Widział to jej spojrzenie, jakby nie do końca rozumiała co do niej mówił, bo robił to w innym języku. O dziwo, nawet go to nie rozdrażniło, bardziej wprawiło w nowy stan zastanowienia, jakby znowu musiał sobie poukładać w głowie to, co chciał na ten temat powiedzieć.
Wszystko, co mógłby teraz powiedzieć, było zwyczajnie skomplikowane. Znajdowało się w tym zbyt dużo niedopowiedzeń i domysłów, ale jednocześnie co innego mu pozostawało? Koniec przyjaźni była gwałtowna i zwyczajnie go bolała. Cholera, ten skurwysyn wysłał mu list, kiedy dowiedział się o śmierci Florence i Atreus nie był w stanie strząsnąć z siebie wrażenia, że nie mógł przestać traktować Borgina jako przyjaciela.
Czuł się jak zdrajca i o zdradę obwiniał Stanleya. Gdyby ten tylko był ostrożniejszy… – tak, to dopiero było złote, bo Bulstrode w pierwszej kolejności nie potępiał przyjaciela, tylko zastanawiał się, czemu ten nie mógł zrobić czegoś inaczej. Serce na początku, a dopiero potem wchodził rozum i aurorskim tonem zadawał niewygodne pytania, na brzmienie których Atreus skręcał się w sobie. Był świadomy bezsensowności sytuacji, tego że Stach dokonał rzeczy, których wcale się też nie wypierał. Gdyby tylko mogło to zadziałać, najchętniej pobiłby się z nim, strzelił parę razy w mordę, wyszarpał, a potem poszedł na drinka. Potem wszystko byłoby tak jak wcześniej. Niestety, prawdziwy świat tak nie działał. Może powinien zrobić wreszcie ten krok ze stanu zawieszenia, który tak bardzo sobie ukochał, bo do tej pory robił wszystko, by zachować stan neutralności w konflikcie, który od paru lat przetaczał się po Anglii.
— Nie wiem — przyznał cicho, bo rozmawiali o rzeczach niepewnych, ale głos miał dziwnie płaski, jakby specjalnie starał się nie wtłoczyć w niego za dużo emocji. — Przyprowadziło do jej gabinetu dwóch łebków, kto tak w ogóle robi, kiedy zwykle wysyłasz wezwanie liścikiem? Cokolwiek zrobił, przejebał. A potem zniknął. Po rozmowie z szefem biura aurorów, a nie z Bonesem. Na pewno nie wypełnił źle raportów… — nawet nie żartował, spoglądając na Victorię z ukosa. Najgorsze było to, że wszystko wydawało się w pamięci dziwnie rozedrgane. Łapał się wątków, które podbite były ogromną wręcz warstwą emocjonalną, a jednocześnie pokryte były patyną nerwowych dni, których pełny był maj i czerwiec. Więź z Brenną szarpała nim wtedy do chwilę, nie dając o sobie zapomnieć. Do tego nieustannie próbowali pozbierać okruchy w sprawie zimnych i limbo… Wszystko było nieprzyjemnym kalejdoskopem pozornie niepasujących do siebie barw.