Victoria była po prostu perfekcjonistką na każdym polu. I do tego pedantką, która potrafiła strzepywać z ubrań nieistniejący kurz, lub wygładzać cos, co wcale nie jest zagniecione. Po prostu wszystko musiało być idealnie, nie zadowalała się półśrodkami, a jej rodzina akurat tę cechę jej charakteru podsycała przez całe życie. Przecież Victoria również musiała być idealna. Na pewien sposób ta presja ją przytłaczała, pomimo tego, że robiła co mogła, byle tylko sprostać oczekiwaniom rodziny. I paradoksalnie rozwinęła skrzydła, gdy się rodzinie postawiła. Nadal wszystko musiało być idealnie, ale gdy w pełni kontrolę nad wizją idealności miała ona, to jakoś tak mocno nie przytłaczało, nawet jeśli nikt jej już nie wyznaczał kierunku i musiała (i właściwie to chciała) w pełni polegać tylko na sobie.
– Ciągle mam przed oczami jak się paskudnie uśmiecha i pełznie po moim łóżku – Victoria skrzywiła się wyraźnie i nawinęła kosmyk długich ciemnych włosów na palec. Luna w tym czasie mruczała w najlepsze, najwyraźniej niezrażona tym, że Chris, którego postanowiła obdarzyć swoją atencją i jej puszystą mością, wcale jej nie głaszcze, tylko wgapia się w jakieś kartki. Po chwili, gdy już blondyn wyciągnął swój rysunek i położył go obok tych, które przyniosła mu ona, nachyliła się trochę nad stolikiem i przysunęła do siebie te przedstawiające „mugola” do porównania. To znaczy już w sobotę, gdy o tym rozmawiali, była przekonana, że to ten sam gość, ale teraz, gdy porównywali oba rysunki, mieli chyba stuprocentową pewność. – Taak… To on – mruknęła, nadal bezwiednie bawiąc się włosami, gdy tak patrzyła na rysunek, który do tej pory trzymała w pracy, a następnie na ten kreślony ręką Chrisa. A potem spojrzała na niego. Nie chciała go dobijać, na Merlina, wręcz przeciwnie. Ale bardzo też chciała, żeby był uważny, zwłaszcza w tych niespokojnych czasach. – Mam nadzieję, że to tylko przypadek… Ale gdybyś jakimś cudem w przyszłości czuł, że jesteś obserwowany, to kogoś poinformuj. Tak na wszelki wypadek – ale nie mogła się pozbyć wrażenia, że „mugol” faktycznie przepędził tego drugiego. Może zwietrzył wtedy lepszą ofiarę… I oby już sobie więcej o nim nie przypomniał, bo nie chciała dla niego tego, co sama wtedy przeżywała.
Odłożyła rysunki na stół i wtedy wpatrzyła się podejrzliwie w imbryk, i aż zmarszczyła brwi, bo wydawało jej się, że ta pokrywka podskoczyła. Był to zestaw, który kupiła wczoraj; gdy wyszli z kawiarni po śniadaniu i akurat spojrzała przez witrynę sklepu z antykami i jakoś tak… pomyślała, ze sobie weźmie, chociaż miała już w domu zestaw do herbaty, to żeby mieć coś dla odmiany…
Tylko czemu do licha ciężkiego pokrywka podskakiwała?
Victoria zmarszczyła ciemne brwi, a pokrywka na jej oczach (i oczach Chrisa) podskoczyła raz jeszcze, na jakieś pół stopy do góry, czym przykuła również uwagę obu kotów, których główki śledziły jej lot zupełnie tak samo, jakby oglądały mecz Quidditcha. A gdy pokrywka wróciła na miejsce, podskakiwać zaczął cały imbryk.
– Co do… – wymamrotała, aż zsunęła się ze swojego fotela, i teraz wsadziła dłoń do strategicznej kieszeni na swojej sukience, żeby wydobyć z niej swoją różdżkę.