09.08.2026, 12:30 ✶
Sączyła herbatę nieśpiesznie. Jego nuty smakowe testowała mimowolnie skupiając swoją uwagę na rozmówcach. Kiedy międyz kolejnymi wersami wypowiedzi Basila kelner przyniósł talerz z lśniącymi rulonami miejscowych wędlin podziękowała mu uprzejmie i odstawiła filiżankę. Widelcem nadziała jedne z rulonów i ugryzła kawałek. Smak przywołał wspomnienie głodu i zaczęła jeść szybciej. Drobnymi acz częstymi kęsami odrywając kawałki mięs i przełykając je po ledwie kilku ruchach żuchwy. Była głodna ale to żadna nowość. Potrafiła szybko jeść małymi kęsami tak by dochować wszelkim wrażeniom elegancji i nie zakłócać dystyngowanej pozy mimo, że zawartość talerza znikała w zaskakująco szybkim tempie.
Z zadowoleniem przyjęła, że Basil ma kilka słów do wypowiedzenia, toteż mu nie przerywała. Podążyła za jego spojrzeniem na oblicze Leviathana. Jej twarz przybrała szczery delikatny uśmiech, wyrażający przyjazne współczucie przerywając na moment proces posilania się. Tylko pobieżnie jej wzrok przebiegł po śladach na skórze szybko jednak sięgając ku oczom mężczyzny. Gest, który dostrzegał przede wszystkim osobę i jej stan, a nie sam obraz uszkodzeń.
Nie spieszyła się z komentarzem czekając aż któryś z mężczyzn podejmie dalej temat. W jej uszach końcowa wypowiedź przewodniczącego zabrzmiała ciężko. Zbyt ciężko jak na skale sytuacji, która jawiła się z jej perspektywy. Na końcowe pytanie przeskoczyła badawczym spojrzeniem w stronę Rowla. Szybko skinęła głową Skamanderowi w niemym potwierdzeniu. Odłożyła widelczyk z cichym stuknięciem opierając go o krawędź talerza. - Część. Panna Bletchley dzielnie mi towarzyszyła zeszłej nocy a teraz zdaje się nadal odsypia. - Uniosła filiżankę espresso delektując się jej mocnym aromatem. - Millie przegapiła całe wydarzenia i wróciła do nas dopiero rankiem. Najpewniej jeszcze drzemie. Pośród tych co od rana są na nogach to obawiam się, że chwilowo jesteśmy zdani na wzajemne towarzystwo. - uśmiechnęła się uprzejmie by jasnym było, że obecne towarzystwo jest mile przez nią widziane. Niewielkim łykiem skosztowała czarnego, gęstego naparu nim podjęła temat.
- Gratulacje są na miejscu. Jestem przekonana, że nasza obecność sprawiła, że tylko połowa służb musiała interweniować i, że w ogóle miała gdzie interweniować niż tylko sprzątać zgliszcza i liczyć straty. - Mimo pozornie nonszalanckiego tonu powiała się w nim wyraźna twardość sprawiająca, że przedstawiona teza zyskiwała na powadze. - Zakładam, że sami nie wiedzą jeszcze co się stało. Kiedy się rozeznają i okażą odrobinę przyzwoitości to możesz im wspomnieć, że nie muszą dziękować. - Była w tym nuta złośliwości mimo, że rozumiała pewne ograniczenia czasu i możliwości. Włosi mieli dość zadań zabezpieczających i porządkowych nim w ogóle będą mogli się podjąć rozpoznania. Tym bardziej, że wiele poszlak leżało pogrzebanych pod skałami. Upiła kolejny łyk.
- Mieli tu ducha, najpewniej jeszcze z czasów szkoły, który upodobał sobie zniszczenie kurortu i wygnanie stąd turystów. Jak rozumiem pan Trelawney naprawił prowizorycznie zabezpieczenia przeciw mugolom, które ten duch uszkodził. - pozwoliła sobie na kolejny łyczek czując jak cierpki smak pobudza jej zmysły - Duch ten też omamił jakoś miejscową diwę i zwabił ją złudnymi pragnieniami do spaczonego podziemnego rytuału. W tamtym miejscu złączył ją z innymi, wcześniejszymi ofiarami w karykaturalną ideę mitycznej syreny. Miała stać się narzędziem jego planu, drogą do wolności. Udało nam się powstrzymać klątwę i częściowo odwrócić jej efekt. Niestety struktura jaskini była zbyt naruszona i całość runęła. - przerwała wypowiedź by dopić ostatni lyczek kawy. Odstawiła filiżankę na spodek. - Moje gratulacje są więc szczere. - Uśmiechnęła się szczerze i wspierająco do Skamandera. - Kurort bez naszej interwencji mógłby dzisiaj już nie istnieć razem z jego mieszkańcami.
Ponownie chwyciła widelczyk nie spuszczając wzroku z rozmówcy. - Malediktus … to dość interesujące. Jak wspomniałem efekt, który spotkaliśmy w jaskini był w swoich efektach zbliżony do tej klątwy. Wywołany był przez magiczny przedmiot w formie łańcucha pokrytego runami. Zakładam, że uległ zniszczeniu ale chyba pamiętam ich układ. Może okazałoby się to pomocne dla kogoś zainteresowanego badaniami nad klątwą malediktusa. Czy może panowie mogą polecić kogoś z kim warto się skontaktować w tej sprawie?
