06.09.2026, 09:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.09.2026, 09:25 przez Anthony Shafiq.)
Notatka była tworzona niedbale, przypominała raczej rozbryzg myśli aniżeli skrupulatnie prowadzoną ręką krukona notę ze spotkania. Nie był w końcu skrybą czy protokolantem. Miał poruszyć swoją własną sieć, miał zadać kilka pytań kilku osobom, zapukać do drzwi po przysługi, które nagromadził przez lata.
Jego myśli były rozbryzgane podobnie jak słowa zapisywane na pergaminie. Podkreślił nazwisko Shafiq, które pojawiło się obok kamieni runicznych i nawet nie westchnął zbyt ciężko na myśl o swojej rodzinie, tej której nazwisko nosił. Nie byli zbyt zblisko, ale mieli jakiś kontakty. Czy to wystarczy? Kolejne kropki pojawiały się obok z uczuciem zapisanego pseudonimu "Somnia". Teoria magii nie była czymś odległym dla niego, ale się w niej aż tak nie specjalizował. Energetyczne żyły, miejsca kultu… to było jakoś ze sobą powiązane, a naukowcy wciąż głowili się co było pierwsze: jajko czy kura. Bagshotowie i znów Shaficy, może Parkinsonowie w sprawie róż na Polanie. Przeklęte chwasty. Nigdy nie przepadał za kwiatami, ale podskórnie wyczuwał, że będą z nimi same problemy.
Chwile mnie nie było w kraju… żachnął się, wysłuchując słów odwiedzających go aurorów, choć prawda była taka, że zapewne i tak gdyby był, to by się tym aż tak nie interesował, woląc skupić się na organizacji kolejnego dekadenckiego przyjęcia bez rozwartego limba w tle.
– Na własność? Bynajmniej.. – zaśmiał się z tej sugestii Atreusa – Chodzi mi o tą wiedźmę w czerni, która regularnie pojawia się na sabatach. Niegroźna dziwaczka ciskająca klątwy na prawo i lewo. Jedna z moich ciotek powiedziała mi, że ona jest z Trelawneyów, ale nigdy nie miałem powodów tego weryfikować. Nie wierzę, że to powiem, ale może gdy cywilizowane środki zawodzą, to właśnie takie istoty o niezbyt racjonalnym umyśle będą znać boczne wejścia do otrzymanego przez was… daru? zawahał się przy słowie, bo na razie to nie był dar a przekleństwo. – Najważniejsze, że macie zapewnienie z dwóch źródeł, że moc nie jest dla Was szkodliwa. Teraz trzeba nauczyć się z niej korzystać. Szkoda, że Wasze aury się nie zmieniły. Łatwiej byłoby wykrywać tych, którzy trafili do limbo z tej drugiej strony konfliktu. – zasępił się nieco. Metamorfomagowie, doppelgangery i teraz te wilki w owczych skórach. Etykieta magiczna nie wymagała uścisku dłoni czy dotyku, a przecież nie mogli dotykać wszystkich by sprawdzić kto jeszcze jest "zimny".
Jego myśli były rozbryzgane podobnie jak słowa zapisywane na pergaminie. Podkreślił nazwisko Shafiq, które pojawiło się obok kamieni runicznych i nawet nie westchnął zbyt ciężko na myśl o swojej rodzinie, tej której nazwisko nosił. Nie byli zbyt zblisko, ale mieli jakiś kontakty. Czy to wystarczy? Kolejne kropki pojawiały się obok z uczuciem zapisanego pseudonimu "Somnia". Teoria magii nie była czymś odległym dla niego, ale się w niej aż tak nie specjalizował. Energetyczne żyły, miejsca kultu… to było jakoś ze sobą powiązane, a naukowcy wciąż głowili się co było pierwsze: jajko czy kura. Bagshotowie i znów Shaficy, może Parkinsonowie w sprawie róż na Polanie. Przeklęte chwasty. Nigdy nie przepadał za kwiatami, ale podskórnie wyczuwał, że będą z nimi same problemy.
Chwile mnie nie było w kraju… żachnął się, wysłuchując słów odwiedzających go aurorów, choć prawda była taka, że zapewne i tak gdyby był, to by się tym aż tak nie interesował, woląc skupić się na organizacji kolejnego dekadenckiego przyjęcia bez rozwartego limba w tle.
– Na własność? Bynajmniej.. – zaśmiał się z tej sugestii Atreusa – Chodzi mi o tą wiedźmę w czerni, która regularnie pojawia się na sabatach. Niegroźna dziwaczka ciskająca klątwy na prawo i lewo. Jedna z moich ciotek powiedziała mi, że ona jest z Trelawneyów, ale nigdy nie miałem powodów tego weryfikować. Nie wierzę, że to powiem, ale może gdy cywilizowane środki zawodzą, to właśnie takie istoty o niezbyt racjonalnym umyśle będą znać boczne wejścia do otrzymanego przez was… daru? zawahał się przy słowie, bo na razie to nie był dar a przekleństwo. – Najważniejsze, że macie zapewnienie z dwóch źródeł, że moc nie jest dla Was szkodliwa. Teraz trzeba nauczyć się z niej korzystać. Szkoda, że Wasze aury się nie zmieniły. Łatwiej byłoby wykrywać tych, którzy trafili do limbo z tej drugiej strony konfliktu. – zasępił się nieco. Metamorfomagowie, doppelgangery i teraz te wilki w owczych skórach. Etykieta magiczna nie wymagała uścisku dłoni czy dotyku, a przecież nie mogli dotykać wszystkich by sprawdzić kto jeszcze jest "zimny".