04.09.2026, 19:13 ✶
Uśmiechnęła się potwierdzająco do Helloise, gdy ta spytała o podręcznik. Jednocześnie zanotowała sobie z tyłu głowy, aby na dniach zajrzeć do książek, które dalej przebywały w jej skrzyni podróżnej. Nie miała w zwyczaju pozbyć się starych książek, a te zazwyczaj i tak lądowały na strychu, więc odnalezienie ich raczej nie będzie wielkim problemem.
— To byłby najlepszy scenariusz — zgodziła się z Moną, wysłuchawszy komentarza swego ojca. — Szkoda, że większość wyznawców zagonionych pod ołtarz przez własny strach raczej nie będzie zbyt wiernych. Czy to wobec siebie nawzajem czy bogini Matki. Skoro są w stanie tak łatwo rozbudzić w sobie wiarę, to kto wie, czy nie mogliby się posunąć do czegoś bardziej… brutalnego, żeby tylko zabezpieczyć własne interesy.
Biorąc pod uwagę okoliczności całego tego zamieszania, to kto wie, może nowi członkowie społeczności byliby w stanie obrócić się przeciwko kapłanom oferującym im pocieszenie i wsparcie w trudnych chwilach? Mogliby zacząć żądać coraz więcej i więcej, począwszy od uwagi duchownych aż po wsparcie materialne. A kiedy i to przestałoby im wystarczać, może w ruch poszłyby nawet różdżki? Dziewczyna wzdrygnęła się na tę myśl.
— Raczej nie robią tego świadomie. To raczej kwestia ich wrodzonej ignorancji — odezwała się po chwili namysłu, zerkając na ciotkę Helloise. — Co mugole mogą wiedzieć o naszych wierzeniach? Pewnie ledwo znają się na własnej religii. Magię uznają co najwyżej za wymysł i bajkę dla dzieci, a mieliby pojąć boginię Matkę? — Pokręciła powoli głową. — Ich obojętność przynosi nam więcej szkód, bo niektórzy patrzą na nich z boku i wydaje im się, że mogą iść przez życie, nie bacząc na to co… boskie.
Zakończyła z lekkim wahaniem, przesuwając spojrzenie w bok, jakby nieco się speszyła własną pewnością siebie. Czy nie miała jednak racji? Wychodziła z założenie, że czarodzieje powinni szanować Matkę i oddawać jej cześć - spora część społeczności wychowywała się pośród magii od maleńkości, jak więc mogli po prostu ignorować to, że jakieś bóstwo nad nimi czuwało? Jak można było nie wierzyć, gdy jednocześnie miało się na podorędziu moc zdolną kształtować otaczający człowieka świat?
Kiedy drzwi do jadalni zostały uchylone, trzymany przez Helenę pucharek zawisł w powietrzu w połowie drogi między stołem a jej ustami. Dziewczyna mimowolnie odchyliła głowę, chcąc zobaczyć, kto też zdecydował się do nich połączyć. Wuja Garetha poznała tym razem po głosie niźli po ubraniu. Niejedna krawcowa od Rosierów dostałaby zawału na widok tej koszuli. Tutaj należało wprowadzić w życie solidne pranie, a nie zwykłe przetrzepanie.
— Dobrze cię widzieć. Jesteś pewien, że chcesz, żebyśmy pisali do Oslo, wuju? — rzuciła z lekkim uśmiechem, biorąc kilka małych łyczków wody, wplatając swoje powitanie między słowa pozdrowień od reszty krewnych. — Mogliby nie wytrzymać wylądowania pod ostrzałem ze strony tak wielu Rowle'ów…
— To byłby najlepszy scenariusz — zgodziła się z Moną, wysłuchawszy komentarza swego ojca. — Szkoda, że większość wyznawców zagonionych pod ołtarz przez własny strach raczej nie będzie zbyt wiernych. Czy to wobec siebie nawzajem czy bogini Matki. Skoro są w stanie tak łatwo rozbudzić w sobie wiarę, to kto wie, czy nie mogliby się posunąć do czegoś bardziej… brutalnego, żeby tylko zabezpieczyć własne interesy.
Biorąc pod uwagę okoliczności całego tego zamieszania, to kto wie, może nowi członkowie społeczności byliby w stanie obrócić się przeciwko kapłanom oferującym im pocieszenie i wsparcie w trudnych chwilach? Mogliby zacząć żądać coraz więcej i więcej, począwszy od uwagi duchownych aż po wsparcie materialne. A kiedy i to przestałoby im wystarczać, może w ruch poszłyby nawet różdżki? Dziewczyna wzdrygnęła się na tę myśl.
— Raczej nie robią tego świadomie. To raczej kwestia ich wrodzonej ignorancji — odezwała się po chwili namysłu, zerkając na ciotkę Helloise. — Co mugole mogą wiedzieć o naszych wierzeniach? Pewnie ledwo znają się na własnej religii. Magię uznają co najwyżej za wymysł i bajkę dla dzieci, a mieliby pojąć boginię Matkę? — Pokręciła powoli głową. — Ich obojętność przynosi nam więcej szkód, bo niektórzy patrzą na nich z boku i wydaje im się, że mogą iść przez życie, nie bacząc na to co… boskie.
Zakończyła z lekkim wahaniem, przesuwając spojrzenie w bok, jakby nieco się speszyła własną pewnością siebie. Czy nie miała jednak racji? Wychodziła z założenie, że czarodzieje powinni szanować Matkę i oddawać jej cześć - spora część społeczności wychowywała się pośród magii od maleńkości, jak więc mogli po prostu ignorować to, że jakieś bóstwo nad nimi czuwało? Jak można było nie wierzyć, gdy jednocześnie miało się na podorędziu moc zdolną kształtować otaczający człowieka świat?
Kiedy drzwi do jadalni zostały uchylone, trzymany przez Helenę pucharek zawisł w powietrzu w połowie drogi między stołem a jej ustami. Dziewczyna mimowolnie odchyliła głowę, chcąc zobaczyć, kto też zdecydował się do nich połączyć. Wuja Garetha poznała tym razem po głosie niźli po ubraniu. Niejedna krawcowa od Rosierów dostałaby zawału na widok tej koszuli. Tutaj należało wprowadzić w życie solidne pranie, a nie zwykłe przetrzepanie.
— Dobrze cię widzieć. Jesteś pewien, że chcesz, żebyśmy pisali do Oslo, wuju? — rzuciła z lekkim uśmiechem, biorąc kilka małych łyczków wody, wplatając swoje powitanie między słowa pozdrowień od reszty krewnych. — Mogliby nie wytrzymać wylądowania pod ostrzałem ze strony tak wielu Rowle'ów…