— Drążymy — zapewniła Peregrinusa, odwracając się na przeznaczone jej warzywo i biorąc w ręce nóż. Ostrze poszło w ruch, powoli nacinając górę dyni, tak by mogła ją otworzyć i dostać się do środka. Nie było jednak w jej twarzy przesadnego przekonania co do tego, co miała zrobić. Zadanie zostało jej wręczone, jakby najoczywistszą rzeczą było, że akurat miała się go podjąć i zwyczajnie nie potrafiła odmówić. Pomarańczowa skórka była więc znaczona śladami po nożu, a Lyssa myślała sobie o tym, jak we Francji zawsze drążyła lampiony w towarzystwie. Nie chodziło o siedzenie przy jednym stoliku, podczas gdy inni czytali gazetę, a jedna osoba próbowała dojść do artystycznego porozumienia z warzywem. Brakowało jej jakiegoś wspólnego doświadczania czynności, gdzie każdy robił to samo. Brakowało jej śmiechów koleżanek i kolegów, bo przygotowania do Samhain odbywały się podczas roku szkolnego, pozwalając uczniom się w nie zaangażować i wprawiać się w rzeźbiarskich umiejętnościach.
— Rookwooda. Tamten test chyba nie był w stanie pokazać za którego — odpowiedziała, otwierając wreszcie dynię i zaglądając do jej środka. Odłożyła na bok nóż i złapała za łyżkę, chcąc za jej pomocą pozbyć się zalegającego wewnątrz miąższu i nasion. Nie chciała się bardziej roztkliwiać nad tematem jakichkolwiek konkretnych Rookwoodów, wciąż chyba czując się w pewien sposób niepewnie co do tego co miała w głowie. Ostatnie miesiące były jednym wielkim rollercoasterem i niepotrzebnie wywlekała go na wierzch. A potem ściągnęła lekko brwi i oderwała spojrzenie od warzywa, przenosząc je na twarz Vakela. — Wizję czego? — zapytała nieco niemrawo, w pierwszej chwili nie rozumiejąc o co mu chodziło. Zerknęła jednak zaraz na dynię, potem znowu na niego i tak parę razy, chcąc upewnić się bez słów, że myśli podążają w dobrym kierunku. — Nie, chyba nie. Wydrążę ją i potem się zastanowię. No chyba, że masz jakiś pomysł, jak powinna wyglądać?
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.