Zbieranie chrustu okazało się być bardziej interesujące niż zakładała. Towarzyszył im w końcu fantastyczny akompaniament, za który był w dużej mierze odpowiedzialny jej towarzysz. Benjy okazał się być tak tajemniczy, jak zakładała - za każdym razem był w stanie ją czymś zadziwić. Dzisiaj była to znajomość kibolskich przyśpiewek. Kiedy mieli już wystarczającą ilość patyków i gałęzi - no gdy stwierdzili, że jest to tyle ile są w stanie unieść mogli zacząć wracać. Organizatorzy sabatu powinni być zachwyceni tym, jaką ilość chrustu przynieśli - nie miała wątpliwości co do tego, że powinni wyróżnić się na tle innych pomagierów. No, nie zakładała w ogóle innej opcji - bardzo mocno przecież się w to zaangażowali.
Nie miała zielonego pojęcia co to była za droga. Benjy wspomniał coś o skrócie - nie chciała nic mówić, że ona to już zna takie skróty… nieraz jej się zdarzyło nadrabiać kilometrów przez to, że ktoś wpadł na podobny pomysł. Postanowiła mu zaufać (mimo tego, że wypił bardzo dużo absyntu i mógł odrobinę bredzić).
Mijali krzewy próbujące wybić jej oko, rowy, dzięki którym mogła sobie skręcić kostkę, mimo wszystko nie narzekała, szła dzielnie do przodu przecież niczego się nie bała. Benjy prowadził, a ona podążała za nim, nie miała pojęcia gdzie się znajdują, niby wiedziała dokąd zmierzają, ale czy faktycznie była to dobra droga? Trudno jej było to zobaczyć z chrustem na rękach, całkiem mocno ograniczał jej pole widzenia.
Szła i szła przed siebie, aż w końcu zatrzymała się na swoim towarzyszu - nie zauważyła, że przystanął w miejscu, więc się od niego odbiła. Uratowała chrust który miała w rękach - nie wypuściła nawet jednego patyka z czego była kurewsko dumna.
- Co jest, czemu nie idziesz? - No i wtedy padło to stwierdzenie, które mogło znaczyć wszystko i nic. O kulwa. Najgorsze było to, że nie widziała zbyt wiele, bo w rękach miała ten nieszczęsny chrust, musiała więc poczekać, aż przekaże jej jakiego rodzaju o kurwa to była - czy powiedziana z zachwytu, czy ze zdziwienia, czy z wkurwienia, czy jeszcze z innego powodu. Musiała zaczekać - a wiadomo jak u Rudej z cierpliwością bywa.
- Cmentarz? - No tego, to nie mogła przegapić. Ale zajebiście bowiem oznaczało, że omijało ją właśnie coś fajnego, a tego nie mogłaby sobie wybaczyć. Opuściła bardzo ostrożnie chrust który trzymała w rękach, aby nieco polepszyć swoją widoczność, no i wtedy dostrzegła, gdzie się znajdowali. Faktycznie najwyraźniej trafili na cmentarz, co sugerowały nagrobki, które znajdowały się wokół nich. Nie sądziła, że ktoś może się ucieszyć aż tak na widok takiego miejsca, najwyraźniej była to jednak kolejna ciekawostka której dowiedziała się o Benjym.
Fenwick się ruszył, ona nie zamierzała stać w miejscu, widziała, że odłożył swój chrust, nie do końca była przekonana co do tego, że powinna zrobić to samo - zbyt długo go zbierała, żeby teraz tak po prostu odłożyć go na trawę, ruszyła więc z patykami w rękach tuż za mężczyzną.