31.07.2026, 22:10 ✶
– Lunchowe paczki to jest absolutnie wybitny pomysł, też chce – Miles jak pasożyt przyssała się do słodkiej jak czekoladowe żaby krwi Bertiego, choć w tym konkretnym momencie nie mówiła serio, skupiając się na swojej obecnej… kreacji. Luźne materiałowe spodnie zatrzeszczały przypominając obecnie bardziej rybaczki, guziczki koszuli puściły bez jęknięcia za to z głośnym pimpnięciem, odsłaniając męską szeroką klatkę piersiową, a Moody poderwała się z miejsca i przeczesała szeroką ręką jasne jak snopy siana włosy.
– Ja pierdole Bott, z tej perspektywy świat wydaje się… wydaje się… – odetchnęła pełną piersią, ona skóra zdarta z matki konus nawet w obcasach. Stanik nie oberwał od tej przemiany, bo na szczęście przy jej ujemnych miseczkach żadnego nie trzeba było. Zamiast tego, mrucząc przyjemnym basem walnęła rozmawiających mężczyzn po męsku w barki – Weźcie no wstańcie, niech Wam chociaż raz spojrzę prosto w twarz! – w głosie Millesowego Botta pobrzmiewały cekiny rozbawienia, gdy czekając na ich powstanie oglądała się to z prawa to zlewa, dłonie kładąc tym razem na opiętych materiałem pośladkach. – Ta dupa Bertie… ja nie wiem jak Ty to robisz, sama bym chciała taką mieć. – żachnęła się ze śmiechem, bo no rąk by nie położyła na przyjacielu brata, ale kto jej zabroni eksplorować własne ciało ofiarowane słodką bezą możliwości. – Nie martw się, nie pójdę robić Ci trzody między ludźmi – dodała mrugając porozumiewawczo do gospodarza. To był ważny dzień i Moody bywała szalona, ale umówmy się - od sierpnia brała regularnie leki i miała też sporo innych miejsc by swoje nadwyżki energetyczne uziemniać. Jakże żałowała, że chłopcy nie mogą zobaczyć jej w tym stanie. Pewnie by - w przeciwieństwie do niej samej - narzekali.
– Dawaj Alek, siłujemy się na rękę! Ale bez dawania mi forów! – tak komuś jebnąć jak się ma dwa metry… Doskonałe. Ale pewnie unikanie było by trudniejsze. Cóż… nie ma nic za darmo.
– Ja pierdole Bott, z tej perspektywy świat wydaje się… wydaje się… – odetchnęła pełną piersią, ona skóra zdarta z matki konus nawet w obcasach. Stanik nie oberwał od tej przemiany, bo na szczęście przy jej ujemnych miseczkach żadnego nie trzeba było. Zamiast tego, mrucząc przyjemnym basem walnęła rozmawiających mężczyzn po męsku w barki – Weźcie no wstańcie, niech Wam chociaż raz spojrzę prosto w twarz! – w głosie Millesowego Botta pobrzmiewały cekiny rozbawienia, gdy czekając na ich powstanie oglądała się to z prawa to zlewa, dłonie kładąc tym razem na opiętych materiałem pośladkach. – Ta dupa Bertie… ja nie wiem jak Ty to robisz, sama bym chciała taką mieć. – żachnęła się ze śmiechem, bo no rąk by nie położyła na przyjacielu brata, ale kto jej zabroni eksplorować własne ciało ofiarowane słodką bezą możliwości. – Nie martw się, nie pójdę robić Ci trzody między ludźmi – dodała mrugając porozumiewawczo do gospodarza. To był ważny dzień i Moody bywała szalona, ale umówmy się - od sierpnia brała regularnie leki i miała też sporo innych miejsc by swoje nadwyżki energetyczne uziemniać. Jakże żałowała, że chłopcy nie mogą zobaczyć jej w tym stanie. Pewnie by - w przeciwieństwie do niej samej - narzekali.
– Dawaj Alek, siłujemy się na rękę! Ale bez dawania mi forów! – tak komuś jebnąć jak się ma dwa metry… Doskonałe. Ale pewnie unikanie było by trudniejsze. Cóż… nie ma nic za darmo.