• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[14.09.1972] Get in the water

[14.09.1972] Get in the water
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wróżbitka, wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#12
23.08.2026, 15:09  ✶  
Odkąd wróciła do pokoju - milczał.
Nie wiedziała czy powinna się z tego cieszyć, bo wcześniej słyszała zza drzwi jak mówi ładnie do Nemo. A to było miłe. Nie spodziewała się po nim takiego głosu. Przyjemnego, ciepłego, zupełnie innego niż ten, którym zwracał się do niej nad jeziorem.
Ale ta cisza nie była tak ciężką jak inne, które znała. Wiele było rodzajów ciszy. Las Wisielców często tonął w ciszy, gdy nawet dusze tych, którzy odeszli tylko ciałem snuły się bez słów pomiędzy drzewami. W jeziorze panowała cisza; tłumiło każdy jeden dźwięk, zupełnie jakby tafla wody wyznaczała niepisaną granicę przeróżnych światów. Pod wodą nie miała z kim rozmawiać.
Cisza po śmierci ojca była najgorsza. Trwała już bardzo długo. Co było nawet zabawne, bo przez pierwsze tygodnie dom wcale nie był cichy. Sąsiadki przychodziły niemal codziennie. Przynosiły jedzenie, siedziały z nią długo czasem całymi nocami, zawsze mówiły mile o ojcu, który nie stronił od pomocy. Ich głosy wypełniały dom. Potem zaczęły przychodzić rzadziej.
Aż któregoś dnia nie przyszła żadna. I po ich głosach również pozostała cisza. Mantry dochodziły z głośników starego gramofonu, trzaskając pomiędzy słowami, gdy igła przeskakiwała na zniszczonych fragmentach nagrania. Czasem brała flet i grała tak długo, aż bolały ją palce.
Nic nie pomagało.Muzyka była tylko muzyką, kiedy nie było nikogo, kto mógł jej słuchać.
Teraz przynajmniej sam dom nie był cichy - ogień trzaskał w kominku, stara podłoga zgrzytała przy każdym kroku, Nemo wzdychał ciężko całkiem życiem ukontentowany.
Ale w tym wszystkim był Alexander, a ona nie potrafiła powiedzieć czy tu w ogóle pasował. Nie był nikim z okolic. Nie urodził się tutaj. Był obcy.

Może powinna była go o coś zapytać? Ale o co? Czy boli? Na pewno bolało, prawie się utopił. Co za głupie pytanie. Czy czegoś potrzebujesz? A może herbata była zbyt mocna? Może jednak chciał się położyć? A może wcale nie chciał tu być, ale był zbyt uprzejmy, by po prostu wstać i wyjść?
Czy chcesz zostać?
To pytanie wydało jej się naraz zbyt trudne.
Mógł zostać jeśli potrzebował. Mógł też odejść, kiedy poczuje się lepiej. Nie chciała go zatrzymywać. Nie należało go zatrzymywać.

Paź mieczy.
Więc też był wróżbitą. Oczy jej pojaśniały. Nie spotkała wcześniej nikogo sobie podobnego. Przez chwilę ciężko było jej powstrzymać ekscytację. Wiedziała, że uzdolnionych w sztuce dywinacji nie brakowało, ba, niektórzy pisali nawet do gazet! Ale spotkać tak na żywo? Nigdy. Ciekawe czy wróżył tylko z kart. A może tak jak ona preferował lustra? Zawsze były jej najbliższe, nie trzeba było ich o nic pytać, wystarczyło spoglądać. Sięgały dalej niż słowa. Dalej niż myśli. A może znał inne, bardziej “tutejsze” metody? Może mógłby ją nauczyć… Och. Wpatrywała się z nieskrywaną mieszanką zaskoczenia i radości w kartę, po czym… spuściła grzecznie wzrok. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że nieznajomy, który trzymał w dłoniach tarota, był tym samym człowiekiem, którego dopiero co wyciągnęła z głębiny. Był ranny, zmęczony i na pewno zziębnięty. Nawet ogień niewiele pomagał na zimne wietrzysko, które przedostawało się do środka przez wybite okna. Nie należało go teraz zadręczać pytaniami o sztukę, którą tak kochała. Powinien był odpocząć.
Paź mieczy był dobrą kartą.
Jego znaczenie było oczywiste. Ciekawość. Czujność. Zrozumienie świata.
Ale wiedziała, że nie jest paziem. Nie była wcale tak bystra, tak spostrzegawcza czy bardzo bardzo mądra. A taki powinien być paź. Nie chcąc sprawiać Alexandrowi przykrości, który pewnie po prostu się pomylił (to zdarzało się nawet najlepszym!) po prostu posłała w jego stronę niepewny uśmiech.
Nie spojrzała więcej na kartę.
Nie patrzyła też i na mężczyznę, gdy wreszcie ściągnął przemoczoną koszulę. Widać, że poważna mina pomogła, bo zaraz przestał się wykłócać, że nie trzeba. Bo właśnie trzeba - już wystarczająco złego wyrządziła jego kąpiel w jeziorze. Jeszcze brakowało, żeby się przeziębił. To o jeden krok od zapalenia płuc, albo i czego gorszego.
Złagodniała.
No dobrze, może zerknęła ukradkiem, ale tylko raz! Chciała się upewnić, że kutra dobrze leży i nie będzie go uwierać. Mogła przecież znaleźć coś innego. Ojciec był podobnego wzrostu. Naprawdę mu się w żaden niestosowny sposób nie przyglądała, bogowie jej świadkami. Przypadkiem tylko złapała jego spojrzenie. Na policzkach od razu wykwitł rumieniec zawstydzenia. Przyłapał ją na patrzeniu jak jakąś głupią gąskę! Więc potrząsnęła lekko głową i machnęła ręką w geście “no już, już”. Pasował mu ten zielony kolor.
Zabrzęczały metalowe bransoletki, wygrywając swoją własną melodię.

