-"To zajmie tylko chwilę."
Wszyscy tak mówią, a potem trzeba stać nad nimi, paluszkiem wskazywać, elaboraty prawić, coby dostali wszystkich informacji, a żeby więcej pytań nie zadawali. Nie twierdziła, że mężczyzna jest taki jak inni klienci, którzy trafiali do jej sklepu. Wyglądał jej na raczej rzadkiego bywalca takich miejsc, a co za tym szło? Mała znajomość win. Dlatego też poniekąd chciała przejąć inicjatywę i przyspieszyć ten cały proces zakupu. Takie zagranie najczęściej oszczędzało jej i klientowi problemów, a prezentowała się jako kompetentna osoba.
Mówienie w liczbie mnogiej zazywczaj pokazywało grzeczność, a to że była sama na sklepie nie miało znaczenia. Przecież i tak musiała się tym wszystkim zająć, prawda? Jakby zaciągnęła siostrę do pomocy, to by nie było kłamstwem, że "zamykają". Prawda?
Wykazywała się tą samą kulturą i zachowaniem jak do innych, musiała być postawna i uprzejmna. W szczególności, jeśli nie chciała stracić klientów. Ludzie potrafią być niezwykle wredni i kąśliwi. Jak usłyszą pyskówkę, albo niemiłe słowa, krytykę (!) to potrafią rozsiewać przeokropne i przebrzydłe plotki. Pozbawienie się takiej wici złych słów nie jest proste, a Leroux nie miała na to zwyczajnie czasu. Chęci były, ale czasu brak.
- Och, to musi być wytrawne. Najlepiej komponować się będzie z mięsem, a zakładam że bez tego się nie obędzie - aż jej na samą myśl ślinka pociekła i musiała przełknąć dość porządnie ślinę. Ale by się objadła teraz takim dobrym mięsem gotowanym na rodzinnym winie... Momentalnie poczuła skręt żołądka i usłyszała ciche burczenie. No jeszcze tego brakowało, by zaraz na zamknięcie sklepu przy ostatnim kliencie jej brzuch postanowił zrobić przedstawienie.
Udała, że nic się nie stało i pakując ostrożnie, ale dość szybko wino do pudełka obróciła je kilka razy na stoliku i do tasiemki przyczepionej jako rączka do trzymania pakunku zaczepiła swoją wizytówkę.
- Rodzina się zjeżdża? A może... - pochyliła się lekko nad blatem - Kogoś ktoś przedstawia? - zapytała jak to ona, ciekawska. Choć nie liczyła na odpowiedź. Wyprostowała się i z niewinnym uśmieszkiem na twarzy podciągneła rękawy swetra obracając po chwili pudełko do mężczyzny. Na stół położyła notesik z klientami, dopisała kolejną pozycję (35) i uderzając piórem w papier lekko rytmicznie podniosła wzrok na jegomościa.
- Pana godność? - to nie był zwykły sklep. Żaden market, warzywniak, pasmanteria. Dla niej klienci byli cenni, a taka baza klientów jak notes była bardzo pożyteczna. Zwłaszcza jeśli chcieliby listownie otrzymać winko. Tak, zdarzało się, że ktoś sobie tego zażyczył.
- Czy chce Pan jakąś dedykację do tego? Życzenia? Czekoladki? - dopytywała w międzyczasie chowając niepotrzebne rzeczy do szuflad oraz szafek. Gdy już skończyła uśmiechnęła się do mężczyzny, a w oku mógł dostrzec błysk. Tajemniczy błysk, który mógł naprawde wiele rzeczy zapowiadać.
![[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif]](https://64.media.tumblr.com/d4bab35576fba738e9cf78dd6db5d8fd/6bd161ad1f6bb8b6-9d/s400x600/18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif)
![[Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]](https://64.media.tumblr.com/f03ceae5b7f418226c4946734bb00164/6bd161ad1f6bb8b6-3d/s400x600/036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif)
– all my demons reappear –