Nie wypadało się spóźniać, tego nauczyła ją mama, a życie tylko przypieczętowało. To było okropnie nieeleganckie, żeby nie patrzeć na zegarek i Lyssa zwykła patrzeć krzywo na te wszystkie swoje koleżanki, które uważały że świat na nie poczeka. Niby nie były w błędzie, bo wyglądanie pięknie i ładnie było przywilejem kobiet, ale niektórym nie trzeba było kazać czekać żeby ich testować. Bo Lyssa wiedziała, że Caius był poczekał.
Uśmiechnęła się delikatnie, na sprezentowane przez niego powitanie. Oto bowiem był dżentelmen, a nie chłop z robolskim podejściem, że zabranie dziewczyny do najgorszego miejsca na świecie, do którego sama nigdy by nie poszła, będzie w stanie zrobić jej dzień. Ujęła go więc pod rękę z największą przyjemnością, ruszając razem z nim do tego tajemniczego miejsca.
— No dobrze, zachowaj te swoje sekrety — wymruczała w odpowiedzi, teatralnie wywracając na niego oczami, ale fakt że nie zanosiło się na dalekie podróże, sprawiał że miała parę swoich typów, gdzie mógł ją ciągnąć. — Powinieneś — przytaknęła, gryząc się w język, żeby przypadkiem nie zbyć jego przeprosin i nie powiedzieć, że nic nie szkodzi. Na takie wielkie gesty było jeszcze za wcześnie. — Ale spokojnie, dzisiaj będziesz miał chwilę, by mi wszystko ładnie wytłumaczyć — stwierdziła łaskawie, klepiąc go dłonią po ramieniu. — Oh, Caiusie. Dziękuję, ale cóż mogę powiedzieć, chyba takiego talentu Londyn nie mógł ignorować już dłużej — zachichotała rozbawiona, a potem uniosła spojrzenie nieco wyżej, bo stanęli właśnie przed drzwiami wejściowymi do Zorzy. Przez chwilę taksowała spojrzeniem fasadę budynku, aż wreszcie zerknęła na Burke przelotnie. — Wybrałeś bardzo dobre miejsce — pochwaliła go, zanurzając się we wnętrzu restauracji, kiedy ten otworzył przed nią drzwi.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.