25.07.2026, 17:45 ✶
– No nie wiem, trzeba by się dokładnie przyjrzeć i ustalić kryteria oceny… – stwierdziła, z czystej przekory. – Nikt w pracy nie wiedział, że w tym grzebiemy. A ostatecznie przynajmniej na razie brakuje dowodów – dodała. Na razie. Bo w Ministerstwie mogli pogrzebać zaangażowanie Fortynbrasa Malfoya w ten projekt, ale Zakon o nim wiedział, i choć chwilowo nie mieli dowodów, prędzej czy później się do czegoś dokopią.
Pewnie nie dziś. Nie w tym miesiącu. Ale prędzej czy później…
– Może będziemy mieć więcej szczęścia albo doświadczenie robi swoje – dodała, a kąciki ust drgnęły jej lekko. – Być może raz czy dwa zdarzyło się, że do Ministerstwa nagle wpłynęły dowody, których nikt się nie spodziewał.
Na przykład dlatego, że Dora i Heather wyniosły je po cichu z pewnego domu, a potem cudownie doradzono komuś, aby szukać akurat w tym miejscu… Ale takich przypadków, tak naprawdę, było mało. Brenna nie umiała się nimi nawet naprawdę cieszyć, może dlatego, że takie działania w ogóle nie powinny być potrzebne.
– Chyba rzeczywiście nie wyobrażam sobie ciebie jako pisarza. Bardziej już jako zawodnika quidditcha, gdybyś nie był aurorem – rzuciła, rozstawiając już świece. Nie dodała tego, żeby przypadkiem nie zaczęli się kłócić zamiast analizować zapiski, ale pomyśleć pomyślała, że ta miotła trochę już chyba odleciała. Wprawę w sporcie traciło się błyskawicznie, gdy się go nie uprawiało, a też większość zawodników koło trzydziestki przechodziła już na emeryturę…
Zapiski nie chciały zdradzić swoich sekretów. Trudno powiedzieć czy ona była za słabym widmowidzem, choć starała się na ćwiczenia i eksperymenty w tej dziedzinie poświęcić więcej czasu niż kiedykolwiek, czy nie osiadło na nich dość emocji, ale tym razem dym niczego ze sobą nie przyniósł. Porażka nie odbiła się jednak na niej, uniosła więc tylko różdżkę, gasząc świece.
– Przykro mi, pustka, chyba za mały ślad. Wątpię, żeby kolejne próby coś przyniosły – stwierdziła, podając mu zapiski z powrotem. – Ale to tak podobne do tego, co spotkało mnie, że… byłabym zdziwiona, gdyby to była inna sytuacja.
Pewnie nie dziś. Nie w tym miesiącu. Ale prędzej czy później…
– Może będziemy mieć więcej szczęścia albo doświadczenie robi swoje – dodała, a kąciki ust drgnęły jej lekko. – Być może raz czy dwa zdarzyło się, że do Ministerstwa nagle wpłynęły dowody, których nikt się nie spodziewał.
Na przykład dlatego, że Dora i Heather wyniosły je po cichu z pewnego domu, a potem cudownie doradzono komuś, aby szukać akurat w tym miejscu… Ale takich przypadków, tak naprawdę, było mało. Brenna nie umiała się nimi nawet naprawdę cieszyć, może dlatego, że takie działania w ogóle nie powinny być potrzebne.
– Chyba rzeczywiście nie wyobrażam sobie ciebie jako pisarza. Bardziej już jako zawodnika quidditcha, gdybyś nie był aurorem – rzuciła, rozstawiając już świece. Nie dodała tego, żeby przypadkiem nie zaczęli się kłócić zamiast analizować zapiski, ale pomyśleć pomyślała, że ta miotła trochę już chyba odleciała. Wprawę w sporcie traciło się błyskawicznie, gdy się go nie uprawiało, a też większość zawodników koło trzydziestki przechodziła już na emeryturę…
Zapiski nie chciały zdradzić swoich sekretów. Trudno powiedzieć czy ona była za słabym widmowidzem, choć starała się na ćwiczenia i eksperymenty w tej dziedzinie poświęcić więcej czasu niż kiedykolwiek, czy nie osiadło na nich dość emocji, ale tym razem dym niczego ze sobą nie przyniósł. Porażka nie odbiła się jednak na niej, uniosła więc tylko różdżkę, gasząc świece.
– Przykro mi, pustka, chyba za mały ślad. Wątpię, żeby kolejne próby coś przyniosły – stwierdziła, podając mu zapiski z powrotem. – Ale to tak podobne do tego, co spotkało mnie, że… byłabym zdziwiona, gdyby to była inna sytuacja.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.