— Nie musisz, jestem w stanie to sobie wyobrazić. Głowa jednej w mordzie drugiej. - Wzruszył ramionami, bo nawet jeśli bardzo by chciał zobaczyć kulfony Victorii (sam nie narysowałby lepiej), to nie było co w tym momencie poświęcać na to dodatkowo czasu. Wyobraźnia działała mu całkiem okej. Słuchaj jej więc dalej, próbując nadążyć z informacjami i opisami.
— Po tym co mówisz, zaczęło mnie zastanawiać, że w sumie ciekawe że żywiła się drugą mandragorą. W sensie wiesz, biorąc pod uwagę jakiej natury jest nekromancja, to jest to chyba najlepszy możliwy przypadek, bo co by to było, gdyby okazało się że po jej zmianach i ulepszeniach, wymagałaby karmienia czymś bardziej… żywym. Może krwią, może w ogóle jakimś stworzeniem. Ale może skoro jest to roślina, to działa to zupełnie inaczej. — Westchnął, ni to z ulgą, ni to jakby zmęczony, bo coś podpowiadało mu, że cała ta zabawa wcale nie będzie łatwa. — Pięć osób to strasznie dużo. Voldemort powinien sobie sprawić armię takich. W każdym razie, czymś konkretnym je spacykowaliście, czy rzucaliście póki nie zadziałało? — Zainteresował się na moment. — No dobra, czyli mamy dwie zmutowane mandragory na wolności. Potencjalnie kanibale, dodatkowo rozmnażające się przez pączkowanie, a przez to co mówisz, to brzmi jakby przy odpowiednich wiatrach, ktoś był w stanie zmobilizować je do kolejnego podziału. A przynajmniej bym tak obstawiał, że jeśli nakarmi się je odpowiednią ilością energii, to może do tego dojść. — Westchnął, przeczesując palcami włosy i na moment patrząc gdzieś przed siebie. — Ale okej, w takim razie, jak mógłbym ci pomóc? Dobrze wiesz, że jestem dość przeciętny z zielarstwa. Co trzeba? Zlokalizować je? Przepytać ludzi? Węszyłaś już w tym magazynie Towarzystwa czy gdzie oni je trzymali?