— Łamiesz mi serce, powinnaś z miejsca powiedzieć, że są przepiękne, albo że można w nich utonąć — prychnął, potem tylko kręcąc głową z pewnym niezadowoleniem, bo cały temat tego, co spotkało Raphaellę, wciąż był w pewien sposób niewygodny. Jej własna ciotka ucięła sprawę, wyraźnie bojąc się konsekwencji, które mogły ją spotkać.
— A to akurat jest całkiem pewne. Kiedy kończyłem szkołę, miałem parę ofert, żeby kontynuować karierę na boisku. Może latałbym wtedy z Louvainem, Caiusem albo Lukasem, kto wie. To by dopiero była dobra historia - czterech zawodników ze szkolnej drużyny, razem na boisku w dorosłym życiu. Ale no, nigdy nie interesowało mnie to na poważnie — sport był kiedyś sporą częścią jego życia, ale Atreus nigdy nie miał złudzeń co do tego, co chciał robić w życiu. Już od małego chciał iść w ślady ojca, a miotła, cóż, była idealną rozrywką by wytrenować ciało, a do tego dać upust wszelkiej niepoprawności, jaka w nim tkwiła.
— Trudno. Nie to, że w ciebie nie wierzyłem, ale spodziewałem się, że może być coś z nimi nie tak, żeby je przeczytać — wzruszył ramionami, kiedy już wybudziła się z widmowego transu. — Czasem zadziwiają mnie zbiegi okoliczności, jakich można doświadczyć w naszym świecie. A może to nie zbieg, tylko zarażasz wszechświat jakąś klątwą? Dzieją ci się rzeczy, a potem muszą spaść na innych? W tej twojej sytuacji, zadziało się w sumie coś ciekawego? Wpadłaś do dołu albo złapałaś super niebezpiecznego bandytę? Bo my mamy w planach… — Zerknął na notatki, które mu oddała. — A, tak. Dostać się do leża złoczyńcy. Wszystko ładnie opisane.