22.08.2026, 14:45 ✶
Christopher był perfekcjonistą, jeśli szło o projekty, i lubił kiedy wszystko wokół było ładne, ale nie poruszało go zwykle to, co zwano „artystycznym nieładem”: Victoria najwyraźniej musiała mieć natomiast wszystko poukładane absolutnie idealnie, i nie mogła wciąż odnaleźć właściwej wizji. Początkowo zerkał na nią co jakiś czas, gdy się tak podrywała, przestawić donice i bogowie co jeszcze, ale dość szybko skupił się na przyniesionych mu rysunkach.
Nieuważnie przesunął dłonią po głowie Luny, która zapewne wybrała jego kolana, bo w przeciwieństwie do Victorii siedział teraz bardzo statycznie, ale tak naprawdę małą uwagę zwracał na kota. Spojrzenie, niemalże gniewne, utkwił w szkicu przedstawiającym mugola ze strzelbą.
Tylko oczywiście to nie był żaden mugol. Mugole nie przechadzają się po snach czarodziejów.
Inna sprawa że zazwyczaj nie robili tego także czarodzieje.
Oderwał od nich wzrok dopiero, gdy Victoria usiadła i przeprosiła za to całe przestawianie, wyrwany na moment z rozmyślania o tamtym śnie sprzed ponad roku, o którym przecież dawno zdążył zapomnieć… i na pewno nie pamiętałby, gdyby słowa Lestrange mu o nim nie przypomniały.
– Nie szkodzi. Ten mi nikogo nie przypomina, chociaż to paskudny gość. Powinni go zakuć w żelazną maskę i zamknąć w Bastylii, od razu widać, że jest podejrzany – ogłosił w końcu, stukając palcem w wizerunek człowieka, który zaatakował Victorię w snach. – Za to ten? Jestem całkowicie pewny, że to na niego wpadłem. Twarz mógłbym zapomnieć, ale strój się zgadza, poza tym…
Tu urwał i pochylił się, by wydobyć nieco pomięty i przybrudzony szkic, który sporządził po tamtym śnie i znalazł wreszcie na dnie szuflady. Nie był identyczny z tym, który ona przyniosła, ale różnice wynikały zapewne trochę po prostu z różnicy stylu malowania – w końcu Chris nie był policyjnym rysownikiem – a trochę z tym, że tworzył obrazek nie na podstawie opisu, a własnego snu. I z pewnością jeden przypominał drugi.
– Widać, że to ta sama osoba – powiedział, zapadając się głębiej w fotel, jakiś taki zrezygnowany, bo co teraz? Czy miał się tym przejmować po takim czasie? I tym, że Ministerstwo nic nie robiło?
Pokrywka imbryka stojącego na stoliku pomiędzy filiżankami podskoczyła, raz, drugi, trzeci, ściągając na siebie spojrzenie jasnych oczu Christophera.
Nieuważnie przesunął dłonią po głowie Luny, która zapewne wybrała jego kolana, bo w przeciwieństwie do Victorii siedział teraz bardzo statycznie, ale tak naprawdę małą uwagę zwracał na kota. Spojrzenie, niemalże gniewne, utkwił w szkicu przedstawiającym mugola ze strzelbą.
Tylko oczywiście to nie był żaden mugol. Mugole nie przechadzają się po snach czarodziejów.
Inna sprawa że zazwyczaj nie robili tego także czarodzieje.
Oderwał od nich wzrok dopiero, gdy Victoria usiadła i przeprosiła za to całe przestawianie, wyrwany na moment z rozmyślania o tamtym śnie sprzed ponad roku, o którym przecież dawno zdążył zapomnieć… i na pewno nie pamiętałby, gdyby słowa Lestrange mu o nim nie przypomniały.
– Nie szkodzi. Ten mi nikogo nie przypomina, chociaż to paskudny gość. Powinni go zakuć w żelazną maskę i zamknąć w Bastylii, od razu widać, że jest podejrzany – ogłosił w końcu, stukając palcem w wizerunek człowieka, który zaatakował Victorię w snach. – Za to ten? Jestem całkowicie pewny, że to na niego wpadłem. Twarz mógłbym zapomnieć, ale strój się zgadza, poza tym…
Tu urwał i pochylił się, by wydobyć nieco pomięty i przybrudzony szkic, który sporządził po tamtym śnie i znalazł wreszcie na dnie szuflady. Nie był identyczny z tym, który ona przyniosła, ale różnice wynikały zapewne trochę po prostu z różnicy stylu malowania – w końcu Chris nie był policyjnym rysownikiem – a trochę z tym, że tworzył obrazek nie na podstawie opisu, a własnego snu. I z pewnością jeden przypominał drugi.
– Widać, że to ta sama osoba – powiedział, zapadając się głębiej w fotel, jakiś taki zrezygnowany, bo co teraz? Czy miał się tym przejmować po takim czasie? I tym, że Ministerstwo nic nie robiło?
Pokrywka imbryka stojącego na stoliku pomiędzy filiżankami podskoczyła, raz, drugi, trzeci, ściągając na siebie spojrzenie jasnych oczu Christophera.