Nie robiła tego po złości. To nie tak, że chciała przeszkodzić swojemu kumplowi w czymkolwiek, zaskoczyć go, czy coś. Nie do końca panowała nad tym w jaki sposób się tutaj znalazła. Tak właściwie to chyba nie miała okazji wspomnieć mu jeszcze tego, że w jej przypadku zazwyczaj wyglądało to podobnie. Ruda była gwiazdą, ale na miotle, kiedy chodziło o teleportację… cóż wolała, aby nikt nie widział jej w akcji, bo to było uwłaczające. Korzystała z tego środka transportu tylko wtedy, gdy nie miała innych opcji, czyli tak jak dzisiaj - gdy przespała cały dzień, a czas ją naglił, to nigdy, ale to nigdy nie był jej pierwszy wybór.
Gdy znalazła się na miejscu poczuła, że to nie był dobry pomysł (to nigdy nie był dobry pomysł), ale czasem udawało jej się jakimś cudem uniknąć upokorzenia. Dzisiaj niestety wszystko poszło nie tak, jakby chciała, co za wstyd, że akurat przed nim musiała się pokazać w taki sposób - naprawdę zależało jej na opinii swojego nowego kumpla. Zbladła, później zzieleniała, złapała się za brzuch, próbowała oddychać na spokojnie - ale to nic nie dało. Przy jednym z kolejnych wdechów to po prostu się stało, zawartość jej żołądka postanowiła pojawić się na zewnątrz, zwymiotowała - prosto na jego but. Miał ogromne szczęście, bo widziała, że domyślał się, że mogło się to tak skończyć, dość szybko jeden z jego butów zmienił swoja lokalizację, na drugi było jednak zbyt późno.
- Nie jestem stara… - Powiedziała bardzo cicho, nadal była zgięta w pół. Musiała na spokojnie się podnieść. Było jej już jednak trochę lepiej, trudno, żeby nie było skoro pozbyła się zawartości swojego żołądka. Zaczynała nabierać kolorów, postanowiła podjąć pierwszą próbę - zaczęła się prostować.
Niczego nieświadoma Heather próbowała się wyprostować, w tym samym czasie Benjy przeżywał to samo, co ona jeszcze przed chwilą. W przeciwieństwie do mężczyzny ona jednak nie spodziewała się tego, że ten może załatwić jej obuwie. Kogo jak kogo, ale jego nigdy nie podejrzewałaby o jakiekolwiek problemy z teleportacją, czy wrażliwość na wymioty innych osób, był przecież taki potężny i nieustraszony - najwyraźniej jednak nikt nie był wystarczająco silny, aby obojętnie podchodzić do obrzygania butów. Nie zdążyła zrobić kroku w tył, zaczęła się prostować i widzieć cokolwiek poza swoimi butami w momencie, w którym jej kumpel nachylał się i wymiotował na jej buty. Fantastycznie, naprawdę niesamowicie. - Ja pierdole, kurwa, co jest… - Nie spoglądała w dół, wolała tego nie robić, bo obawiała się, że znowu zwróci na niego zawartość swojego żołądka, sam dźwięk wystarczył, aby znowu jej się zacisnął. Co to był za pojebany dzień…
Odsunęła się o krok, skrzywiła się przy tym, starała się nie oddychać, żeby nie poczuć tej charakterystycznej woni.