05.09.2026, 23:21 ✶
— Jesteś najlepsza — mrugnął do dziewczyny rozbawiony, cmokając przy tym ustami. — Wszyscy będą mi zazdrościć. Hmm, a może powinienem odebrać bukiet i skomentować, że to od mojej tajemniczej wielbicielki? To dopiero by wszystkich zdziwiło…
Tylko czy ktokolwiek uwierzyłby w ogóle w to, że mając Heather u swego boku, byłby w ogóle spojrzeć na inną kobietę? Spora część zaprzyjaźnionych z nim pracowników aż nazbyt dobrze wiedziała, jakiego miał bzika na punkcie Rudej. Wystarczyło spojrzeć na to, co odwalał, gdy ta przebywała w Świętym Mungu; każdą wolną chwilę spędzał u niej.
— Wiecie już coś o tym, co właściwie planuje wasz departament z tej okazji? Brenna ci coś przekazała? — spytał Cameron, marszcząc lekko czoło. — Będziecie mieli jakieś wsparcie na miejscu? Punkt medyczny? Apteczki pierwszej pomocy z Ministerstwa Magii?
Z jednej strony chciał wierzyć, że dowództwo Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie zostawi swoich ludzi bez wyposażenia, ale z drugiej… Po tym, co się wydarzyło podczas obchodów Beltane, trudno było mu pokładać jakieś wielkie nadzieje w szychach z Ministerstwa Magii. Ratownicy znaleźli się na Polanie Ognisk, kiedy Śmierciożercy już się praktycznie zwinęli. Czy mogła ich czekać powtórka z tamtej nocy?
Cameron zacisnął usta. Walczyły w nim dwie siły. Racjonalizm podpowiadał, że dla dobra wszystkich sam powinien poczekać na oficjalny przydział od Szpitala św. Munga. Dzięki temu będzie mógł efektywnie pomagać chorym w ośrodku lub w terenie, o ile do takiego wypadu dojdzie.
Serce zaś… Serce nakazywało mu pójście do ordynatora i spytanie wprost o to, czy może zostać przydzielony na obchody Samhain. I to z czysto egoistycznych powodów; żeby mieć oko na Heather. Czy powinien w ogóle zaczynać z nią ten temat? Czy nie byłby to błąd? Bądź co bądź, przez to oboje mogliby nie skupić się dostatecznie dobrze na swojej pracy.
— Myślisz, że… Powinienem zaczepić się w okolicy? — zapytał niemrawo. — Mogę zapytać, czy będą nas wysyłać na obchody… Albo zasugerować, że powinni. Lepsze takie wsparcie dla was niż żadne, co nie?
Nie miał pojęcia, czy ktokolwiek w BUM miał dodatkowe przeszkolenie medyczne. Cholera wie, z czym brygadziści mogli mieć do czynienia, jeśli na miejscu pojawią się Śmierciożercy. Czy każde starcie dla pracowników Ministerstwo musiało wiązać się z modlitwą o to, aby udało im się uskoczyć przed wrogim zaklęciem lub w porę wznieść tarczę ochronną?
Lupin pokiwał głową, pozwalając, aby Elizabeth oddaliła się wraz z podarkiem.
— No t-to k-kurde… Tym b-bardziej muszę zadbać, żeby u-u-utrzymać renomę — wyjąkał Cameron, czerwieniąc się na słowa Heather. Być może jej intencją było uspokojenie jego skołatanych nerwów, ale ta informacja sprawiła, że poczuł jeszcze większą presję. — Powinniśmy zaprosić do rodziców do OIOMu, k-kiedy już wszystko tam uporządkujemy i dostosujemy pod siebie. Jakiś obiad?
Może nie miało się to wydarzyć za tydzień czy nawet miesiąc, ale może pod koniec roku? Yule, pomyślał instynktownie Lupin, a twarz momentalnie mu się rozświetliła na ten pomysł.
Tylko czy ktokolwiek uwierzyłby w ogóle w to, że mając Heather u swego boku, byłby w ogóle spojrzeć na inną kobietę? Spora część zaprzyjaźnionych z nim pracowników aż nazbyt dobrze wiedziała, jakiego miał bzika na punkcie Rudej. Wystarczyło spojrzeć na to, co odwalał, gdy ta przebywała w Świętym Mungu; każdą wolną chwilę spędzał u niej.
— Wiecie już coś o tym, co właściwie planuje wasz departament z tej okazji? Brenna ci coś przekazała? — spytał Cameron, marszcząc lekko czoło. — Będziecie mieli jakieś wsparcie na miejscu? Punkt medyczny? Apteczki pierwszej pomocy z Ministerstwa Magii?
Z jednej strony chciał wierzyć, że dowództwo Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie zostawi swoich ludzi bez wyposażenia, ale z drugiej… Po tym, co się wydarzyło podczas obchodów Beltane, trudno było mu pokładać jakieś wielkie nadzieje w szychach z Ministerstwa Magii. Ratownicy znaleźli się na Polanie Ognisk, kiedy Śmierciożercy już się praktycznie zwinęli. Czy mogła ich czekać powtórka z tamtej nocy?
Cameron zacisnął usta. Walczyły w nim dwie siły. Racjonalizm podpowiadał, że dla dobra wszystkich sam powinien poczekać na oficjalny przydział od Szpitala św. Munga. Dzięki temu będzie mógł efektywnie pomagać chorym w ośrodku lub w terenie, o ile do takiego wypadu dojdzie.
Serce zaś… Serce nakazywało mu pójście do ordynatora i spytanie wprost o to, czy może zostać przydzielony na obchody Samhain. I to z czysto egoistycznych powodów; żeby mieć oko na Heather. Czy powinien w ogóle zaczynać z nią ten temat? Czy nie byłby to błąd? Bądź co bądź, przez to oboje mogliby nie skupić się dostatecznie dobrze na swojej pracy.
— Myślisz, że… Powinienem zaczepić się w okolicy? — zapytał niemrawo. — Mogę zapytać, czy będą nas wysyłać na obchody… Albo zasugerować, że powinni. Lepsze takie wsparcie dla was niż żadne, co nie?
Nie miał pojęcia, czy ktokolwiek w BUM miał dodatkowe przeszkolenie medyczne. Cholera wie, z czym brygadziści mogli mieć do czynienia, jeśli na miejscu pojawią się Śmierciożercy. Czy każde starcie dla pracowników Ministerstwo musiało wiązać się z modlitwą o to, aby udało im się uskoczyć przed wrogim zaklęciem lub w porę wznieść tarczę ochronną?
Lupin pokiwał głową, pozwalając, aby Elizabeth oddaliła się wraz z podarkiem.
— No t-to k-kurde… Tym b-bardziej muszę zadbać, żeby u-u-utrzymać renomę — wyjąkał Cameron, czerwieniąc się na słowa Heather. Być może jej intencją było uspokojenie jego skołatanych nerwów, ale ta informacja sprawiła, że poczuł jeszcze większą presję. — Powinniśmy zaprosić do rodziców do OIOMu, k-kiedy już wszystko tam uporządkujemy i dostosujemy pod siebie. Jakiś obiad?
Może nie miało się to wydarzyć za tydzień czy nawet miesiąc, ale może pod koniec roku? Yule, pomyślał instynktownie Lupin, a twarz momentalnie mu się rozświetliła na ten pomysł.