01.09.2026, 20:53 ✶
Od razu było widać, że „Dziupla” nie zamierzała tego wieczoru świecić pustkami, zrobiło to na mnie spore wrażenie, jeszcze zanim weszłyśmy do środka - już z daleka ostrzegłam tłum stojący przed wejściem, porozdzielany na mniejsze grupki, w których zebrani obok siebie ludzie oraz gobliny zawzięcie o czymś dyskutowali, i poczułam się wielce zainteresowana, jakkolwiek by to nie brzmiało w kontekście malutkich stworków, których dotyczył temat spotkania.
- Jakie oczekiwania? - Powtórzyłam, unosząc brwi. - Oczywiście, że jakieś miałam. Gdybym nie miała, nie wyciągałabym cię z domu w taką pogodę. - Zerknęłam po zatłoczonym wnętrzu, przekroczywszy próg lokalu. - Chciałam zobaczyć, o co właściwie chodzi. To chyba wystarczający powód, prawda? - Odparłam, po czym nachyliłam się trochę bliżej, by nie musieć się z nikim przekrzykiwać. Jej intensywne spojrzenie sprawiło, że przez chwilę patrzyłam wprost na nią, starając się nie sprawiać wrażenia przyłapanej na czymś podejrzanym.
- Nie patrz tak na mnie, bo jeszcze zacznę się zastanawiać, czy powinnam przyznać się do jakiegoś wielkiego sekretu. Francis może i był brzydki, ale nie gustuję w półgoblinach, ani nic takiego. To by była przesada. - Zachichotałam, po czym ruszyłam za nią w stronę stolika, najwyraźniej uznała zdobycie miejsca za zadanie wymagające pełnego zaangażowania, więc nie pozostawało mi nic innego, niż dać się jej przez ten tłum przeciągnąć za rękę. Zerknęłam jeszcze na potrąconego mężczyznę, po czym szybciutko ruszyłam dalej.
- Pree, on był całkiem duży, jak na swój rozmiar. Jak mogłaś go nie zauważyć? - Zasłoniłam usta dłonią, żeby nie wybuchnąć śmiechem, szczególnie że kilka osób znów się na nas obejrzało, oczywiście, wypowiedziałam to dokładnie w chwili, w której obie zdążyłyśmy już zwrócić na siebie uwagę, więc moja reakcja była spóźniona o dobrych kilka minut. Zdjęłam płaszcz i przewiesiłam go przez oparcie, po czym odstawiłam parasolkę tak, żeby nie przeszkadzała nikomu przechodzącemu obok, ale jednocześnie, by nikt mi jej nie ukradł - byłam już wystarczająco ululana, żeby nie zastanawiać się nad tym, jak absurdalnie poważnie traktowałyśmy kwestię przedmiotów osobistych w miejscu, w którym ludzie mieli za chwilę debatować o prawach całych grup społecznych. Zajęłam miejsce przy stoliku, po czym natychmiast sprawdziłam, czy portfel rzeczywiście znajdował się tam, gdzie powinien.
- O Merlinie, masz rację. Przy takim tłumie mogłabym nawet nie zauważyć, że ktoś mikry sięga mi do kieszeni. - Przysunęłam torbę bliżej siebie i położyłam ją na kolanach. - Myślisz, że wyglądamy na bogate? - Wbrew pozorom, nie było to pytanie podyktowane próżnością, lecz najprawdziwszą obawą o naszą własność - w końcu, kto tam wiedział, na jakiej kieszonkowcy wybierali swoje ofiary, zwłaszcza ci innej rasy.
- Jakie oczekiwania? - Powtórzyłam, unosząc brwi. - Oczywiście, że jakieś miałam. Gdybym nie miała, nie wyciągałabym cię z domu w taką pogodę. - Zerknęłam po zatłoczonym wnętrzu, przekroczywszy próg lokalu. - Chciałam zobaczyć, o co właściwie chodzi. To chyba wystarczający powód, prawda? - Odparłam, po czym nachyliłam się trochę bliżej, by nie musieć się z nikim przekrzykiwać. Jej intensywne spojrzenie sprawiło, że przez chwilę patrzyłam wprost na nią, starając się nie sprawiać wrażenia przyłapanej na czymś podejrzanym.
- Nie patrz tak na mnie, bo jeszcze zacznę się zastanawiać, czy powinnam przyznać się do jakiegoś wielkiego sekretu. Francis może i był brzydki, ale nie gustuję w półgoblinach, ani nic takiego. To by była przesada. - Zachichotałam, po czym ruszyłam za nią w stronę stolika, najwyraźniej uznała zdobycie miejsca za zadanie wymagające pełnego zaangażowania, więc nie pozostawało mi nic innego, niż dać się jej przez ten tłum przeciągnąć za rękę. Zerknęłam jeszcze na potrąconego mężczyznę, po czym szybciutko ruszyłam dalej.
- Pree, on był całkiem duży, jak na swój rozmiar. Jak mogłaś go nie zauważyć? - Zasłoniłam usta dłonią, żeby nie wybuchnąć śmiechem, szczególnie że kilka osób znów się na nas obejrzało, oczywiście, wypowiedziałam to dokładnie w chwili, w której obie zdążyłyśmy już zwrócić na siebie uwagę, więc moja reakcja była spóźniona o dobrych kilka minut. Zdjęłam płaszcz i przewiesiłam go przez oparcie, po czym odstawiłam parasolkę tak, żeby nie przeszkadzała nikomu przechodzącemu obok, ale jednocześnie, by nikt mi jej nie ukradł - byłam już wystarczająco ululana, żeby nie zastanawiać się nad tym, jak absurdalnie poważnie traktowałyśmy kwestię przedmiotów osobistych w miejscu, w którym ludzie mieli za chwilę debatować o prawach całych grup społecznych. Zajęłam miejsce przy stoliku, po czym natychmiast sprawdziłam, czy portfel rzeczywiście znajdował się tam, gdzie powinien.
- O Merlinie, masz rację. Przy takim tłumie mogłabym nawet nie zauważyć, że ktoś mikry sięga mi do kieszeni. - Przysunęłam torbę bliżej siebie i położyłam ją na kolanach. - Myślisz, że wyglądamy na bogate? - Wbrew pozorom, nie było to pytanie podyktowane próżnością, lecz najprawdziwszą obawą o naszą własność - w końcu, kto tam wiedział, na jakiej kieszonkowcy wybierali swoje ofiary, zwłaszcza ci innej rasy.