11.08.2026, 11:29 ✶
Wziął głęboki oddech, powstrzymując się, by nie rozmasować coraz bardziej bolących skroni. Dziennikarz ewidentnie chciał złapać go za jakieś słówko.
– Z takimi pytaniami proszę kierować się do rzecznika szpitala. Nie jestem osobą ani odpowiednio wykwalifikowaną, ani wystarczająco poinformowaną, by na takie pytania panu odpowiadać – rzekł, siląc się na spokój. Nie przepadał za takimi prowokacjami, do których oczywiście skłonność miały pismaki. Co miał powiedzieć? Że w razie kryzysu wszystko albo pierdolnie, albo nie? Czy wniosłoby to cokolwiek do tej rozmowy?
Zagadnienia związane z niesieniem pomocy mugolom zawsze były skomplikowane. Łatwo w rozważaniu ich wpaść w pułapkę równi pochyłej. Najpierw pomoc z magiczną zarazą, klątwami, a potem okaże się, że należy ujawnić się całkowicie i pomagać im z chorobami, z którymi zmagali się od lat. Udary wszelkiego rodzaju, rak, wady serca – to wszystko dało się leczyć magicznymi metodami, a mugolom było z tym zapewne o wiele trudniej. Należało zarysować granicę.
– To zawsze dylemat. Mugole mają swój własny świat, my mamy swój. Nie możemy pozwolić, żeby zbytnio się przeniknęły, również ze względu na magiczne choroby. Jeśli taki przypadek by się zdarzył, uważam, że powinniśmy odizolować jednostki chore wśród mugoli, a po wszystkim zastosować czyszczenie pamięci. Leczyć, owszem, ale w zorganizowany sposób, który nie pozwoliłby na rozprzestrzenianie się choroby i naruszanie kodeksu tajności.
Niezbyt subtelnie sięgnął do kieszeni na piersi i wyjął z niej kieszonkowy zegarek. Szybko sprawdził godzinę.
– Czy ma pan jeszcze do mnie jakieś pytania? – zapytał. – Jeśli mam być z panem szczery, jestem po całonocnym dyżurze, a mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Więc, jeśli jeszcze coś chce pan wiedzieć, to proszę pytać, a jak nie, to wydaje mi się, że można już się rozejść.
– Z takimi pytaniami proszę kierować się do rzecznika szpitala. Nie jestem osobą ani odpowiednio wykwalifikowaną, ani wystarczająco poinformowaną, by na takie pytania panu odpowiadać – rzekł, siląc się na spokój. Nie przepadał za takimi prowokacjami, do których oczywiście skłonność miały pismaki. Co miał powiedzieć? Że w razie kryzysu wszystko albo pierdolnie, albo nie? Czy wniosłoby to cokolwiek do tej rozmowy?
Zagadnienia związane z niesieniem pomocy mugolom zawsze były skomplikowane. Łatwo w rozważaniu ich wpaść w pułapkę równi pochyłej. Najpierw pomoc z magiczną zarazą, klątwami, a potem okaże się, że należy ujawnić się całkowicie i pomagać im z chorobami, z którymi zmagali się od lat. Udary wszelkiego rodzaju, rak, wady serca – to wszystko dało się leczyć magicznymi metodami, a mugolom było z tym zapewne o wiele trudniej. Należało zarysować granicę.
– To zawsze dylemat. Mugole mają swój własny świat, my mamy swój. Nie możemy pozwolić, żeby zbytnio się przeniknęły, również ze względu na magiczne choroby. Jeśli taki przypadek by się zdarzył, uważam, że powinniśmy odizolować jednostki chore wśród mugoli, a po wszystkim zastosować czyszczenie pamięci. Leczyć, owszem, ale w zorganizowany sposób, który nie pozwoliłby na rozprzestrzenianie się choroby i naruszanie kodeksu tajności.
Niezbyt subtelnie sięgnął do kieszeni na piersi i wyjął z niej kieszonkowy zegarek. Szybko sprawdził godzinę.
– Czy ma pan jeszcze do mnie jakieś pytania? – zapytał. – Jeśli mam być z panem szczery, jestem po całonocnym dyżurze, a mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Więc, jeśli jeszcze coś chce pan wiedzieć, to proszę pytać, a jak nie, to wydaje mi się, że można już się rozejść.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.