29.07.2026, 09:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2026, 09:11 przez Christopher Rosier.)
– Jeden z projektantów uznał, że podczas pokazu modelki powinny być niewidzialne, aby wszyscy skupili się na ubraniach i powiedzmy, że wyszedł z tego jeden wielki chaos, włącznie z felernym eliksirem i tajemniczym zaginięciem jednej z modelek – stwierdził Christopher, a kąciki jego ust zadrgały w powstrzymywanym uśmiechu. To było parę lat temu i prawdę mówiąc bawiło go to nie tylko z perspektywy czasu, ale też wtedy, bo cóż, nie dotyczyło jego pokazu ani jednego z tych największych i najważniejszych, i jeszcze niezbyt lubił tamtą kolekcję, Chris wtedy ledwo skończył dwadzieścia lat, a projektant jego zdaniem miał za wysokie mniemanie o sobie i Rosier traktował go jako konkurenta. W tamtym chaosie krążył więc, niby pomagając, ale co jakiś czas chichocąc jak złośliwy chochlik.
Nie rozwijał jednak teraz historii, bo opowieść o niewidzialnych modelkach słabo współgrała z rozmową na temat prób dokonywania morderstw w snach i z tym, że najwyraźniej zdaniem Victorii jakiś morderca się na niego zasadził. W śnie. A potem jakiś mugol tego mordercę przegonił, za pomocą strzelby. Też we śnie.
Sięgnął wreszcie po to ciasto kawowe i zaczął jeść, z pewnym zamyśleniem, próbując przetworzyć sobie całą opowieść. Deszcz, grzmoty i błyskawice robiły im za tło, zapewniając wrażenia dźwiękowe i wzrokowe, i kiedy jego wzrok na moment pobiegł ku oknu tarasowemu, pomyślał, że może zdąży jeszcze opowiedzieć o tych całych modelkach. Bo zanosiła się na to, że przesiedzą tu całą noc, jak nie dłużej.
– To było po prostu ponad rok temu, niedługo po zerwaniu, stąd sądziłem, że to ona. Zwłaszcza że zobaczyłem ją rano w sklepie… to chyba była księgarnia? A potem nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ktoś za mną idzie – powiedział w końcu, takim trochę usprawiedliwiającym się tonem, bo nie chciał, aby pomyślała, że jest narcyzem zakładającym, że eks musi mieć na jakie tle obsesję…
…chociaż trochę takim właśnie narcyzem był i nawet póki Cressida nie dała się mu naprawdę mocno we znaki to mu pochlebiało. Ale no nie musiał od razu się do tego przyznawać!
– Raczej uznanie, że to ona było pierwszym, co przyszło mi do głowy. Bardzo rzadko śledzą mnie maniakalni mordercy. Prawdę mówiąc, Victorio, powiedziałbym chwilę temu, że to nigdy się nie zdarzyło – dodał, teraz znów upijając łyk herbaty. Gdy odstawił naczynie, przetarł oczy, bo jakoś zaczął robić się śpiący, może przez tę pogodę i że pokój oświetlało tylko lumos. Chociaż temat rozmowy zdecydowanie nie sprzyjał zasypianiu, nawet jeżeli Rosier miał wciąż pewne wątpliwości co do tego, czy Victoria się nie myliła. – Jeżeli spotkało to też innych… dlaczego właściwie Ministerstwo niczego nie robi? Listy gończe? Jakieś badania, jak wszedł do tych snów? Nie od tego jest Departament Tajemnic? – zapytał, nieświadomy, że akurat Brenna i Victoria wyprodukowały mnóstwo raportów, wniosków i naprawdę próbowały. Ale cóż, nie były całym Ministerstwem, prawda? – Wiesz co, narysowałem tego mężczyznę. Tego z bronią. Ale nie wiem czy dalej mam ten rysunek, został pewnie na dnie szuflady w mieszkaniu, a tam wciąż pełno jest sadzy. Jeżeli masz je w biurze… będę mógł powiedzieć, czy to był ten sam.
Nie rozwijał jednak teraz historii, bo opowieść o niewidzialnych modelkach słabo współgrała z rozmową na temat prób dokonywania morderstw w snach i z tym, że najwyraźniej zdaniem Victorii jakiś morderca się na niego zasadził. W śnie. A potem jakiś mugol tego mordercę przegonił, za pomocą strzelby. Też we śnie.
Sięgnął wreszcie po to ciasto kawowe i zaczął jeść, z pewnym zamyśleniem, próbując przetworzyć sobie całą opowieść. Deszcz, grzmoty i błyskawice robiły im za tło, zapewniając wrażenia dźwiękowe i wzrokowe, i kiedy jego wzrok na moment pobiegł ku oknu tarasowemu, pomyślał, że może zdąży jeszcze opowiedzieć o tych całych modelkach. Bo zanosiła się na to, że przesiedzą tu całą noc, jak nie dłużej.
– To było po prostu ponad rok temu, niedługo po zerwaniu, stąd sądziłem, że to ona. Zwłaszcza że zobaczyłem ją rano w sklepie… to chyba była księgarnia? A potem nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ktoś za mną idzie – powiedział w końcu, takim trochę usprawiedliwiającym się tonem, bo nie chciał, aby pomyślała, że jest narcyzem zakładającym, że eks musi mieć na jakie tle obsesję…
…chociaż trochę takim właśnie narcyzem był i nawet póki Cressida nie dała się mu naprawdę mocno we znaki to mu pochlebiało. Ale no nie musiał od razu się do tego przyznawać!
– Raczej uznanie, że to ona było pierwszym, co przyszło mi do głowy. Bardzo rzadko śledzą mnie maniakalni mordercy. Prawdę mówiąc, Victorio, powiedziałbym chwilę temu, że to nigdy się nie zdarzyło – dodał, teraz znów upijając łyk herbaty. Gdy odstawił naczynie, przetarł oczy, bo jakoś zaczął robić się śpiący, może przez tę pogodę i że pokój oświetlało tylko lumos. Chociaż temat rozmowy zdecydowanie nie sprzyjał zasypianiu, nawet jeżeli Rosier miał wciąż pewne wątpliwości co do tego, czy Victoria się nie myliła. – Jeżeli spotkało to też innych… dlaczego właściwie Ministerstwo niczego nie robi? Listy gończe? Jakieś badania, jak wszedł do tych snów? Nie od tego jest Departament Tajemnic? – zapytał, nieświadomy, że akurat Brenna i Victoria wyprodukowały mnóstwo raportów, wniosków i naprawdę próbowały. Ale cóż, nie były całym Ministerstwem, prawda? – Wiesz co, narysowałem tego mężczyznę. Tego z bronią. Ale nie wiem czy dalej mam ten rysunek, został pewnie na dnie szuflady w mieszkaniu, a tam wciąż pełno jest sadzy. Jeżeli masz je w biurze… będę mógł powiedzieć, czy to był ten sam.