Pogoda ich nie rozpieszczała, to fakt, ale Victoria miała problem z wyczuciem temperatury, jak zresztą od kilku miesięcy: zimno było jej cały czas i nie było siły, by to zmienić, a że człowiek był stworzeniem zadziwiająco dobrze się adaptującym do sytuacji, to… przywykła dość prędko. Teraz nosiła płaszcz tylko dlatego, żeby nie wybijać się z tłumu i nie słuchać kolejnych idiotycznych pytań, które absolutnie niczego nie zmieniały, a jedynie ją drażniły. I czuła, że z Atreusem, z którym dzisiaj została wysłana do Great Hangleton, było podobnie. Nie bywała tutaj zbyt często, prawdę mówiąc to nawet nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio – czy w ogóle kiedykolwiek? Może była w sprawie jakiejś interwencji, tak jak teraz, a może jednak jedynie w Little Hangleton znajdującym się nieopodal… Nieważne. Ważne było to, że mieli tutaj od kilku dni problem, który narastał. To znaczy nie tylko w Great Hangleton, ale też w kilku innych miejscach, ale niewątpliwie było to coś, z czym musieli zrobić porządek. W normalnych warunkach jakaś awaria sieci elektrycznej w ogóle by ich nie obeszła, ale magia miała to do siebie, że jej natężenie zakłócało działanie tych wszystkich śmiesznych urządzeń mugolskich, które się podłączało do ścian takimi śmiesznymi sznurkami z jakimiś metalowymi prętami wystającymi na końcu, to po pierwsze. A po drugie… mieli mocne przesłanki, że to nie tylko sama duża ilość magii nagle zaczęła tutaj tak przeszkadzać, a ktoś… całkowicie celowo korzystał z okazji, że czarodzieje przygotowują się do sabatu w Little Hangleton, żeby zrobić w okolicy zamieszanie.
I niestety, ale nie byli przy tym ostrożni.
Skończyło się to więc tak, że dwójka mugoli widziała kolesia z różdżką, który majstrował coś przy słupie wysokiego napięcia, a to doprowadziło do krzyków i regularnej bójki i czarów wymierzonych w kierunku mugoli. W zawiadomieniu było też jeszcze coś o czarnej magii i w ten oto sposób Atreus i Victioria trafili właśnie tutaj, w tę paskudną pogodę, wiedząc, że pamięć to trzeba będzie usunąć więcej niż dwóm osobom – i na samą myśl Victorię zaczynała boleć głowa, bo wiedziała dokładnie, jak to wygląda i jakie są procedury, ostatecznie przez cztery lata pracowała w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym…
Niestety koleś, który to wszystko zrobił, zdążył zwiać. A bałagan zostawił na ich głowie.
W momencie, gdy amnezjatorka dołączyła do zespołu, ściągnięta tu po jakimś czasie, mieli tutaj już wstępnie zabezpieczone miejsce i mugoli pod kontrolą – to właściwie było pierwsze, co musieli tutaj zrobić, zebrać i ofiary i tych, którzy coś widzieli, żeby im się nie rozbiegli po miasteczku… Na szczęście rzecz działa się na uboczu, a nie w jego środku. I na całe szczęście obrażenia tej zaatakowanej dwójki wyglądały, jakby się pobili, a nie że działano na nich magią.
– Ach, Edith, dobrze cię widzieć – Victoria odwróciła się i rozpoznała Rookwood, witając się z nią. Z jej głosu nie dało się niczego wyczytać, choć wewnętrznie Lestrange była sfrustrowana, że niektórzy czarodzieje są tak kurewsko nieostrożni. Chyba że to była jakaś prowokacja mająca rozproszyć siły Ministerstwa. – Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze – dodała, a słysząc odpowiedź, skrzywiła się lekko. A więc i ona miała mnóstwo pracy. – Sprawa wygląda tak, że ci mugole o tam potrzebują, żeby ktoś wymazał im pamięć – zaczęła, wskazując kierunek. – A najlepiej to zmodyfikował pamięć tak, żeby myśleli, że pobili się z jakimś facetem, który próbował ich obrabować, a oni się bronili, albo… nie wiem, cokolwiek. Dwójka uczestniczyła w bójce, trójka widziała zajście. Niestety widzieli rzucanie czarów – dokończyła, choć to nie była cała historia.