież wyszedł stamtąd sam, nikt go nie aresztował tamtego dnia… – to było wszystko mętne i mgliste i co najgorsza, nie mieli co do sprawy absolutnie żadnych konkretnych informacji, tylko domysły i plotki, jak widać. – Mi to trochę wyglądało, że poczuł się urażony takim traktowaniem i dlatego zniknął, a potem zaczął do ludzi wysyłać te dziwne listy – jak do Laurenta, na przykład. Albo anonimy do Brenny.
A potem zrobiła coś, czego nie spodziewała się zrobić jeszcze dwie minuty temu: wyciągnęła rękę, żeby położyć ją na ramieniu Atreusa, bez słowa, bo nie było tu żadnych słów, które można było powiedzieć na głos. Ale był to gest wsparcia. Bo naprawdę… naprawdę rozumiała to rozdarcie.