31.08.2026, 23:15 ✶
Jasne - zdarzało mi się wymiotować, zdarzało mi się też widzieć ludzi wymiotujących, zdarzało mi się nawet znaleźć w sytuacjach, w których normalny człowiek powinien był natychmiast zwrócić całą zawartość swojego żołądka, ale żeby ktoś najpierw zwymiotował na mnie, a potem żebym ja zwymiotował na niego, tego jeszcze nie miałem w swoim życiorysie. Ciężkie trepy miały przynajmniej tę przewagę, że znosiły podobne sytuacje zdecydowanie lepiej niż jej trampki, więc jeśli już mieliśmy urządzać sobie wymiotny pojedynek, przynajmniej wybrałem obuwie przygotowane do walki. Przesunąłem spojrzenie na las, który wyglądał dokładnie tak samo ponuro i nieprzyjaźnie, jak przed naszym przybyciem, co w tej chwili wydawało mi się wręcz obraźliwe - człowiek mógł zwymiotować na buty koleżanki, koleżanka mogła zwymiotować na jego buty, a przeklęty Las Wisielców nawet nie raczył zrobić niczego interesującego w odpowiedzi.
- Mhmm. - Odpowiedziałem, wyjątkowo darując sobie porównanie Wood do plemnika. Nie miałem w tej chwili ani siły, ani odpowiedniej ilości tlenu w płucach, żeby komentować jej poczynania, ale kiedy strumień wody przesunął się z trampek na mój trep, zerknąłem w dół i posłałem jej krótkie, wdzięczne spojrzenie, kiwnąłem przy tym głową, milcząco przyjmując tę przysługę, bo naprawdę nie miałem ochoty wygłaszać podziękowań zgięty nad ziemią, z twarzą nadal pozbawioną zdrowego koloru. Odchrząknąłem, prostując się tylko odrobinę bardziej niż na początku - wziąłem ostrożny wdech przez usta, potem jeszcze jeden i dopiero kiedy żadne z tych działań nie zakończyło się kolejną katastrofą, pozwoliłem sobie spojrzeć na Heather spod przymrużonych powiek, z nieco bardziej naturalnej wysokości i nieco przytomniej. -Szyję. Nie jestem pewien, czy to stan, któly powinienem utszymywaś za wszelką cenę, ale nie zamieszam zdychaś… - Uśmiechnąłem się krzywo, chociaż sam nie byłem pewien, czy na ten moment bardziej bawiła mnie ta sytuacja, czy po prostu mój organizm zaczął powoli odzyskiwać zdolność do funkcjonowania. Przez moment stałem z rękami opartymi na biodrach, próbując przekonać własny żołądek, że przedstawienie dobiegło końca i naprawdę nie było potrzeby urządzać bisu, poprawiłem ręką ubranie, przeczesałem palcami włosy i spojrzałem w kierunku tego, co przyniosła, kiedy wspomniała o Francji oraz o czymś, co dla mnie miała.
- A nie masz tam mose coś mocniejszego, czym mógłbym sobie pszepłukaś lyja? - Nie próbowałem tego ukryć - poczułem coś w rodzaju ukierunkowanego zainteresowania rzeczonymi suwenirami, bo nie spodziewałem się żadnego prezentu, zwłaszcza po tak absurdalnym początku naszego spotkania - tym byłbym bardzo, ale to bardzo zainteresowany. Nie miałem pojęcia, co właściwie Francuzi wciskali ludziom do plecaków na pamiątkę i nie zamierzałem zgadywać, na tym etapie naprawdę nie planowałem być wybredny.
- Mhmm. - Odpowiedziałem, wyjątkowo darując sobie porównanie Wood do plemnika. Nie miałem w tej chwili ani siły, ani odpowiedniej ilości tlenu w płucach, żeby komentować jej poczynania, ale kiedy strumień wody przesunął się z trampek na mój trep, zerknąłem w dół i posłałem jej krótkie, wdzięczne spojrzenie, kiwnąłem przy tym głową, milcząco przyjmując tę przysługę, bo naprawdę nie miałem ochoty wygłaszać podziękowań zgięty nad ziemią, z twarzą nadal pozbawioną zdrowego koloru. Odchrząknąłem, prostując się tylko odrobinę bardziej niż na początku - wziąłem ostrożny wdech przez usta, potem jeszcze jeden i dopiero kiedy żadne z tych działań nie zakończyło się kolejną katastrofą, pozwoliłem sobie spojrzeć na Heather spod przymrużonych powiek, z nieco bardziej naturalnej wysokości i nieco przytomniej. -Szyję. Nie jestem pewien, czy to stan, któly powinienem utszymywaś za wszelką cenę, ale nie zamieszam zdychaś… - Uśmiechnąłem się krzywo, chociaż sam nie byłem pewien, czy na ten moment bardziej bawiła mnie ta sytuacja, czy po prostu mój organizm zaczął powoli odzyskiwać zdolność do funkcjonowania. Przez moment stałem z rękami opartymi na biodrach, próbując przekonać własny żołądek, że przedstawienie dobiegło końca i naprawdę nie było potrzeby urządzać bisu, poprawiłem ręką ubranie, przeczesałem palcami włosy i spojrzałem w kierunku tego, co przyniosła, kiedy wspomniała o Francji oraz o czymś, co dla mnie miała.
- A nie masz tam mose coś mocniejszego, czym mógłbym sobie pszepłukaś lyja? - Nie próbowałem tego ukryć - poczułem coś w rodzaju ukierunkowanego zainteresowania rzeczonymi suwenirami, bo nie spodziewałem się żadnego prezentu, zwłaszcza po tak absurdalnym początku naszego spotkania - tym byłbym bardzo, ale to bardzo zainteresowany. Nie miałem pojęcia, co właściwie Francuzi wciskali ludziom do plecaków na pamiątkę i nie zamierzałem zgadywać, na tym etapie naprawdę nie planowałem być wybredny.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)