Nabiła kolejny wysuszony kęs na widelec. - Oczywiście mogę się nieco mylić w moich założeniach. Bylibyście skłonni przedstawić mi zdarzenia jakich świadkami byliście w kurorcie w możliwe zwięzłych szczegółach? Może rozjaśni to nieco motywy jakimi kierował się duch.
Z zadowoleniem przyjęła, że Basil ma kilka słów do wypowiedzenia, toteż mu nie przerywała. Podążyła za jego spojrzeniem na oblicze Leviathana. Jej twarz przybrała szczery delikatny uśmiech, wyrażający przyjazne współczucie przerywając na moment proces posilania się. Tylko pobieżnie jej wzrok przebiegł po śladach na skórze szybko jednak sięgając ku oczom mężczyzny. Gest, który dostrzegał przede wszystkim osobę i jej stan, a nie sam obraz uszkodzeń.
Nie spieszyła się z komentarzem czekając aż któryś z mężczyzn podejmie dalej temat. W jej uszach końcowa wypowiedź przewodniczącego zabrzmiała ciężko. Zbyt ciężko jak na skale sytuacji, która jawiła się z jej perspektywy. Na końcowe pytanie przeskoczyła badawczym spojrzeniem w stronę Rowla. Szybko skinęła głową Skamanderowi w niemym potwierdzeniu. Odłożyła widelczyk z cichym stuknięciem opierając go o krawędź talerza. - Część. Panna Bletchley dzielnie mi towarzyszyła zeszłej nocy a teraz zdaje się nadal odsypia. - Uniosła filiżankę espresso delektując się jej mocnym aromatem. - Millie przegapiła całe wydarzenia i wróciła do nas dopiero rankiem. Najpewniej jeszcze drzemie. Pośród tych co od rana są na nogach to obawiam się, że chwilowo jesteśmy zdani na wzajemne towarzystwo. - uśmiechnęła się uprzejmie by jasnym było, że obecne towarzystwo jest mile przez nią widziane. Niewielkim łykiem skosztowała czarnego, gęstego naparu nim podjęła temat.
- Gratulacje są na miejscu. Jestem przekonana, że nasza obecność sprawiła, że tylko połowa służb musiała interweniować i, że w ogóle miała gdzie interweniować niż tylko sprzątać zgliszcza i liczyć straty. - Mimo pozornie nonszalanckiego tonu powiała się w nim wyraźna twardość sprawiająca, że przedstawiona teza zyskiwała na powadze. - Zakładam, że sami nie wiedzą jeszcze co się stało. Kiedy się rozeznają i okażą odrobinę przyzwoitości to możesz im wspomnieć, że nie muszą dziękować. - Była w tym nuta złośliwości mimo, że rozumiała pewne ograniczenia czasu i możliwości. Włosi mieli dość zadań zabezpieczających i porządkowych nim w ogóle będą mogli się podjąć rozpoznania. Tym bardziej, że wiele poszlak leżało pogrzebanych pod skałami. Upiła kolejny łyk.
- Mieli tu ducha, najpewniej jeszcze z czasów szkoły, który upodobał sobie zniszczenie kurortu i wygnanie stąd turystów. Jak rozumiem pan Trelawney naprawił prowizorycznie zabezpieczenia przeciw mugolom, które ten duch uszkodził. - pozwoliła sobie na kolejny łyczek czując jak cierpki smak pobudza jej zmysły - Duch ten też omamił jakoś miejscową diwę i zwabił ją złudnymi pragnieniami do spaczonego podziemnego rytuału. W tamtym miejscu złączył ją z innymi, wcześniejszymi ofiarami w karykaturalną ideę mitycznej syreny. Miała stać się narzędziem jego planu, drogą do wolności. Udało nam się powstrzymać klątwę i częściowo odwrócić jej efekt. Niestety struktura jaskini była zbyt naruszona i całość runęła. - przerwała wypowiedź by dopić ostatni lyczek kawy. Odstawiła filiżankę na spodek. - Moje gratulacje są więc szczere. - Uśmiechnęła się szczerze i wspierająco do Skamandera. - Kurort bez naszej interwencji mógłby dzisiaj już nie istnieć razem z jego mieszkańcami.
Ponownie chwyciła widelczyk nie spuszczając wzroku z rozmówcy. - Malediktus … to dość interesujące. Jak wspomniałem efekt, który spotkaliśmy w jaskini był w swoich efektach zbliżony do tej klątwy. Wywołany był przez magiczny przedmiot w formie łańcucha pokrytego runami. Zakładam, że uległ zniszczeniu ale chyba pamiętam ich układ. Może okazałoby się to pomocne dla kogoś zainteresowanego badaniami nad klątwą malediktusa. Czy może panowie mogą polecić kogoś z kim warto się skontaktować w tej sprawie?
Nabiła kolejny wysuszony kęs na widelec. - Oczywiście mogę się nieco mylić w moich założeniach. Bylibyście skłonni przedstawić mi zdarzenia jakich świadkami byliście w kurorcie w możliwe zwięzłych szczegółach? Może rozjaśni to nieco motywy jakimi kierował się duch.