—27/09/1972—
Odpowiedź Mirabelli Abbott na ten list.
Szanowny Panie Lestrange,
z wielką przykrością donoszę, że badania nad tą przedziwną rośliną zostały wstrzymane w skutek zniknięcia podczas zamieszania Spalonej Nocy obu egzemplaczy. O ile nasza siedziba w Kent nie uległa zniszczeniu, o tyle chaos który nastąpił tamtej pamiętnej nocy został wykorzystany paskudnie przez jakiegoś złodzieja. Martwię się, że nie będzie w stanie zapewnić mandragorom odpowiednich warunków i rośliny zginą nim w pełni ujawnią swój potencjał. Poszukiwania trwają, śledztwo jednak nie przynosi jak dotąd wymiernych efektów, aczkolwiek pańska krewna aurorka Victoria Lestrange obiecała nam osobiście zająć się tą sprawą.
Tymczasem jeśli chodzi o właściwości lecznicze - badania, które nad nią prowadziliśmy były w fazie początkowej i żaden z członków Towarzystwa nie zdecydował się na rozpatrywanie jej właściwości w dziedzinie medycznej. Z pozoru roślina ta poza gargantuicznym rozmiarem nie różniła się od oryginalnej mandragory, którą eksportujemy z północnej Afryki. Jej sposoby pozyskiwania energii do wzrostu były jednak o wiele bardziej inwazyjne. Ponadto, poza tradycyjnym krzykiem, wytworzyła również paraliżujące kłącza cechujące się swoistą autonomią i zjadliwością, gdy okaz znajdował się poza ziemią. Od czasu gdy posiadaliśmy rozmnożony egzemplarz, opracowywaliśmy przede wszystkim etyczne mieszanki gleby, które umożliwiałyby jej wzrost i kontynuację badań. Jeśli okazałoby się, że roślina ta zachowała lecznicze właściwości gatunku wyjściowego, sam jej przyrost i tempo rozmnażania mogłoby znacząco przyczynić się w produkcji eliksirów i innych specyfików na jej bazie. Dopóki nie odzyskamy chociaż jednego egzemplarza, trudno mi jednak to orzec jednoznacznie.
Oczywiście zapraszam Pana do Kent, być może jakiś inny okaz wzbudzi Pańskie zainteresowanie. Prosiłabym o dwudniowe zapowiedzenie się, ponieważ z wielką przyjemnością oprowadziłabym Pana osobiście.
z wielką przykrością donoszę, że badania nad tą przedziwną rośliną zostały wstrzymane w skutek zniknięcia podczas zamieszania Spalonej Nocy obu egzemplaczy. O ile nasza siedziba w Kent nie uległa zniszczeniu, o tyle chaos który nastąpił tamtej pamiętnej nocy został wykorzystany paskudnie przez jakiegoś złodzieja. Martwię się, że nie będzie w stanie zapewnić mandragorom odpowiednich warunków i rośliny zginą nim w pełni ujawnią swój potencjał. Poszukiwania trwają, śledztwo jednak nie przynosi jak dotąd wymiernych efektów, aczkolwiek pańska krewna aurorka Victoria Lestrange obiecała nam osobiście zająć się tą sprawą.
Tymczasem jeśli chodzi o właściwości lecznicze - badania, które nad nią prowadziliśmy były w fazie początkowej i żaden z członków Towarzystwa nie zdecydował się na rozpatrywanie jej właściwości w dziedzinie medycznej. Z pozoru roślina ta poza gargantuicznym rozmiarem nie różniła się od oryginalnej mandragory, którą eksportujemy z północnej Afryki. Jej sposoby pozyskiwania energii do wzrostu były jednak o wiele bardziej inwazyjne. Ponadto, poza tradycyjnym krzykiem, wytworzyła również paraliżujące kłącza cechujące się swoistą autonomią i zjadliwością, gdy okaz znajdował się poza ziemią. Od czasu gdy posiadaliśmy rozmnożony egzemplarz, opracowywaliśmy przede wszystkim etyczne mieszanki gleby, które umożliwiałyby jej wzrost i kontynuację badań. Jeśli okazałoby się, że roślina ta zachowała lecznicze właściwości gatunku wyjściowego, sam jej przyrost i tempo rozmnażania mogłoby znacząco przyczynić się w produkcji eliksirów i innych specyfików na jej bazie. Dopóki nie odzyskamy chociaż jednego egzemplarza, trudno mi jednak to orzec jednoznacznie.
Oczywiście zapraszam Pana do Kent, być może jakiś inny okaz wzbudzi Pańskie zainteresowanie. Prosiłabym o dwudniowe zapowiedzenie się, ponieważ z wielką przyjemnością oprowadziłabym Pana osobiście.
Mirabella Abbott