Jahnavi przysiadła w końcu na kocu, oddzielając się od czarodzieja całą potężną masą jaką był Kapitan Nemo. Pies natychmiast okręcił się tak, by móc oprzeć łeb o swoją właścicielkę, zachwycony oferowaną bliskością. Od czasu tego okropnego pożaru spędzała na dnie jeziora zdecydowanie więcej czasu niż się to Nemo podobało. Nawet jeśli czasem czarowała wielką bańkę wokół jego głowy, tak że mógł łazić przez jakiś czas po dnie, to głupie druzgotki zawsze ciągały go za ogon! Tego się psu nie powinno robić, o nie nie. Radował więc psa fakt, że miał Panią przy sobie w dodatku w ciepełku kominka.
Wciąż pamiętała jego oburzone spojrzenie, gdy ostatnim razem próbował pod wodą szczeknąć. Zamiast tego wypuścił z pyska kilka wielkich bąbelków, które uciekły ku powietrzni. Nemo wyglądał - i z pewnością czuł się - wówczas jakby zdradził go absolutnie cały świat.
Dziewczyna podciągnęła jedno kolano pod brodę, przez chwilę o wiele bardziej zainteresowana zapinaniem na kostce bransoletki niż swoim gościem. Chciała dać mu przestrzeń. Przynajmniej próbowała udawać, że tak właśnie jest. Jej dłonie, podobnie jak stopy pokryte finezyjnymi wzorami z czerwonej henny, wciąż jeszcze drżały. Nie potrafiła ich opanować. Lęk nie ustępował. Nie mogła dopuścić do siebie strachu. W jeziorze nie miała na to czasu. Ale nie mogła Alexandrowi nie pomóc. Nieważnym było co zrobił później, gdy zdołała wyciągnąć go na brzeg. Ale ciało nie zapomniało. Umysł nie zapomniał. Nieznajomy siedział na wyciągnięcie ręki. Wciąż mógł ją skrzywdzić. W jej własnym domu.
Każdy kolejny ruch był uporczywą walką z samą sobą.
Wplotła palce w miękkie futro Kapitana. Przynajmniej jego miała do ochrony.

Zauważyła, że Alexander ostatecznie wypił eliksir. Chociaż tyle. Rany powinny powoli zacząć się goić, a siły wracać. Nie musiał spać jeśli nie chciał. Może i on nie czuł się bezpiecznie? Nic by mu przecież nie zrobiła. Oczywiście - nie wiedział tego. Skąd mógłby wiedzieć?
Sięgnęła po wilgotną koszulę, którą zrzucił z barków. Może nie powinna dotykać jego rzeczy, ale była brudna. I podarta, jak to zdołała ocenić po chwili oglądania materiału. Musiał zahaczyć się o jeden z kamieni. Pokazała mu dziurę, po czym ostrożnie wskazała na siebie. Naprawię. Jak tylko znajdzie gdzieś swoje przybory krawieckie. Może nie była tak wspaniałą krawcową jak ci wszyscy Raspierowie… Nie, Rozzierowie? Jakoś tak? Jak ci, których reklamy widziała czasem w Proroku. O jakie piękne szaty oni potrafili wyrabiać.
Ona potrafiła, ale tylko troszkę. W wolnych chwilach uczyła się różnych zaklęć krawieckich, ale trudna to była sztuka. Nie mniej, taka dziura wcale problemem nie była.
Skinęła głową w stronę szklanek z herbatą.
Zaraz mu wszystko wystygnie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (6176), Jahnavi Pandit (6449)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 16.01.2026, 14:26
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 04.02.2026, 20:19
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 18.03.2026, 22:54
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 19.03.2026, 09:22
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 05.04.2026, 10:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 06.04.2026, 16:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 12.04.2026, 09:03
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 19.04.2026, 19:47
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 15.05.2026, 20:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 17.05.2026, 21:10
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 04.08.2026, 20:36
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 23.08.2026, 15:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa