– To bardzo intuicyjne, co mówisz, ale, prawdę mówiąc, trafiłeś w sedno. Zastanawiałam się dużo nad Polaną Ognisk, nad kręgiem ze świateł, pamiętasz go? – zapytała Atreusa i zawiesiła się na moment nad filiżanką z kawą. – Wydawało mi się, że słyszałam coś o jakichś kamieniach*, ale prawdę mówiąc, to już trochę nie wiem, czy faktycznie coś takiego usłyszałam, czy sobie coś ubzdurałam, ale w kowenie pozwolili mi na dostęp do swojej biblioteki, więc na początku miesiąca poszłam tam trochę poszperać – odłożyła na moment filiżankę na biurko Anthonego i przygryzła usta. – Nie znalazłam nic na temat świateł, ale o kręgach z kamienia** już owszem. W jaki sposób wybierano miejsca, w których układano kręgi z kamienia to zagadka, natomiast cel tego działania jest bezsprzeczny: chciano objąć… hmm zamknąć księżyc w pełni jak w jakiejś ramce – machnęła tutaj dłońmi w powietrzu, wytyczając krąg, jakby sama próbowała wyrysować okrąg wokół księżyca na niebie. – Jakby to były… drzwi. Żeby gdzieś wejść? Żeby skądś wyjść? Żeby coś mogło przejść? To też nigdzie nie jest zapisane, jakby dla starożytnych cel był oczywisty i nie trzeba tego było nigdzie notować, ale zatarło się gdzieś przez setki lat… Kamienie ustawiano w kręgi i rysowano na nich symbole. Minimum pięć kamieni, jak pięć świateł na Polanie Ognisk, ułożonych w okrąg – dodała, ale jeśli mężczyźni myśleli, że na tym skończyła swój wywód, no to się mylili. – I teraz mamy istniejące już kromlechy, czyli kręgi zbudowane z kamieni. Stonehenge – tu kiwnęła w stronę Atreusa. – Polana Ognisk w Dolinie Godryka. Avebury, Siedem Sióstr… I kilka innych. Sprawdziłam, czy podczas ostatnich sabatów mieliśmy księżyc w pełni, ale nie. Pełnia była kilka dni przed Beltane, kolejna najbliższa jest dzień po Mabon… Kolejna przy Yule. W jakiś sposób musieli wybierać te miejsca, może łatwiej koncentrują magię? Nie wiem. Może kamienie jakoś przechowują tę magię? – te dwa ostatnie zdania to już były czyste przypuszczenia, połączone z tego, co wyczytała w księgach i z teorią Atreusa. Ale… jakoś to się spajało w całość. W każdym razie nie: Stonehenge nie było wybrane przypadkowo. Było wybrane bardzo celowo i to nie przez Isobell, a przez ludzi żyjących setki lat temu – ona z tego jedynie korzystała. Jako z miejsca kultu, miejsca mocy, miejsca… w którym chciano objąć księżyc…
Panią Księżyca.
– Niestety nie wiem. Ciotka powiedziała mi tylko, że to już raz miało miejsce i zapytała mnie, czy znowu są na Polanie Ognisk – przyznała z pewnym zrezygnowaniem. – Dlatego chcę na własne oczy zobaczyć, co tam się dzieje. I czy tam są. Bo Niewymowni to chyba nabrali wody w usta. Harper dokładnie zna moją motywację i napisała do nich w moim imieniu – powiedziała, na ten moment nie wiedząc nic więcej, bo była zwyczajnie w kropce. Widmo tego, że jeśli nie rozwiążą tej zagadki, to będą musieli wszystkie czarne róże wyciąć, by potencjalnie nie zagroziły innym roślinom i elfom, męczyło Victorię bardziej, niż chciałaby to przyznać.
– Czarownica z Egiptu – nekromantka – również uważała, że gdyby ta energia miała nam coś zrobić, to już by to nastąpiło – ale nie zamierzała tej energii oddać ot tak, nawet za cenę anomalii w Anglii, bo była pewną przewagą. Voldemort w końcu swojej oddawać nie zamierzał. A podczas Spalonej Nocy widzieli dokładnie, do czego był zdolny. – To nie jest balast – powiedziała po chwili, jakby w odpowiedzi na słowa Anthonego. – Ale jest to też coś, co badać należy bardzo ostrożnie – poza tym… no było im zimno, a to doskwierało przynajmniej Victorii, chociaż nie uskarżała się na to na głos. – Jaka dziwaczna wiedźma od Trelawneyów?
* https://secretsoflondon.pl/showthread.ph...0#pid58170
** https://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=4686